Skip to content

DOMINIK ŻYBURTOWICZ

Nie obrażaj się na śmierć, bliźniaku

Nie obrażaj się na śmierć, bliźniaku,
śmierć i tak przyjdzie, i zrobi z tobą,
co będzie chciała. Pogadaj, może
wynegocjujesz trochę czasu dla syna.

Nie obrażaj się na śmierć, bliźniaku,
choć to okropna kobieta — jest częścią
życia. Twarzą w twarz usiąść z nią
i rodziną na stypie będziesz musiał.

Nie obrażaj się na śmierć, bliźniaku,
choć to ona, ona jest winna cierpieniu
największemu na świecie — pamiętaj: bez
zjawiska cierpienia nie ma zjawiska radości.

Nie obrażaj się na śmierć, bliźniaku,
gdy mówi: musisz zmienić się, bliźniaku.
Jesteśmy drzewem, liściem i przejściem, co
umożliwia — na szczęście — zacząć od nowa.

Nie obrażaj się na śmierć, bliźniaku,
gdy w końcu podasz dłoń, fanaberie zgasną i
wszystko stanie się znów naprawdę jasne. Jak
noworodek — boży blask: blask boży — noworodek.

 

W związku z poezją

Opisywać, co nie do opisania.
Przebolewać, co nie do przebolenia.

Latami. Między wersami. Wy.
Już zawsze? (Tego chciałaś/chciałeś?)

Piękna, biała głębia, z którą
żyć i umierać będziesz jak łabędzie.

Już zawsze.

 

Nie jesteś sama

dla Joanny Conrad

Zabieg na otwartej traumie
rzeczywistości. Trzeba żyć.
Trzeba przejść. Przełamać.

Zabieg na śpiącej (po raz
pierwszy od lat
spokojnie) dziewczynie.

Biegła przez pożary:
w domach, mieszkaniach,
stancjach, hotelach.

Aż tu — w twoje ramiona,
jasny dniu, co nagle
wyglądasz jak siła

wyższa milionów, milionów,
wracających do zdrowia na
całym świecie, zmartwychwstałych.

Wiatr przechodzi górami.
Wiatr przechodzi miastami.
Oddech: Nie jesteś sama.

 

Wąsy czarnego kota

czy kot wyczuł pierwszy?
strącił czarną filiżankę i kawa
rozprysła się na ścianach lustrze

uchyliłem drzwi —
jak pershing
wystrzelił w mgłę
między drzewami

SMS:
po nocy w kasynie
umarł na zawał
przed chwilą

dopiero po stypie w poniedziałek
wzięła nas na stronę i powiedziała:
kochane dzieci
jeśli nie chcecie dziedziczyć
a jest tego około milion
siedemset czterdzieści tysięcy długów
szybko idźcie do notariusza
i zrzeknijcie się majątku
mieszkania auta garażu
wszystkiego

ach boże
nikt nie podejrzewał
że on znowu gra

 

Lądowanie

dla Grzegorza T.

Nadzieja — ptasi dom. Dokąd pójść, nadzieja ptasi dom?
Tędy, pomiędzy ludźmi droga — szepczą okno i woda, co
spływają w ramiona pieśni. Muzyka wjeżdża ciężarówką
w Alpy niczym w objęcia letniej Szwajcarii. Wróciłem
po latach i nie poznaję nikogo oprócz ciebie, nadzieja ptasi
dom, gdy śpiewasz jak przyjaciel, coraz więcej przyjaciół:
O, piękne dni! O, piękne noce! Jakby dobry Bóg zaczął
działać przez mieniące się w ludzkich oczach galaktyki.
Finał okazał się zupełnie inny, niż oczekiwałem — i to
jest największe szczęście, jakie mnie spotkało. Rozum,
emocje, emocje i rozum. Z rozszalałej sinusoidy tu,
w twoje czułe gniazdo, nadzieja ptasi dom. Milion
kilometrów europejskich dróg, aby w końcu zasnąć
normalnie, w ciszy, w pokoju pełnym obłoków i piór.
Ach, jeśli najważniejsze jest tu i teraz, niech już zostanie
ze mną te zmartwychwstanie, po którym bardziej kocham.
W snach pociągi wiozą słońca i przyszłość. Tysiące wagonów
z kryształami czasu. A myśli pilnuję, aby też były rozjaśnione,
Pani. Aniele boży, stróżu mój, a może ocalałem? Pstryk.
Wszystko wskazuje, że trzeba pociągnąć tę żyłkę-linijkę dalej.
Kontrast pokazuje prawdę. Na przykład: zacząłem doceniać to,
co mam, gdy zacząłem jeździć karetką i zobaczyłem czerwone
wnętrzności choroby i okrucieństwo starości. Albo na tirach,
Francja, Anglia, Włochy: imigranci w namiotach, pod lidlem,
na śmietnikach. Nie trzeba filozofować, gdy dotknie się prawdy
jak skatowanego Boga, to już się wszystko wie. Nie ma przyjaźni
tam, gdzie zaczyna się ulica i instynkt przetrwania: dzikie zwierzę
rozrywające duszę jak padlinę na oczach przechodniów. Wróciłem
po latach i nie poznaję nikogo oprócz ciebie, nadzieja ptasi dom.
Że jeszcze mogę jakieś świadectwo może albo pomagać. Jak?
Krwią, oczywiście, krwią, potem i łzami, albowiem prawdziwa
pomoc to zapierdalanie. Kiedyś sobie chodziłem i bujałem ego,
aż zrozumiałem, panie, pani, fizyko kwantowa, siło wyższa, żarze
z codzienności. Nieprzypadkowy jest cudowny okoliczności zbieg.
Że obudziłem się w miejscu, gdzie mieszka czarodziej zegarów?
Sędziwy Grzegorz, przyjaciel, pierwszy spośród wszystkich
mistrzów, co na dobre nauczył mnie cierpliwości, dziękuję,
drogi przyjacielu. Moment, kiedy naprawiasz mój starodawny
ścienny zegar, a potem pokazujesz mieszkanie z piętnastoma
ściennymi zegarami (plus sto innych), tykającymi w takt o tak:
Powoli krasnoludku, a dojdziesz do skutku. Pamiętaj o uczciwości.
Pamiętam. I nie tylko ja, ale on, ona, ono — dodał. Bowiem energia
kołuje i wraca niespodziewanie, w innych oczach, rozjaśniona.

Dominik Żyburtowicz (ur. w 1983 r. w Drawsku Pomorskim) — poeta. Mieszka w Kołobrzegu. Wydał tomy wierszy: Żaglowce (2015), Spaceboy (2017), Klucze uniwersalne (2019), Remedorium (2019), Przez sen i gwiazdę (2021), Terapia Jana Bukowskiego. 37 wierszy o trzeźwieniu (2022), Ośrodek Poezji Społecznej (2025).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2025 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2025 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści