Skip to content

ALEX WIESELTIER

Kolejarz

Jak pan mnie znalazł? Ja tu mieszkam już ponad 40 lat. I tu pewnie umrę.

Tamte czasy? A pamiętam, pamiętam. Trudno zapomnieć. I jeszcze trudniej o nich mówić.

Zaraz po wojnie, to nikt o tym nie chciał mówić. Bo chwalić się nie było czym. A ta nowa władza to miała swój cel. I przeważnie nie taki, jaki ludzie chcieli. Ale co można było zrobić? Nic. I jakoś się żyło.

Pan pyta o ten pomnik? A bo ja wiem? Przecież to ludzie z dyplomami i władze go postawili, to i musi w tym coś być.

Ja? Ja stary jestem, ale sam tego nie widziałem. Mały pędrak byłem jak to wszystko się działo. A ludzie za dużo o tym nie gadali.

No tak. Prawda. Coś o tym wtedy słyszałem. Od ojca. On też tym się parał. Ale rzadko. Bo nie zawsze było bezpiecznie. Jak tam, na stację, pociągi zajeżdżały, to było pełno straży. Czasami same SS-many, czasami Ukraińcy albo Łotysze. Z tymi drugimi to można się było dogadać. Jak się miało dużo bimbru, to przymykali oko. Czasami to było za mało i trzeba się było dzielić łupem. Ale te ludziska w bydlęcych wagonach to takie były spragnione, że płacili każdą cenę.

I wie pan co? Ojciec mówił, że to wszystko ci z wagonów zaczęli. Bo na początku, jak miejscowi zobaczyli i usłyszeli jęki o wodę, to za pozwoleniem szucmana ją przynieśli.

Ale wody było mało, a spragnionych dużo, i jakiś z wagonu rzucił stówkę, żeby tę wodę pierwszy dostać. No i tak się zaczęło. Kto płacił, dostawał. I wszyscy zaczęli płacić.

A stawki zaczęły rosnąć. Coraz więcej ludzi zaczęło się tym parać, aż Niemcy się zdenerwowali i zabronili miejscowym wchodzić na stację, jak pociągi tam stały.

Ale to się zupełnie nie skończyło, bo ci, co robili przy kolei, mieli i tak dostęp, a jak Niemców nie było w pobliżu, to te Ukraince za bimber i swoją dolę przeważnie na to pozwalali.

Ale jak szucmany stały, to było gorzej. Niektórzy pozwalali, ale kazali sobie płacić.

I czasami to płaciło się więcej, niż te z pociągu mogły dać. To ludzie próbowali to robić umykiem. To te szucmany zagroziły, że będą strzelać.

I tak się stało. I to podobno w biały dzień. Trzech nietutejszych, co pracowali koło stacji, się zakradło na stację. Nawet nie zdążyli podejść do wagonów, jak ich szucman zoczył. I skurczybyk strzelił. I jednego uciukał. A te dwa uciekły.

Tego to nie wiem. Może to ten, co mu pomnik postawili. Prawda jest, że jego cała zapłata to była kula w łeb. I za co? Za to, że chciał podać wodę? A nawet jak za pieniądze, to co?

Sam pan widzi, że to podawanie mogło być niebezpieczne. To kto by się narażał za frajer? A poza tym, na co im były pieniądze? Oni i tak szli na stracenie. A tak, to nie Niemcy, ale miejscowi mogli mieć coś z tego.

Co ja myślę o tym pomniku? Nie wiem. Nie moja sprawa. Ale ten zabity to grosza z tego nie miał. I kto wie? A może, jakby zobaczył tych biedaków z bliska, to może i dałby tę wodę za darmo? Ludzie czasami mogą być lepsi, niż to mogłoby się wydawać.

To ja myślę, że pomnik dla takiego, co za podawanie wody dostał kulę w łeb, to nie była wcale taka głupia sprawa.

Alex Wieseltier (ur. w 1941 r. w Symferopolu na Krymie) — autor opowiadań. Po II wojnie światowej mieszkał w Szczecinie. W latach 1959-1964 studiował na Politechnice Szczecińskiej, na Wydziale Budowy Maszyn, gdzie po studiach był asystentem naukowo-dydaktycznym. Potem pracował w fabryce sprzętu grzejnego w Szczecinie. W roku 1976 wyjechał z rodziną do Danii i pracował w firmie FLSmidth jako technolog. Jest blogerem i moderatorem internetowego Forum Żydów Polskich. Opowiadania publikował w internecie i „Midraszu”. Więcej na stronie: https://alexwieseltier2206.webnode.dk. Wydał zbiór opowiadań Krzywe zwierciadło (2022, nominacja do Nagrody Literackiej „Jantar”).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści