Skip to content

HUBERT CZARNOCKI

***

Już mi się prawie nie pokazujesz
przeźroczysty ty mój.
Cały stałem się
umieraniem za tobą.

Język mi wysechł od wołania ciebie.
Przyjaciele i nieprzyjaciele
nazwali mnie przyobleczonym w ogień.

Ale tlę się tak delikatnie.
Gwiazdeczko, czy wiesz?
Tlę się tak delikatnie.

Już prawie w ogóle mnie nie ma.
Ten ognik niech zatoczy krąg
i spocznie na twoich kolanach.

 

***

Bo nasze splątane oddechy
to wiszące ogrody. Która
jesteś świergotem traw
i nie ma jak cię napisać,
bo już zstępuje za tobą
nieme światło.

Której skowronki świętować
i ślady zamykać w dłoni,
ale samą nie teraz,
nie w tym wierszu.

 

***

Co robisz, duszyczko, tutaj
w gwarze modlących się pociągów?
Czego szukasz i dlaczego
blizna po kuli, którą
nosisz, ma kształt Boga?

Do kogo dymisz się od tylu lat
i nawet przez sen modlisz się
do kogo?

 

***

Bez niej jego cień
prześwietlał się
w stronę śmierci
i trzeba było
podawać mu tlen.

Opisywało go puste
i miał je też w sobie,
kiedy wszystko w nim
wyrywało się do niej.

Tak było odkąd ją zobaczył
i tak jak stał,
wybiegł za firanką światła.

 

***

Ten dzień też pójdzie w dym
i rozniosą go na butach przechodnie.

Ten dzień cały w pochodniach
masz jeszcze we włosach
i kącikach ust, jeszcze

spływa z ciebie cały w błyskach
i zapachach.

Rozdzielą nas, odbiorą nam siebie,
już wyciągają się po nas ich ręce.

Zapomnimy co nas dzisiaj spotkało,
rozmyją się nasze dłonie, rozmowy i listy.
Ogień przetoczy się po wszystkim.
Wiesz, że byłem dzisiaj szczęśliwy?

 

***

Trzeba mnie miłować opuszkami palców.
Trzeba mnie zwiedzać, ale bardzo delikatnie.

Powinno się nauczyć mnie na pamięć.
I powinno się zwiedzać moje włosy,
ale powoli, zawsze powoli.

No i tęsknić, ciągle tęsknić.
Tęsknota niech się rozciąga od Antarktyki
po Morze Śródziemne.

I niech nigdy nie będzie za wiele czułości.
Na pewno nie. Czułość niech spada na mnie z nieba
jak deszcz albo niespodziewana wiadomość.
Miej ją zawsze przy sobie. Wcieraj ją w moją skórę.
Patrz, ogarnia mnie, a może nawet i pochłania.
Więcej tego, jeszcze więcej tego.

Hubert Czarnocki (ur. w 1980 r. w Radzyniu Podlaskim) — absolwent polonistki na KUL-u. Wiersze publikował m.in. w: „Arkadii”, „artPapierze”, „Cogito”, „Czasie Literatury”, „Dwutygodniku”, „Frazie”, „Helikopterze”, „Kresach”, „Odrze”, „Perspektywach”, „Portrecie”, „Toposie” i „Wyspie”. Laureat m.in. Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. J.I. Kraszewskiego i Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Michała Kajki. Nominowany do Nagrody Żurawie w kategorii słowo (2008). Wydał e-book Jasność (2008) oraz tomy: Wołania (2009), Opowieść (2011), Tropy (2015) i Oddech światła (2018).

Piotr Michałowski: Strażnik domowego ogniska. 3

Jan Drzeżdżon: Błazny. 2

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści