MARIAN LECH BEDNAREK
Ukryte korzenie i akordeonista
Mienią się w słońcu,
W sercu,
Gdy „zawsze”
Jest paszczą pełną zębów.
Ale przychodzi godzina,
Że muzykę jak skrzydła przypinamy do pleców
Paskami. I kiedy wszystko gra,
To z przymrużonymi oczami
Jak jamy ślimaków,
Jak mikrocele modlitwy,
Jak otchłanie oblicza
Dajemy stąd dyla.
Wystrzelić
Nim obejmie nas serce bez serca,
wystrzelić jak najprędzej
w inne siano, w inny płot,
w inny splot
wy
da
rzeń.
Wystrzelić siebie na inną planetę
łączenia.
Wystrzelić, wystrzelić, nie bać się,
nic tu po nas.
Od dzisiaj będę mieszkał w jego
„nie ma”,
w tych jego,
które już mu dawno wypadły,
zepsute,
w tych, których nigdy w żadnym lustrze
nie domyślił się, ten postrach piękna,
i w tych, których nigdy nie podrapał
przy wszystkich, palant,
choć tak go swędziało.
Od dzisiaj zmieniam kaliber.
Mak
Mak sypie się.
Ziarna wiatru w twarz,
w nozdrza,
w oczy,
za koszulę,
na całego.
Sypie się
staczaniątko
za staczaniątkiem,
sypie się
i już.
Odjazdy
z lekcji Białoszewskiego
Jakby dworcem centralnym była ta chwila,
tak ucieka we wszystkie strony,
przecinki na nic tu,
tylko przeszkadzają,
żeby trudniej się czytało ten rozkład odjazdów.
Pasażerowie z peronu okna,
proszę się odsunąć od krawędzi parapetu! — dolatuje
z megafonu pokrzyk.
Pasażerowie pieprzu, soli, musztardy, pokrojonego pomidora
nie muszą, bo i tak nie uciekną
przed pociągiem mojej głodnej ręki.
Pasażerowie kropli Sulfacetamidum,
wsiadajcie wreszcie do tych moich oczu,
niech ich załzawiony pociąg wreszcie rusza.
Pasażerowie klawiatury maszyny do
patrzenia,
do odjazdu myśli, do
smakowania
bieli literek, do
wyświetlania
filmów o schodach historii klawiatury —
jak się chodziło do świątyni wyrażania własnych,
niezależnych stopni wtajemniczenia.
A ty, mucho, dokąd tak pędzisz?
Piec gazowy
Przywieźli piec gazowy. Wyszedłem od
połowy nagi. Sierpień, ma się rozumieć.
Sobota, ma się rozumieć. Słońce, ma się rozumieć.
Powiedziałem „tak”, ma się rozumieć i wnieśliśmy go
przy muzyce kołyszącej się klapy bagażówki.
Jeszcze tam stoi nieodpakowany i czeka.
A moja wyznawczyni pieca dziwi się, że ja się
nie chcę dziwić i tych folii, papierów ulotek, opakowania
z drewna i różnych innych ochraniaczy nie zrzucam
drżącymi rękami i nie oglądam kolejnego
cudu świata
na sześć pokręteł
i piekarnik.
Marian Lech Bednarek (ur. w 1956 r. w Zgierzu) — poeta, prozaik, malarz, twórca teatru. Mieszka w Czernicy koło Rybnika. W roku 1992 założył w Rybniku teatr plastyczny „Paparapa”, a potem Teatr Mariana Bednarka, który działał przy Domu Kultury w Rybniku-Boguszowicach do 2020 roku. W latach 1997-2005 redaktor naczelny pisma artystycznego „Plama”. Założyciel i lider Przewoźnego Klubu Literackiego w Rybniku, członek Wolnej Inicjatywy Artystycznej „Wytrych”. Publikował m.in. w: „Czasie Kultury”, „Frazie”, „Miesięczniku Literackim”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Ricie Baum”, „Toposie”, „Twórczości”, „Wyspie”. Autor tomów poetyckich: Kawałek życiorysu (1991), Notatki z prowincji (1998), Granice-Graniczki (2004), Kim jestem? (2007), Obrazowiersze (2008), Rozmowa z ptakiem (2014), Widowisko (2018), Zapiski (2016), Prowincja (2021) oraz zbioru próz Sianoskręt (2012).
Artur Daniel Liskowacki: Z sieci w sieci. 32
Zdzisław Lipiński: *** (w białych…), *** (jutro…), *** (bywasz snem…), *** (pisałeś o miłości…)
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved