RAFAŁ RUTKOWSKI
Przewinięcie
Na niewielkim jarzębinowym drzewie
pomiędzy rozgałęzianiami wystaje dłoń
po ruchach wygląda jakby ktoś niechcący
zakwitł i panicznie nie wie jak wyrosnąć
lub cofnąć ten nieodwracalny proces
my chór który siedzi kilka ławek dalej
robimy zdjęcia i śpiewamy każdy przez swój
telefon że urodził się dotyk a nasze języki
schowane głęboko w ciałach w nadgarstkach
wypchają tarcze zegarków od drugiej strony
dotyk język na drzewie w zegarku kciuki
scrollują niewyraźne głoski w krtani
za szybko tak że nie wiadomo o co nam chodzi
zanim wyśpiewamy zdanie pojawia się następne
wraz z naszym gaworzeniem przyspiesza wszystko
topnieje śnieg kończy lato drzewa mówią
że nas nie pamiętają
Śpiący
Najpierw wniosłem do domu
potem zrozumiałem że cała ta przestrzeń
to gleba dla tego ziarenka
teraz już ma swoje upodobania
pije kakałko ogląda bajkę
i coś tam pewnie jeszcze pamięta
czego ja już dawno nie pamiętam
w nocy pokazuje mi niewidzialną łąkę
która mruczy starożytnym głosem
aż jego zmieniające się rysy twarzy
przyjmują kształty niektórych fragmentów
kolumn z pierwszej świątyni
Bodźce
Wszystkiego potrzebuję bardziej
nawet mając przed sobą miskę z wodą
chcę żeby była bardziej sobą więc dolewam
wody aby była jak najczystsza
w pełnym słońcu przestrzeń o jasnej glebie
rozświetlam dodatkowo halogenami
aby mocniej doświadczyć dnia
ciemność podłączam pod odkurzacz
tak że motor silnika pogłębia jej intensywność
nie mogę się powstrzymać chcę więcej
szklankę wódki z kieliszkiem spirytusu
nogi ręce kolana i szyja wszystko razem
wstawione w miejsce lewej nogi
oczy uszy język usta wszystko na miejscu nosa
moje uszy widzą i czują oczy biegną
wszystko wszędzie o wszystkich porach
wlewa i wylewa się z głowy
na dywan a na nim patrzy się na mnie
spokojnie oparty o włosie odyseusz
mówi że ma pilnik afrodyty
że od teraz będziemy rzeźbić coś pięknego
więc wypadałoby abym odłożył telefon
i wreszcie wyłączył tę jebaną telewizję
Sen o przyszłości
Śpię głęboko a na moich powiekach
cały czas odbija się ekran telefonu
przez jego niebieskie światło przebiega
niewielka postać ubrana na czerwono
i mówi że od teraz śmierci nie będzie
nie będzie też za bardzo jedzenia
ani innych biologicznych aktywności
chyba że będę bardzo chciał
materia zaczyna przechodzić do przeszłości
cała planeta ma się zrobić bardziej duchowa
ma być albo nie być
niewidzialna i przez to prawdziwsza
Chór
Biorąc głęboki wdech wpuściłem w siebie
pół osiedla i patrzę jak w moich płucach
zapalają się latarnie jak w krtani stoją
zaparkowane samochody a do krwiobiegu
wchodzą spacerujący ludzie
chcę zjednoczyć się ze światem
pozwolić siać w moim wnętrzu
każdy dzień osobno aby wyrastał ze mnie
krok za krokiem słowo za słowem
wypowiedziane za oddechem przez chór
połkniętych który wyśpiewa ze mnie
o tym jak zmienia się naturalne światło
kiedy mam je w sobie wtedy pustka nigdy nie
jest pustką jest mną zabarwiona więc
istnieje i mogę założyć na nią ubranie
spojrzeć jak na swoją krew z krwi
Rafał Rutkowski (ur. w 1988 r.) — poeta, księgarz, wykładowca akademicki. Asystent i specjalista od kreatywnego pisania w katedrze Edytorstwa i Tekstologii na KUL-u. Twórca i koordynator Festiwalu Lublin Miasto Literatury. Prowadzi Wydawnictwo Dosłowne i autorską Księgarnię „Dosłowną” w Centrum Kultury w Lublinie, gdzie cyklicznie organizuje spotkania autorskie. Wiersze publikował w m.in. w: „Akcencie”, „Arteriach”, „e-eleWatorze”. „Dwutygodniku”, „Odrze”, „Opcjach”, „Przekroju”, „Ricie Baum”, „Twórczości” i „Znaku”. Wydał książki poetyckie:: Chodzę spać do rzeki (2015), Wywołuję siebie z ruin (2018), Moje oczy to ptaki (2020), Na drzewach kwitną wielkie okna (2022), Siej Czas (2024).
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved