ANDRZEJ BALLO
Co myślę o myśleniu?
Leżę. W moim domu, z dala od wielkomiejskiego zgiełku i drobnomieszczańskiego szeptu za plecami. Bez telewizora, bez muzyki, bez planów i bez butów. Błogo, słodka bezczynność i muśnięcie wolności, niczym matczyne głaskanie po głowie. Staram się nie myśleć, a jak już, to jak najciszej i najwolniej. I właśnie w tym momencie reflektuję się, że to wcale nie musi być myślenie. Bo właściwie nie tworzę nowych struktur, koncepcji, pojęć, może trochę spekuluję, może abstrahuję, nie wiem — po prostu pojawia mi się „coś tam” w głowie i nie wiadomo, czy to jest słuchowisko, film czy monodram. Niewykluczone, że wszystko jednocześnie.
Zaczynam myśleć o myśleniu.
Pierwsza myśl to projekcja moich potrzeb, zachcianek, marzeń. Pojawiają się same, może i organicznie, jak apetyt. Chciałbym być tu i tam, chciałbym zbierać oklaski, ordery i wysokie gaże, chciałbym słyszeć komplementy, peany i dobre opinie. Ale jest to myślenie, czy tylko reakcja organizmu? Zastanawiam się jako ja — Andrzej Ballo i ja — jako literat. Nie wnikając w sfery neurobiologii, psychologii, itd. Pojawia się coś w mojej głowie i poprawia mi nastrój, choć nie realizuje się in spe. Następnie, niejako via negativa, zaczynam przywoływać dość przykre zdarzenia i je analizuję, oczywiście w najkorzystniejszym dla mnie kierunku. Jednym słowem szukam uzasadnień swoich postępków, błędów itp. Tu jestem mistrzem, jak podejrzewam, większość z was tym bardziej. Gdy zoptymalizuję uzasadnienia, próbuję myśleć o jakichś aktualnych problemach społecznych. Tu znowu szukam korzystnych uzasadnień i interpretacji. Z każdej mógłbym ukuć felieton czy opowiadanie. O tym też myślę.
Następnie myślę w i o konkretnej dziedzinie. O muzyce, o matematyce, o psychologii. Ale czy to myślenie? Czy tylko repetytorium?
Potem myślę: co bym zjadł po tym błogim lenistwie? I też nie wiem, czy to myślenie, czy tylko zwerbalizowany w głowie wybór — i to nie do końca, wszak często w ostatniej chwili rzucamy się na pączka zamiast na ser żółty.
A może pomyślę o przyszłości? Czyli o czymś, czego nie ma, a jak już jest, to pozostaje tylko pobożnym życzeniem. Snuję więc optymistyczne wizje. Nie opłaca się snuć przeciwnych, szkoda nastroju. Ale myślę, czy tylko coś mi się wyświetla?
Jednak spróbuję wrócić do matematyki. Może Teoria Gier w takim domowym wydaniu. Obmyślę strategię jaki napisać e-mail i do jakich wydawców? Zakładam z dużą dozą realizmu, że nie odpiszą. Więc może tytuł e-maila ma tu decydujące znaczenie? Musiałbym mieć dane statystyczne dotyczące tytułów e-mailowych, prawdopodobieństwa (i jego rozkładu) informacji zwrotnej itp. Ale jakoś przyjemnie mi się i sążniście o tym myśli — bo to chyba jest już prawdziwe myślenie. Przynajmniej do momentu rozczarowania, bo już wielokrotnie o tym myślałem i zgodnie z ówczesnymi koncepcjami działałem. Mało skutecznie. Może jednak tym razem? Nadzieja szacuje wyżej niż probabilistyka. Właściwie chyba każde myślenie jest hipotezą. Im więcej myślisz, tym więcej masz hipotez do empirycznego zweryfikowania, a czas mamy ograniczony. Pomagają tu priorytety, ale one też się zmieniają i to wraz z myśleniem, bo często są jego wynikiem.
A może humanitarnie pomyślę o Kimś? O kobiecie, o przyjacielu, o autorytecie? Myślę o nich poprzez jakiś filtr, marzycielski, romantyczny lub intrygancki. Jeżeli nawet martwię się o któregoś z nich, to jest to myślenie? Po prostu się martwię.
Myślenie można więc pomylić lub utożsamiać z marzycielstwem, wzdychaniem, martwieniem się, właściwie z każdym mentalnym, a nawet emotywnym działaniem.
Zatem formuła homo sapiens odnosi się właściwie do czego? Do myślenia, iż jesteśmy istotami myślącymi? Gdybyśmy byli do cna uczciwi, to ciekawe jak wyglądałaby skuteczność ludzkiego działania? Przecież większość rzeczy, zwłaszcza tak gloryfikowany sukces, jest dziełem przypadku. Nie przyznamy się jednak do tego, ale zinterpretujemy przypadek jako przejaw naszych zdolności wspartych oczywiście naszym niepospolitym myśleniem. Myślimy, że myślimy, ba, oszukujemy się, że myślimy.
Ergo — jak zwykle nic nie wiadomo. I ja nie wiem, czy właściwie felieton napisał się sam, czy jest efektem mojego myślenia?
Pójdźcie państwo do pierwszej lepszej księgarni, wybierzcie kilka pięknie wydanych książek. Przekartkujcie, rzućcie okiem. Pewnym jest, że są napisane, ale czy są przemyślane? Mam wrażenie, że coraz rzadziej się to zdarza. Jeżeli autor nie myśli, to co o jego książce ma pomyśleć czytelnik?
A właściwie po co się czyta?
Andrzej Ballo (ur. w 1964 r.) — poeta, prozaik, dramaturg, scenarzysta i autor tekstów piosenek. Mieszka od urodzenia w Lidzbarku Warmińskim. Wiersze, opowiadania i felietony publikował m.in. w: „eleWatorze”, „LaRiviście”, „Last and Found”, „Migotaniach-Przejaśnieniach”, „Pograniczach”. Jako gitarzysta akompaniuje Annie Jurksztowicz, dla której napisał słowa piosenek wydanych na płycie Poza czasem. Muzyka duszy (2014). Wiersze Andrzeja Ballo śpiewa też Monika Lidke na płycie Gdyby każdy z nas (2017). Jego dramat Wszystko przez Judasza (2015) został wyreżyserowany przez Stefana Friedmana i Piotra Szwedesa. Wydał tomy wierszy: Anonse i przepowiednie (2011), Wiersze algebraiczne (2011), Wiersze napisane (2011), Niebawem (2012), Wierszem (2012), Lubię to! (2013), Zapewne (2014), Zaiste (2014), Wiersze kolejne (2015), Ballo Amoroso. Wiersze z miłości (2015), Komukolwiek (2015), Owszem (2016), Poniekąd (2016), Onegdaj (2018), Tempus fugit (2020), Albowiem 2021), Bodajże (2021), Niczyje (2023) oraz powieści: Dowód ontologiczny (2017), Made in Roland (2020).
—
—
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved