Skip to content

ANDRZEJ BALLO

Felieton osobliwy, ponieważ mało który literat pisze o modzie

W języku polskim (a nie zawsze jest to język, którym posługują się Polacy) słowo „estetyka” fonetycznie przypomina zwrot „niestety tak”. Zatem: niestety świat postrzegany jest zmysłami estety. Nie jest to może najdoskonalszy rym, ale oddaje istotę sprawy. Generalnie Słowianie byli i są estetycznymi barbarzyńcami i oprócz picia ogromnych ilości wódki niczym nie zapisali się w historii estetyki. Nieustannie powtarzam, że podstawą ładu społecznego jest ład estetyczny. Każde dobrze zorganizowane, zintegrowane społeczeństwo posiada i posiadało swoją architekturę, sztukę, modę, zwyczaje i rytuały (np. picie kawy lub oglądanie walk gladiatorów). Polacy architekturę odziedziczyli po zaborcach lub Krzyżakach. Ba, przeciętny, a nawet nieprzeciętny człowiek, nie wymieni pięciu polskich architektów, krawców czy współczesnych malarzy. Niestety (to słowo klucz) wymieni pięciu piłkarzy i pięć nieróżniących się od siebie aktorek serialowych. Nic nie trwa jednak wiecznie i można próbować to zmienić. Malkontenctwo jest dobre, ale tylko podczas robienia opłat za prąd, gaz i wodę.

Oczywistym chyba jest, iż wszelką zmianę estetyczną należy zacząć od siebie. Zatem możliwe jest (a nawet pożądane) wyrażenie siebie przez modę; postawmy taką wcale nie daleko idącą tezę. Jednakże na nic człowiekowi li tylko przebieranie się w reklamowane ciuszki, zwiedzanie artystycznych czy handlowych galerii, skoro nie ma w sobie wrażliwości i zachwytów. Gusta można kształtować podobnie jak ciało. Niestety (znów), kształtuje się je w kierunku tandety. Tandeta zawsze była masowa, a masy oznaczają klientów. Masowi klienci przeskakują z towaru na towar, z usługi na usługę i ulegają wszelakim marketingowym zabiegom. Masowy klient nie kupi rzeczy trwałej i wybornej — ponieważ wytworzenie jej kosztuje i nie nadaje się do masowej produkcji. Michał Anioł nie mógłby tworzyć kilkuset Piet rocznie, nawet jakby był Chińczykiem. Omijajmy zatem masy i zaczynajmy od siebie. Ale jak? Nie wystarczy zrobić makijaż lub wypastować wszystkie swoje chińskie buty. To jest nietrwałe jak masowość. Najrozsądniej jest zmienić w sobie coś, co nam przeszkadza, co obniża naszą samoocenę, nasz nastrój, nasz wygląd czy ogląd. Najlepiej zmienić nasz ubiór; na przykład założyć błękitną, wełnianą marynarkę i białe spodnie, które w naszym kraju traktuje się na równi z infamią, a nawet z ekskomuniką. Przyjrzeć się sobie dokładnie i coś do tego zestawu dodać, może krawat, może poszetkę, może kamizelkę, może zmienić ciężkie derby na loafersy itp. Mamy oczywiście różnego rodzaju mankamenty, które możemy z pomocą doświadczonego estety, stylisty czy krawca zniwelować. Zerknijcie na dzieła sztuki. Czy widzieliście kiedyś Chrystusa opasanego różowymi czy lateksowymi ciuchami, lub naszego wieszcza Mickiewicza w zbyt szerokich jeansach? Ich wiarygodność stałaby się niska. Piękno wymaga pewnych atrybutów. Na piękno, na człowieka dobrze jest patrzeć z zachwytem, a nie z zamkniętymi oczami lub z grymasem. Jeżeli coś ci przeszkadza, zmień to! Odwaga to egzystencjalna, wręcz ontologiczna podstawa. „Tajemnica życia leży w poszukiwaniu piękna” — jak słusznie zauważył wielki esteta Oskar Wilde. Większość z nas szuka szczęścia, ale wyobrażacie sobie szczęście bez piękna? Szczęście (o ile jest) jest zatem czymś wtórnym.

Skoro już zaczęliśmy od siebie i wymieniliśmy dresy na chinosy, nagle zauważymy, że do tych spodni wreszcie pasuje nasza koszula z kołnierzem włoskim — albo odwrotnie. Czasami wystarczy skrócić odpowiednio spodnie. Polacy zazwyczaj noszą zbyt długie, które brzydko wałkują się w okolicach kostek. Nawet po takich drobnych zmianach zauważymy, że nasze derby Crockett & Jones stały się lekkie i wygodne, a szpilki Max Mary stały się o centymetr wyższe. Piękno to też spójność. Wszystkie spójne elementy dopełniają się, tworząc harmonijną całość. Chinosy albo dobrze dobrana koszula wygenerowały zatem sekwencję zdarzeń. Potem pojawi się dobra marynarka czy blezer. Nagle odkryjecie, że krawat można zawiązać na kilka sposobów i że często wzór na krawacie lub jego brak zmienia cały wasz wizerunek. Podpatrzycie też podczas swoich wakacyjnych peregrynacji, jak wyglądają nonszalancko i fantazyjnie Włosi. Niewykluczone, iż skusi was sprezzatura itp. Gdy zaczniecie eksperymentować z modą, wypracujecie z czasem swój optymalny sposób ubierania się — łączący wygodę i estetykę. Poczujecie, jaki strój was najlepiej wyraża — poczujecie po jakiejś mentalnej lekkości w sobie i po spojrzeniach przechodniów.

Gdy już zachwyciliście się trochę sobą, swoim emplois — wypadałoby przenieść się w otoczenie, które byłoby z nami spójne. Zaiste, człowiek lepiej wygląda na tle florenckiego kościoła niż na tle ursynowskich bloków. Szukamy więc współbrzmiących z nami miejsc. To jeszcze nic, wypadałoby zintensyfikować wrażenia. Ale jak? Można zanieść swoje skrócone chinosy (na sobie) do filharmonii, generalnie ubrać się elegancko (nawet formalnie) i w wytwornym otoczeniu posłuchać wybornej muzyki. Tylko całość jest estetyczna. Inaczej słyszy się w skróconych odpowiednio spodniach — nieprawdaż? Moda zna wiele dodatków typu bransoletki, apaszki, poszetki itp. Jednakże najlepiej do dobrze uszytej marynarki (nie musi być to Cesare Attollini) pasuje równie dobra książka. Po kilku minutach zechcecie do niej zerknąć. Otworzy się przed wami kolejny ciekawy rozdział, a nawet świat. Sekwencja ciągnie się dalej, idziecie do kina, do galerii, na randkę, do dobrej restauracji — okazuje się, że wszystkie te miejsca nagle do was pasują. I pomyśleć, że to wszystko dzięki kilku centymetrom skróconych spodni. Jedna drobna zmiana uruchomiła niebanalny ciąg zdarzeń — coś na miarę efektu motyla. Jest też i odwrotnie, wasz ubiór stymuluje publiczną przestrzeń. Zauważycie, iż w biurze za kilka dni pojawi się coraz więcej ciekawych modowych innowacji. Nawet sąsiad zacznie krytycznie spoglądać na swoje ciągnące się po chodniku nogawki. Piękno, a zatem i moda, zaraża — i jest to chyba „najpiękniejsza” pandemia.

Niestety (znowu) tkwi w tym pewien szkopuł. Jaki? Jeżeli będziecie się okłamywać, to wasz nos i wasze spodnie znowu się wydłużą, a biała koszula zżółknie.

 

Możecie kłamać w zeznaniu podatkowym, ale sobie nigdy. Moda, choć to paradoksalnie brzmi — powinna być prawdziwa.

Andrzej Ballo (ur. w 1964 r.) — poeta, prozaik, dramaturg, scenarzysta i autor tekstów piosenek. Mieszka od urodzenia w Lidzbarku Warmińskim. Wiersze, opowiadania i felietony publikował m.in. w: „eleWatorze”, „LaRiviście”, „Last and Found”, „Migotaniach-Przejaśnieniach”, „Pograniczach”. Jako gitarzysta akompaniuje Annie Jurksztowicz, dla której napisał słowa piosenek wydanych na płycie Poza czasem. Muzyka duszy (2014). Wiersze Andrzeja Ballo śpiewa też Monika Lidke na płycie Gdyby każdy z nas (2017). Jego dramat Wszystko przez Judasza (2015) został wyreżyserowany przez Stefana Friedmana i Piotra Szwedesa. Wydał tomy wierszy: Anonse i przepowiednie (2011), Wiersze algebraiczne (2011), Wiersze napisane (2011), Niebawem (2012), Wierszem (2012), Lubię to! (2013), Zapewne (2014), Zaiste (2014), Wiersze kolejne (2015), Ballo Amoroso. Wiersze z miłości (2015), Komukolwiek (2015), Owszem (2016), Poniekąd (2016), Onegdaj (2018), Tempus fugit (2020), Albowiem 2021), Bodajże (2021), Niczyje (2023) oraz powieści: Dowód ontologiczny (2017), Made in Roland (2020).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści