KATARZYNA DOMINIK
Beznazwana
noc powieki
odejść wrócić
piórem
nadużytym zapisuję
akt nieurodzenia
bezskrzydła mucha
przysiada na kancie stołu… i
światło się przepala
na podłodze stary pers made in China
stroszy rozdeptane włosie
krople rozmazują okno
rzeka za lasem świt
pod zawiewem w ciągu
półtora życia
piekło niebo
spada
musi odejść
chłód
do kości
za chwilę
później odejdę
wiatr uniesie
Korzenie w betonie
Niektórzy się dopytują,
dlaczego duszę się, oddychając? Zwięźle
ripostuję, nie ma takiej opcji, mam buty bez sznurówek.
A może tą martwą wodą,
która leje się z kranu jak długie
milczenie między reklamami, betonem
wyrastającym z zachwaszczonej ziemi, która
nauczyła się mówić po angielsku, bo inaczej
nikt jej nie podleje.
Wchodzę w miasto, w złą krew, która
się nie ścina, tylko płynie rynsztokiem
wzdłuż melin pełnych papierowych radości.
Śmieją się szczerbato, bo zabrakło dentysty
na przedmieściach. I nagle widzę, jak
w moim cieniu rosną
niestrawione marzenia, pełne radioaktywnych
konserwantów.
Zatrzymam się, gdy asfalt przestanie szeptać,
że jest cieplejsza niż ludzkie ręce, że drzewo
to tylko słowo, które umiera
na wolnym powietrzu. I kiedy ktoś
wyciągnie do mnie rękę, a ja
zamienię się w chodnik — niech sobie
nadepnie na serce, ja już dawno
uschnę na twardą skorupę miasta.
Na środku klasy
Stoi pośrodku sali.
W spojrzeniu Bazyliszka
odbijającym wszystko, oprócz siebie.
Mówi dużo.
Nie patrzy, czy ktoś słucha.
Słowa lecą w powietrze mięsem armatnim.
Nie lądują nigdzie.
Obok niej siedzi chłopiec.
Patrzy przez okno i pyta,
czy chmury mają nogi?
Czy cisza też się męczy,
gdy długo trwa?
Nauczyciel nic nie mówi.
Tylko marszczy brwi.
Może też nie wie?!
Na końcu ławki — ktoś mówi,
że nie było go wczoraj,
bo został porwany przez sen.
Albo wiatr.
Albo coś innego, co trudno sprawdzić.
Wszyscy są zajęci niczym.
Świat był za mały na wspólne słowa.
Z dzwonka nie wybrzmiewa ulga,
bardziej przeliczanie dni do emerytury.
Sposób na (prze)trwanie
Bardziej niż huk kolorów
z ogrodu w szklanej witrynie
albo efektowna parada
płatków w wazonie sąsiadki,
które wychylają się, chcąc objąć
szare światło i pozostać,
porusza mnie moment,
w którym powierzchnia gałęzi
nabiera miękkości.
Gdy cały ten teatr, ulotny i zuchwały,
zniknie, zostawiając ślady,
jak po karnawale w deszczu,
pojawia się coś innego.
Ciche, lecz stanowcze.
Warstwa po warstwie pokrywa to,
co zostało po chłodzie, po braku, po niczym.
No dobrze, zdaje się mówić pień,
i to, co wyrasta z jego ramienia,
nie krzyczy, nie błyszczy —
trwa.
Sznur z mgły
Podaj mi sznur z mgły — zszyję nim niebo,
zanim zapomnę.
I zostaw puls spojrzenia na chwilę —
odbicie zgaśnie, kiedy zwrócisz twarz.
Nie proszę o nic więcej.
Wstrzymuję oddech…
Spotkałam dar cenniejszy w milczeniu:
odłam chmur w oknie.
Pęknięcie światła na tafli jeziora,
zakręt powietrza…
Katarzyna Dominik (ur. w 1982 r.) — historyczka, publicystka, prozaiczka, poetka. Propagatorka i ambasadorka DKMS, Bazy Dawców Komórek Macierzystych Polska, animatorka lokalnej kultury i krzewicielka regionalnej tradycji. Działaczka Stowarzyszenia Pacjentów Po Przeszczepie Szpiku Kostnego w Katowicach, Fundacji Lokujmy w Dobro, Stowarzyszenia Autorów Polskich O/Warszawa II oraz Zrzeszenia Literatów Polskich im. Jana Pawła II w Chicago; współzałożycielka i członkini Stowarzyszenia Literackiego Tilia, członkini Klubu Literackiego „Rubikon”. Publikowała m.in. w: „Czasie Literatury”, „e-eleWatorze”, „Gazecie Kulturalnej”, „Hybrydzie”, „Odrze” i „Post Scriptum”. Wydała m.in. tomy: Droga do Emaus (2017), Elizjum (2018), Exodus — wewnętrzna emigracja (2019), Nowe Jeruzalem (2020), Język Babilonu (2020), Genezaret — niebo nad ziemią (2021), Genesis — na początku było Słowo (2021), W Getsemani wszystko się zaczęło (2022) i Góra Nebo — mądrość końca drogi (2026).
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved