Skip to content

PAWEŁ ALBO POCZYTALION

Luty-marzec ‘26

 

1.

Helena Wolińska i Władysław Brus. Dla niektórych para z piekła rodem. Można by rzec: ikoniczna. Prokuratorka, która stała się symbolem stalinowskich zbrodni — choćby jako ta, co stała za śmiercią generała Fieldorfa „Nila” — oraz czołowy ekonomista rodzimego stalinizmu, owszem — po roku 1956 (a nawet już trochę wcześniej) „nawrócony”, z czasem nawet wspierający opozycję w PRL-u, ale nigdy — zwłaszcza przez siebie samego — nie zdekomunizowany.

Trudno chyba o ciekawszy „zestaw” polskich komunistów. Zwłaszcza wśród tych nieopisanych dotąd biograficznie, a to przecież ostatnimi laty temat wielu historycznych książek, popularnonaukowych, albo i naukowych, ukazujących naszą powojenną historię przez pryzmat „czerwonej zarazy”. Były już przecież intrygujące książki o Gomułce, Bierucie, Cyrankiewiczu, o Wandzie Wasilewskiej, generale Berlingu, Jaruzelskim oczywiście, a i o tych, którzy z czasem — mniej lub bardziej — „przeszli na dobrą stronę mocy”: Leszku Kołakowskim, Zygmuncie Baumanie… Mieliśmy i w Szczecinie znakomite dzieła o Leonardzie Borkowiczu, Jerzym Borejszy… A tu rzecz do opisania tym smaczniejsza, że chodzi o parę.

Wolińska i Brus byli bowiem prawdziwą parą — małżeństwem (i to dwukrotnie!), ale też uwikłanymi w prawdziwy melodramat kochankami. Tymczasem nikt dotąd ich historii, ani osobnej, ani wspólnej, nie opisał.

Fakt, iż rzecz nadrobiła właśnie Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz — jakby z nawiązką, bo jej książka Stygmat. Helena Wolińska, Włodzimierz Brus. Biografia liczy sobie blisko 800 stron! — można więc uznać za spełnienie naprawdę cenne. Zarówno dla pasjonatów tematu rozliczeń i bolesnych obrachunków z rodzimym komunizmem, jak i dla tych wszystkich, którym bliska jest po prostu współczesna, dramatyczna i trudna do jednoznacznej oceny, historia Polski.

Kwiatkowska-Moskalewicz mierzy się z nią śmiało. Nie poprzestaje na historii pikantnego (bo w kręgu polityki i władzy) romansu — co byłoby niewątpliwie atrakcyjne czytelniczo (płomienna miłość, wieloletnie rozstanie, komplikacje sercowe i obyczajowe, a potem życie razem aż do śmierci) — lecz spłaszczałoby perspektywę spojrzenia na los obojga. Czasami osobny, ale zawsze bardzo wspólny, bo i wspólnotowy. Stara się go więc wpisać w szeroką panoramę dziejów Polski i świata. Politycznych, ekonomicznych, kulturowych.

Autorka gigantycznego — między innymi z tego powodu — tomu, popada przez to czasem w szkolną manierę „wyjaśniania”: czym był Jałta, sowiecki komunizm, moskiewskie procesy, NKWD i UB, kto z kim walczył po wojnie i jak wyglądało wtedy codzienne życie — i dopiero na tym tle umieszcza swoich bohaterów. No ale cóż, to dziś metoda wielu książek popularyzujących historię, których autorzy — zwykle pod wpływem wydawców — przyjmują zasadę, że współczesny (a więc na ogół młodszy) czytelnik „nie wie, jak było” i trzeba mu to tłumaczyć. Nie jestem jednak przekonany, czy w przypadku takich książek jak Stygmat…, adresowanych do odbiorcy już przygotowanego do podobnej lektury, jest to metoda słuszna.

Trudno natomiast zarzucić Kwiatkowskiej-Moskalewicz, że przedstawia to wszystko tak szeroko i ab ovo, jeśli zważyć, że opisana przez nią historia to prawdziwy mętlik wydarzeń, wątków, problemów; istny labirynt, przez który przejść można jedynie dobrze obmacawszy jego ściany. Autorka Stygmatu nie odkrywa wprawdzie na tych ścianach niczego nowego, nie znajduje nowych wskazówek, ale w zbliżeniach na parę idących nim bohaterów jest niezwykle precyzyjna, a niektóre dygresje dotyczące ich wspólnej drogi — na przykład szczegóły walki o władzę w PPR i Gwardii Ludowej podczas okupacji — ukazuje nie tylko z detalami, lecz i z udzielającą się czytelnikowi emocją (na przykład wtedy, gdy stawia raz jeszcze pytanie, kto i dlaczego zabił I sekretarza PPR Marcelego Nowotkę).

Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz radzi sobie zresztą dobrze z ogromem materiału, który przesiewa nieustannie, by znaleźć w nim ziarno właściwej opowieści. Nawet analiza specyficznych poglądów Brusa na gospodarkę socjalistyczną, którą chciał reformować, ale po swojemu (nigdy np. się nie wyrzekł wierności wobec jej podstaw, czyli centralnego planowania), nie jest u niej nudziarstwem, a rzeczową prezentacją różnic między Brusem a innymi, nawróconymi ekonomistami o czerwonych rodowodach (Schaff, Lipiński).

Nie ulega jednak kwestii, że autorka Stygmatu… najlepiej się czuje, przedstawiając Heleny i Włodzimierza dramat osobisty (wojna, Zagłada) oraz ideowy (klęska lewicowych paradygmatów). Pozostając z nimi bardzo blisko — między innymi dzięki relacjom świadków, przyjaciół i (nielicznej po wojnie) rodziny — aż po intymność (śmierć najbliższych, a i wzajemne zdrady) — próbuje zrozumieć ich wybory. I opisać tę wyboistą, kaleczącą ich samych drogę. Helena była osobą trudną; bezpośrednia, odważna, ale czasem agresywna i wulgarna, miała wielu wrogów, Brus był introwertykiem, złamanym przez osobiste doświadczenia, unikającym rozgłosu i poklasku — odchodzili więc, by tak rzec, starzejąc się i chorując prawie samotnie. Choć do końca na własnych warunkach. Droga, którą wybrali, nie tylko dla nich była jednak drogą ofiarną. Również z ich powodu. Zwłaszcza Helena — o której mówiło się podczas wojny i po wojnie — używając jej okupacyjnego pseudonimu Lena — szła przed siebie, raniąc innych. A i zabijając. Bo — tak — podpisywała wyroki śmierci.

Tragiczny jest kontekst tych powojennych losów pary polskich Żydów, bo przecież o Żydach, którzy czuli się — przede wszystkim — Polakami, czytamy w Stygmacie... Żydach, których dotknął najpierw straszliwy antysemityzm II RP, a później Zagłada. Ale i antysemityzm dużej części polskiego społeczeństwa. Przed którym ona i on uciekali, kryli się pod innymi nazwiskami, wymyślonymi życiorysami. A czasem za zdwojoną aktywnością na rzecz zwycięstwa nowego ustroju nowej Polski, która miała być wolna od rasizmu.

Ocaleli, ale zapłacili za to wysoką cenę. Społecznego ostracyzmu, czarnej (czerwonej) legendy, która towarzyszyła im do końca życia i w końcu ich złamała. Wątek „żydokomuny”, niemal zawsze w Stygmacie… obecny, gdy autorka próbuje dokonać oceny zachowań i wyborów, jest zresztą jednym z wyznaczników całej książki. A Kwiatkowska-Moskalewicz, choć nie decyduje się w sumie na jakąś ocenę ostateczną, czyni zeń swego rodzaju klucz do psychiki obojga swoich bohaterów. Którzy, mając świadomość swoich błędów oraz win, czują się zarazem ofiarami systemu, który się nimi posłużył, pożarł ich i wypluł na śmietnik historii.

O Włodzimierzu Brusie pamięta się dziś u nas mało (choć na Zachodzie miał jako marksista swoją pozycję, a np. Chińczycy uczyli się od niego reform, przechodząc od komunizmu Mao do komunizmu wolnorynkowego), o Helenie Wolińskiej — owszem, ale tylko jako o „kacie” AK. A że żyła stosunkowo długo, wielu polityków (niekoniecznie skrajnej prawicy) mówiło o niej jako „krwawej prokurator”, winnej „sądowego zabójstwa” generała „Nila”. Jak z tym było naprawdę — czyli do jakiego stopnia wina spada na nią — i jak działo się później, gdy trwała walka o jej ekstradycję z Wielkiej Brytanii, by stanęła przed polskim wymiarem sprawiedliwości, dowiadujemy się z książki ze szczegółami. I dobrze, bo sprawa odpowiedzialności Wolińskiej za śmierć gen. Fieldorfa obrosła w uproszczenia i mity.

Obszerna, wnikliwa praca Kwiatkowskiej-Moskalewicz, w wielu kwestiach tyczących Leny i Bena (do końca posługiwał się tym skrótem swojego prawdziwego imienia Beniamin) ukazuje zresztą fakty, a nie mity. Przedstawiając ich trudne, gorzkie życie jako pełne pomyłek i grzechów, ale uczciwe. A czyni to bez taryfy ulgowej, za to z wyraźną empatią.

Może przesadną chwilami, lecz uzasadnioną. Nie tyle nawet w kontekście ich samych, ile w perspektywie formacyjnej, zbiorowej. Na szerokim tle bojów toczonych przez lewicę o wolną i sprawiedliwą Polskę. Bojów bezwzględnych dla przeciwnika, którym byli przecież inni Polacy, a fałszowanych na słodko w czasach PRL-u i jakże często uwikłanych w polityczne świństwa, brudzących ręce braterską krwią. No i mimo paru dekad panowania zwycięskiego socjalizmu, sromotnie przegranych. Przez „komunistów”? Owszem, ale kto dziś o nich pamięta. Chyba tylko ich współcześni beneficjenci — lud roboczy miast i wsi, a że w dużej mierze wywodzą się z niego dzisiejsi antykomuniści, to oni właśnie najchętniej skandują „Precz z komuną!”. Najbardziej zaś samotna jest niepamięć o tych najbardziej przegranych, którymi byli konkretni ludzie, tacy właśnie jak Lena Wolińska (Felicja Danielak) i Włodzimierz Brus (Beniamin Zylberg).

Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz stygmatu zdrajców i katów swoją książką z nich raczej nie zdejmie, ale przyda im ludzkiego wymiaru.

[Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz, Stygmat. Helena Woilińska, Włodzimierz Brus. Biografia, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026]

 

2.

Czytałem większość, a może zresztą wszystkie najważniejsze wydane u nas biografie Fryderyka Chopina — od Jarosława Iwaszkiewicza (bujną, literacką, choć strasznie „socjalistyczną”) przez Adama Zamoyskiego (znakomitą, tym bardziej że z oddali) po Fryderyka Hoesicka (szczególastą, ale świetną) — ale dwutomowe dzieło Alana Walkera Chopin. Biografia jest chyba najlepszą z nich.

Nie wiem zresztą, może to blask nowości sprawił, a i chwila: pierwszy tom ukazał się w roku ubiegłym, w okolicach kolejnej edycji Konkursu Chopinowskiego w Warszawie, kiedy wszyscy entuzjaści tej muzyki (a Poczytalion do nich należy) żyli w szczególnej aurze wzmożonej fascynacji „Naszym Wielkim Fryckiem”. Może też jakość edytorska tego wydania (piękny papier, mnóstwo ilustracji, biała — pierwszego tomu oraz czarna okładka drugiego, co po złożeniu obu razem daje wrażenie klawiatury) sprawiły wespół, że tak się dziełem angielskiego chopinisty zachwyciłem. Dość jednak, że na zachwytach początkowego wrażenia się nie skończyło i przebrnąłem całość — obszerną, a nie tak znów łatwą w lekturze — z wielką satysfakcją. Piszę „przebrnąłem”, bo jako laik — totalny amator (nie tylko w znaczeniu „miłośnik” bynajmniej) — musiałem się trakcie lektury mierzyć z częstymi a szczególnego rodzaju cytatami. Jako że Walker to muzykolog co się zowie i w swojej pracy wiele uwagi poświęca analizie poszczególnych fragmentów utworów Chopina — a posiłkuje się tu — i zachęca do tego czytelnika — „cytatami” właśnie, czyli fragmentami zapisu muzycznego, wpisanego w pięciolinię.

Głębokie i szczegółowe owych cytatów analizy, zarówno poszczególnych utworów jak też ich fragmentów, łączą u Walkera interpretację — bardzo piękną i ukazującą prawdziwego ducha tej muzyki — z technicznymi obserwacjami i praktycznymi uwagami pianisty, jakim zresztą on sam jest, czynią tę lekturę wyjątkowo atrakcyjną dla muzycznych ekspertów i smakoszy.

Do mnie jednak, przyznać muszę, niewiele z tego wpatrywania się w nuty dotarło, a przynajmniej tak, jak powinno, czyli przez rozum. Ale że ich autor ma wielki dar przekazywania swojej specjalistycznej wiedzy za pomocą słów, wspomogłem się czytaniem ich równoczesnym ze słuchaniem analizowanych w książce utworów. O, tutaj Walker okazał się przewodnikiem świetnym i otworzył mi oczy (uszy) na różne sekrety Chopinowskiej partytury.

Skłamałbym przecież, gdybym rzekł, że główną wartość jego książki widzę w tych analizach zapisu nutowego. Na ile są one trafne i oryginalne, ocenić potrafi zapewne tylko ten, kto prawdziwe posiadł umiejętność grania i słuchania muzyki.

Mnie w pracy Walkera przekonuje coś innego. Precyzja i rzetelność relacji z każdego etapu życia i twórczości Chopina, poparte równocześnie ogromną wiedzą dotyczącą muzyki w ogóle, a i epoki, w której mistrz polonezów żył i tworzył. Jest zresztą Walker lepszy od poprzedników, wcześniejszych biografów naszego „Szopena” (swoją drogą, jak wiele lat spolszczaliśmy to jego francuskie nazwisko, przekonani, że to uczyni go Polakiem bardziej, tymczasem tym, co go spolszczyło naprawdę, było przecież jego dzieło) w tym, że może swoją współczesną wiedzą kontrolować ich niepewne kiedyś przypuszczenia, domniemania, tezy.

Dziesięć lat, które poświęcił Londyńczyk przygotowaniom do pisania biografii Chopina wypełniła bowiem praca, co się zowie, poparta niesłychanie uważną kwerendą u źródeł — polskich, ale też paryskich. Przeczytał chyba Walker wszystko — od wspomnień i dokumentów z epoki, ówczesnej prasy francuskiej, angielskiej, niemieckiej i polskiej, w której recenzje z koncertów były czymś bardziej oczywistym niż w gazetach drugiej połowy XX wieku sprawozdania z meczów piłki nożnej, przez listy i pamiętniki, aż po najnowsze interpretacje współczesnych chopinistów; a wysłuchał też chyba pułku pianistów, którzy Chopina świetnie grali i grają (zwłaszcza w Azji, jak nas przekonują doświadczenia ostatnich konkursów). Efekt tej pracy jest właśnie olśniewający, a i edycja przez to pomnikowa. Nie dlatego, że ładna, lecz że można ją uznać za najbogatsze chyba kompendium do poznawania autora najsłynniejszych w świecie preludiów i jedynych w swoim rodzaju mazurków.

Oryginalna jest też ta książka z dwóch przynajmniej powodów. Choć tak się składa, że oba znaleźć można w tomie II, który właśnie znalazł się w księgarniach.

Pierwszy z nich, to bardzo sumienne i sprawiedliwe potraktowanie przez autora postaci George Sand. W większości opracowań Chopinowi poświęconych ukazywanej jako baba-dziwo, kobieta, owszem, ekscentryczna, ale niepasująca do Frycka, ba, może nawet jego niegodna. Zwłaszcza że „porzucająca” go w ostatnim okresie jego życia. Walker nie próbuje czynić z Sand anioła, nie przesadza w ukazywaniu jej bliskości z Chopinem, ale potrafi znaleźć w ich relacji uczucia prawdziwe i zrozumieć, dlaczego nie przetrwały do końca. Oddaje też Sand to, co jej należne w związku z ich długim przecież wspólnym życiem. A więc pełnię zasług dla jego życia i dzieła, a w obu była mu wielką pomocą, kto wie, czy nie największą ze wszystkich, którzy owemu życiu i dziełu towarzyszyli. Pokazuje nam przy tym Sand, tę śmiałą jak na owe czasy, naprawdę inteligentną kobietę, jako osobę prawdziwie wrażliwą, piszącą pięknie i mądrze. Cytując obficie nie tyle jej powieści, które nie przetrwały próby czasu, ile listy i zapiski pamiętnikarskie. Jakże pięknie na przykład pisze Aurora (George — czyli Jerzy — to był jej przewrotny pseudonim artystyczny, o wiek wcześniejszy niż — chociażby — imię Alice, które przyjął pewien Cooper od rocka) o miłości erotycznej, spełnionej, cielesnej. O ileż w tym wyprzedza swoją epokę, a dystansuje też chyba nasze współczesne feministki.

Drugi powód oryginalności Walkera to znacznie obszerniejsze niż w dotychczasowych biografiach Chopina potraktowanie jego związków z Wielką Brytanią; inni wspominają o nich na marginesie prawie, a on ukazuje rzecz szeroko, czy to w opisie podróży Chopina do Szkocji, czy to jego relacjach z Jane Stirling. Tak przecież ważną dla niego postacią w ostatnim okresie jego życia, a tak zazwyczaj lekceważoną przez tych, co o nim piszą, którzy go przypominają w różnych popularnych — a więc z miłością związanych — kontekstach. Patrz choćby film Chopin, Chopin!, w którym J.S. ukazana jest marginesowo, jako jeszcze jedna dziewczyna-pianistka nieszczęśliwie zakochana w odrzucającym ją Geniuszu.

Żeby jednak nie pozostało po mojej recenzji wrażenie, iż Chopin… Walkera to dzieło monument, chłodny marmur rzeźbiony w tysiące detali, dodam na koniec, że napisane jest to z ogromnym wdziękiem, lekko, a kiedy trzeba z prawdziwymi emocjami; co więcej, odzywa się tu raz po raz typowy angielski humor, którego język nie stroni od aluzyjności języka dżentelmenów. Przeczytać więc tu można np. taką uwagę na temat życia seksualnego Chopina z Georges Sand, iż ze względu na marny w owym czasie stan zdrowia jego akty miłosne nie były tak wzniosłe jak jego utwory.

W kraju nad Wisłą (i Odrą) najbardziej był dotąd ceniony jeden Walker — Johnnie, pora chyba, by jego chwałę przejął Alan W.

[Alan Walker, Chopin. Biografia, tom I / tom II, Wydawnictwo Znak-Horyzont, Kraków 2025/2026]

Paweł Albo Poczytalion (ur. w 1965 r. w przysiółku Szczecin Dąbiego) — z wykształcenia ornitolog. Mieszał w Kantucky i Bismarck (Niemcy), dziś: Niezbyt Dobra koło Szczecina. Miłośnik starej Broni (imię psa, dokładniej: suki). Publikował w prasie krajowej, polonijnej, milenijnej i codziennej („Głos Louisville”, „Głos Pomorze”, „Kurier Szczeciny”), magazynach poświęconych niezdrowemu żywieniu („Piwariat”) i pismach literackich (m.in.: „Czas Chałtury”, „Nestor”, „Wsypa”, „Faza”, „Kwartalnik Artystyczno-Krytykancki”). Wydał m.in. wiersze i epitety Życie skocznikiem (2007), powieść ontologiczną Wandalizm. Motyw kobiecego samobójstwa w poezji współczesnej (2013) oraz wszystkie oszczędności z konta dolarowego w PKO S.A.

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści