Skip to content

KAZIMIERZ BRAKONIECKI

Dziennik berliński. Dzień czternasty

Postanowiłem kolejny raz odwiedzić Gemäldegalerie. Właściwie dla Mężczyzny w złotym hełmie z kręgu Rembrandta. Ten hełm chyba został nałożony specjalnie, aby ukazać mistrzostwo pędzla. Światło wydobywa fakturę, odcienie, sam metal i w ogóle jest najważniejsze, materialne i niematerialne jednocześnie. Jak to u Rembrandta ze światem światła jest! Jest Jan Vermeer van Delft ze swoim genialnym Kieliszkiem wina w ręku dziewczyny w czepcu (uroda życia, przedmiotów, strojów: spektakl smaku), która przez podniesione (z nosem w kieliszku) szkło spogląda na strojnisia w kapeluszu. Ci wszyscy niderlandzcy i holenderscy geniusze krajobrazów! Niesamowici Włosi! Szkoda słów, gapię się, kiwam z podziwem głową, przechodzę, zazdroszcząc malarzom — co za muzyka kolorów, ale nie znoszę mitologicznych tematów ani nabożnych dewocjonaliów. Rzygać mi się chce na ich widok. To chyba Włosi pierwsi zaatakowali świat religijnym oraz antycznym kiczem. Ale zaraz jest inteligentny i porywający Lorrain (preimpresjonista!), zaskakujący uczuciem Watteau, wymyślający reguły gry widzenia Poussin, dobry Chardin, no i ten od miejskich wedut Canaletto. Muszę zobaczyć portret młodej kobiety Petrusa Christusa, portret kupca Gisze Hansa Holbeina młodszego, gdyż są to szczyty sztuki wszech czasów i biec dalej. Bo właściwie nie wiadomo, jak się zachować w takim towarzystwie malowideł, z których jedno by wystarczyło na całożyciową kontemplację.

Jeden obraz zatrzymał na dłużej moją uwagę, chociaż nie należał do podręcznikowych mistrzów. Hendrick ter Brugghen z Utrechtu (1588-1629) namalował w technice silnego światłocienia scenę z życia bohaterów biblijnych: Ezaw sprzedaje Jakubowi swoje prawo starszeństwa. Zastygła, skupiona scena, kapitalnie rozlewające się przestrzennie światło świecy ponad stykającymi się dłońmi braci w momencie transakcji. Rodzice tego nie dostrzegają. Ale moje spojrzenie zaczepiła niosąca talerz Rebeka, bezzębna staruszka, chuda, w białej chuście-czepcu na głowie. Jej ostry profil, wyczerpana pracą codzienną sylwetka, bezmyślne zamyślenie, cicha dzikość serca (!) uderzająco podobne zdały mi się do postaci mojej babci Wikci Mocarskiej, że aż zadrżałem, przystanąłem, powróciłem, usiadłem. Po prawej stronie, w lekkim już półmroku na stole samotny, szarozielonkawy dzbanek gliniany. Pusta, abstrakcyjna ściana nad nim. Co za kompozycja! Czyste malarstwo pod pretekstem biblijnego tematu!

Powrót i lektura książki Chatwina. Nie wiem, czy Chatwin ma rację, czy nie, ale czuję, że jego tłumaczenie agresji mi odpowiada. Teoria obrony raczej niż agresji, którą określić można jako reakcję obronną skierowaną przeciwko dzikim, potwornym zwierzętom, bestiom pożerającym ludzi, ludojadom. My nie byliśmy drapieżcami, ale musieliśmy „szał wojenny” w sobie wyrobić, aby obronić się w ciemnościach jaskini, w mrokach nocy, zimnej pory roku i dnia, nadzy i słabi. Bez kłów, pazurów. Bestia pojawiała się, porywała człowieka, syna, matkę, znikała, aby znów się pojawić i zabić: ten manichejski dramat światła, ciemności, atakującej bestii stał się wiekuistą traumą, która legła u podstaw ludzkich fobii, zachowań, problemów, a także to początek tworzenia się gromady ludzkiej, wspólnoty i rozwój inteligencji (jak pokonać Bestię). To straszne doświadczenie bezbronności, wielkiego Strachu przed zamordowaniem, ten lęk gatunkowy musiał wstrząsnąć tak głęboko ludźmi, że cała ich energia poszła w rozwój zdolności mentalnych, które stworzyły epokowe odkrycia (ogień, broń, język — wspólnota, komunikacja) — narzędzia ocalenia, ale także zabijania. Samotni na całym świecie, inni od zwierząt, ale do zwierząt przynależący. Samotni w ciemnościach biologii, języka, jaźni. Po pokonaniu drapieżców zabraliśmy się za własny gatunek, za obcych? Agresja jako reakcja obronna na okrutny świat. A zwierzę w nas samych? Niech tylko zdarzy się taka mała katastrofa w mieście: brak światła. A życie jest już inne. A już pojawia się panika. Chatwin zastanawia się, czy ten lęk przed Ludojadem, którego udało się pokonać, nie powraca, czy nie zostaliśmy jakoś uzależnieni od tego lęku i że nasza historia jest poszukiwaniem tej Bestii, która jest już w nas. Bóg Bestia? Człowiek Bestia? Natura Bestia?

Bardzo to ciekawe, bardzo.

Nie chodzi o szczęście, ale o taki stan świadomości, w której szczęście jest możliwe.

W łóżku stan czuwania:

Czekanie na bestię (bestie) w ciemnościach wyzwala lęk, strach, trwogę. Zabity bliźni, to zabity ja sam w najbliższej przyszłości. To nie jest przeświadczenie, że Się Umiera. To lęk konkretny, chociaż bestia kryje się w ciemności, jak jakiś diabeł. Lęk przed śmiercią naturalną (a kto wówczas w takich ekstremalnych warunkach dożywał starości? chyba nikt) nijak się miał do tej potwornej śmierci nienaturalnej, gwałtownej; realnej ale i nierealnej, którą należało jakoś uzmysłowić. Jako absurdalną? Jako akt wrogi świata, przyrody? Jedyną prawdziwą modlitwą jest działanie, czyn, budowanie więzi. Ku innym, ku wspólnocie, ku bezpieczeństwu, ku kulturze, etyce, Mocom Wyższym. Sztuka ognia nie została wymyślona dla czystej sztuki płomienia, ale dla użycia siły ognia przeciwko ciemnościom. Ogień wewnętrzny i zewnętrzny to jedno światło żywego i czynnego człowieka myślącego. Więc bojącego się i pokonującego swój strach. Wielkość człowieka jest niepojmowalna w strukturze okrutnego świata przyrody jako konkretu doświadczenia, ale tłumaczy się w innej strukturze duchowej, której zrozumienie jest nam niedostępne.

Czyż tak Sza nagba imuru? Nie ma się czego bać?

Bestia historii i losy polskie: Wilno: dwie siostry wychodzą dobrze za mąż przed wojną w 1939 roku — jedna ginie w niemieckim Auschwitz, druga zabita przez Litwinów w Ponarach. Ich mężowie przeżyli, w 1945 roku, tuż po zakończonej wojnie żenią się z innymi siostrami z innej rodziny w tym samym Wilnie. Po upływie niedługiego czasu jeden wywieziony przez Rosjan umiera szybko z wyczerpania na Syberii. Drugi ucieka z żoną i jej siostrą do nowej Polski na zachód. Ginie, zastrzelony omyłkowo na stacji przeładunkowej na Białostocczyźnie przez polskiego żołnierza. Dwie siostry rodzą pogrobowców. Ale nie mścicieli.

Rewolucyjna Odessa, tak droga pisarzowi Isaakowi Bablowi:

Dziesiątki pomordowanych i zatopionych w morskich wodach portu Polaków (mężczyzn, kobiet, dzieci) — obciążeni stoją tuż pod falami i poruszają się w rytm pokaleczonego krwią morza.

Bać się ludzi jednej, objawionej księgi, jednej objawionej religii, jednej najlepszej ojczyzny, partii, ideologii, jednej najlepszej rasy, kultury, państwa, którzy dzielą świat, jego elementy, ludzi na czyste-nieczyste, koszerne-niekoszerne, klasowe-nieklasowe, domowe-wrogie, narodowe-nienarodowe, swoje-obce, objawione-nieobjawione, warte życia i niewarte.

cdn.

Kazimierz Brakoniecki (ur. w 1952 r.) – olsztyński poeta, pisarz, tłumacz poezji francuskojęzycznej, animator kultury, kurator wystaw sztuki polskiej XX wieku, współzałożyciel i jeden z liderów pisma, stowarzyszenia oraz fundacji Wspólnota Kulturowa „Borussia”. W latach 1995-2018 dyrektor samorządowego Centrum Polsko-Francuskiego Côtes d’Armor Warmia i Mazury w Olsztynie. Otrzymał m.in. nagrodę im. Stanisława Piętaka (1991), paryskiej „Kultury” (1996), Ministra Kultury (2002), Laur UNESCO (2007), Literacki Wawrzyn Warmii i Mazur (2008). Ostatnio opublikował: tom prozy Historie bliskoznaczne (2008); książki eseistyczno-podróżnicze: W Bretanii (2009), Dziennik berliński (2011), Notes kurlandzki (2017), Dziennik olsztyński (2022); dziennik literacki Cudoziemiec (2018) oraz tomy wierszy: Ciałość (2004), Europa minor (2007), Glosolalie (2008), Obroty nieba (2010), Chiazma (2012), Terra nullius (2014), Amor fati (2014), Obrazy polskie (2017), Erodotyki (2018), Twarze świata (2019), Oumuamua. Atlas wierszy światologicznych (2022), Lekcja poezji dla zaawansowanych (2023), Ostre Bardo (2025).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści