KRZYSZTOF LINDSTEDT
Przezroczysty winyl
daimoniony tańczą na igle gramofonu
ich klubu sufitem
przezroczysty winyl
czasu znak
widać wszystko prócz kuli
są tylko jej refleksy
na opak świat
syntetyczna naturalność
demonów jest wiele
jak w jednej powieści
zasłuchane w swój obraz
świętują bezhoryzoncie
pierwszy pląsa do walca
drugi — do gorączki sobotniej nocy
trzeci — odbiera sens sobie znanej melodii
nikogo nie inspirują, chochoły pierdolone
naśladujemy je namiętnie
osiągając mistrzostwo
fala wzbiera, hejt topi spuścizny
stand-by i hi-fi same się wyłączają
gwiazdy nie dosięgają nas
bogowie poplamili mapy
pan optykon abdykował
a trenerzy wyzionęli ducha
myślący to nie myśliwy
echo tej najważniejszej dyskoteki
raz jeszcze usłyszeć
jak z MasterCard — bezcenne
Mosty w haterlandzie
kot rzecz jasna biały
zmierzwione emocje
śmierdzące wspomnienia
biegł tak szybko jak potrafił
wielka ucieczka
do przodu lub w tył
taka z przełamywaniem fal
pijana samą sobą
pies bez wątpienia czarny
przekrwione ślepia
ogon-bat i ostre kły
wydawał mu się olbrzymi
kot co jakiś czas przystawał
rozglądał się niespokojnie
mapując teren i swoją jaźń
instynktownie wybierając refleksję
najtrudniejsze były mosty
jakimś cudem w tym haterlandzie
jeszcze jakieś mosty stoją
te długie i szerokie pułapki
kot wprawdzie umiał pływać
podobnie jak jego zmartwienia
ale skakać nie chciał
ani teraz ani później
biegł więc przez nie jeszcze szybciej
w całkowitym zapamiętaniu
nie wiedząc co łączą
nie łącząc tego co wie
oczywiście jak zawsze w takich historiach
żadnego psa nie było
co może już odgadliście
domorośli terapeuci
prawdopodobne jest nawet
że kot nie jest kotem a historia historią
możliwe jednak — optymizm rządzi
że przynajmniej mosty wciąż stoją
Ars poetica
w deszczowy dzień
z mojego kapelusza
w polityczne hasła
[na podstawie których
nie da się zrobić rewolucji]
wyskoczył szczurek
podobny do tych z graffiti
tajemniczego artysty
patrzył na mnie
tak jakby mnie rozumiał
albo rozumiał mnie
tak jakby na mnie patrzył
w każdym razie
można było odczuć
że granicą tej relacji
jest raczej sens niż jego brak
ale to jeszcze nic
mały Art też miał kapelusz
[był w litery z nieznanego alfabetu
ciekawe czy ktoś jest w stanie
zrobić z nich rewolucję]
a z tego kapelusza
wyskoczyłem ja
taki jaki jestem
w ten sposób
[właśnie ten a nie inny]
do sieni rzeczywistości
zbliżyła się wielka spirala bytów
miękka jak aksamit
w kolorze purple rain
o zapachu lawendy
i nieokreślonym smaku
Krokusy
żółte jak nowojorskie taksówki
nie zadając pytań chłoną światło
emanują tą swoją żółtością
dywersyfikują ją butnie
subtelnie transcendują
i przedstawiają jako coś innego
współcześni dziennikarze
[w przegadywaniu rozmówców
mistrzowie galaktyki]
zapragnęli przeprowadzić
z krokusami wywiad
jednak one z mnichami walczą
na żółcienie i wymowne cisze
a teraz te taksówki
usiłują wsiąść do mnie
pchają się drzwiami oknami
oraz przez przed-pokój
[stary dobry kanał po-rozumienia]
aby wypełnić milczeniem
i ufundować Nowe Miasto
Pompeje 2.0
jednocząc stany świadomości
marki tanich naczyń kontemplują
wielkimi literami przemawia bogini Ikea
zaznaczając rzeczowniki na niebiesko
archeolożko z 3026.
na zachowany fragment spójrz
może opowie
jak sufity szklane
odbijały cegły oporu
żądajcie niemożliwego
mówili
żądaj więc
żądaj
aż po kresu świat
Krzysztof Lindstedt — redaktor językowy, eseista, poeta. Publikował haiku i teksty z pogranicza filozofii i socjologii w miesięczniku „Odra”.
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved