Skip to content

KRZYSZTOF WACŁAWIEC

Osiem dni w jedną ponurą noc [fragment 9]

 

9

Następnego dnia słońce wstało za chmurami i cały dzień nie wyszło zza nich ani na chwilę. Około południa, choć to trudno bez słońca ustalić, z zagajnika wyszła nimfa, włosy miała przybrane kwiatami. Nie mógł jej nikt zobaczyć, tak jak nie mógł nikt zobaczyć zagajnika ani strumienia, do którego zmierzała. Oprócz niej nikt też nie widział stawu, z którego wypływał strumień, i przybrzeżnego bagna, po którym człapała czapla. Nie było nikogo, żadnych śladów człowieka. Nie było domów i ulic, tam, gdzie stała kamienica, rosła rozłożysta brzoza, a gdzie sklep zoologiczny kwietna niwa, gdzie sponad wysokich traw wyglądały słoneczniki. Z ich szerokich głów wygryzały nasiona modraszki, inne kwiaty stały się łupem trzmieli i pszczół. Za niwą mroczniał bór, zwarty i wysoki jak kraniec świata. Głęboko w nim, pomiędzy pniami dębów, bielała skamielina — wysoki na dwa metry menhir z omszałym i porośniętym gałązkami borówek czepcem. Po bokach wrosły w zagłębienia dwie wątłe brzózki. A dalej już tylko mrok. Poniżej boru i stawu szerokie rozlewiska nienazwanej rzeki — wiła się zakolami, żeby zniknąć w nieprzeniknionej gęstwinie tataraku, nad nim gdzieniegdzie wyglądały rozsypujące się na wietrze pałki. Nimfa śpiewała, a jej głos dźwięcznie odbijał się od ściany drzew, wybrzmiewał jakby szarpnięciami strun i nikł za niwą w bagnie. Czapla złożyła szyję jak scyzoryk i odleciała. Nimfa zanurzyła się w wodach strumienia. Głowa wystawała ponad lustro wody, unosiła się na jej powierzchni. Słowik przerwał jej śpiew, a młode karasie otoczyły ciało szczelnym kordonem. Na to w ławicę wbił się szczupak, rozproszył ją na drobne lusterka, płaskie i foremne jak kawałki metalu. Młody karaś umknął paszczy drapieżnika, leżąc na dnie, ukrył się w piasku, wyglądał jak zgubiony klucz pozbawiony blasku. Minął jakiś czas, szczupak nie dał za wygraną i wreszcie zaspokoił swój głód. Podobnie jak utyta ropucha zaczajona na brzegu w liściach orzecha wodnego, która złapała swym lepkim językiem motyla. Przeżuwała go powoli na żywo. A jeszcze dalej za stawem działy się inne, podobne rzeczy, o których już nie warto pisać, bo nic przed niczym nie było w już ukryciu, i nawet Słońce, choć schowane za chmurami nie miało żadnych tajemnic.

Prawdopodobna treść zaklęć

Pierwszy i drugi raz wypowiedziane:

Mam klucz
Klucz, który jest do niczego.
Zakrzywiony jak należy,
Całkiem spory. Mosiężny i z wyglądu całkiem rozumny.
Zęby ma stępione, oczko radosne, cały karbowany i na gębie nakrapiany.
Ciężko leży na dnie kieszeni, głęboko pod portfelem. Gdy go wyciągnąć,
Krzeptucha mówi:
Przyda się na gołębi wiatr, na osikową gorączkę, na piołun w lusterku i orzechy liściowe.

Za trzecim razem wypowiedziane:

Zaczytuję się koronkową gazetą i mam klucz. Pod sercem.
W dywanach założonych na nogi popijam kakaowe cirrusy.
Żuję gżegżółkę i inne cymesy.
W każdej chwili głowonoga pogłaskać mogę.
Gdy go wyciągnąć,
Kostucha mówi: żałuj! Choć ździebko!
Szpetna i szczerbata. Śmieje się, dworuje.
A ja, nie żałuję.

Krzysztof Wacławiec (ur. 1971 r. w Rybniku) — pisarz, z zawodu ekonomista. Mieszka w Rybniku. Publikował m.in. w: „Czasie Literatury”, „e-eleWatorze”, „eleWatorze”, „Epei”, „Polu”, „Stronie Czynnej”, „Tekstualiach” i „Twórczości”. Laureat konkursu „Jednoaktówka po śląsku” za sztukę Poetka (2024). Wydał powieść W Pasie Oriona (2026)

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści