PAWEŁ NOWAKOWSKI
Ł3
Ł-o kietku, ł-o buzie królewiecki, wielbicielu krawężnikowych granitowych kokietek, synalku Eufrozyny opolskickiej, w tańcu zaprawionej kujawialskim, co nogi samic same niosą, a ręce na trzy czwarte obracają kolaniszcza, niszcząc koniec i czerwoną jabłeczną gęsinę, z kaczymi kotletami z tartą buławą. Oto dalsza raportowność:
Po posileniu brzusznym, okrągłościowym okrętu poddeszczówkowatego, dentystycznie wyjałowionego na nożyszczu zaniepokojenia, ściskając w dłoni harmonogram z dowcipami o dobrze ustosunkowanych racjonalizatorach od wszystkiego co się nie rusza, przeanalizowałem ostatnie telewizyjno-radiowe syntetyzacje i wróciłem do dowodzenia stetoskopowych tez o śmiechu, smutku i zepsutym moczu, przenikających wszelkie ściany o bezspoinowych supozycjach. Teoretycznościowo uczyłem się o tym na piastowskim politechnikarium, na wykładzie o piastach i innych łożyskaliach, tyle że tego dnia byłem niedysponowan, bo zaniepokojony światową sytuacjonalnością, tworzyłem nocne atlantyczne liczebne liczebności, niepotrzebnie, z i w uporczywym zaburzeniu zapamiętalnym, na pograniczu kajut i luf nawigacyjnych. Z przekserowalnych notatników współsłuchaczy nie wyczytałem żadnych nowinkowych pojęć czy zaprasowanych komunikatów o ostatecznych dziejach jakichkolwiek histerii. Wydawało mi się kiedyś, że wszelkie ścienne osnowy są w moich majątkowych mniemaniach, pośrodku hipokampowniczych konwojów, podróżujących bez celu, od paznokci, przez nos i pachy, aż do hemoroidów, ale nie. To dopiero niespodziewany podarunek…
Najbardziej lubię dostawać cebulowe dropsy, po jedenaście w sztyfcie, po siedem sztyftów w kartonie i po dziewięć katonów w opakowaniu zbiorczym. Lubię też projektować takie opakowania, na czerwonej kartce z odzysku, gdy nie grali nasi, tylko alternatywne plujące na murawę egzekutoria, ustalam grafik prze- i nieprzewidywalnych czynności, i dopiero potem miętolę paki w dłoniach, wywąchuję gramaturę otekturowania, sprawdzam organoleptycznościowo cmykalność nadruków, porównuję wszystko do znanych mi finansowych operacji wydobycia rud celulozowych i wreszcie kwituję całość stempelmatyczną eliptycznością. Dwa lata temu makietę takiego prototypowego balotu pokazałem Ślepemu Wojtkowi, ale ten tylko się nadymał i… Nieważne.
Jak dowieźć coś do punktu docelowego, gdy wyraz „punkt” jest pojęciem przewrotnym, bezwymiarowościowym, postulatorycznym jak wietnamska rozprzestrzenność Łobaczewskiego i jego syna Gerharta z Aelle?, pytałem siem. Jak szukać roli nieprzezroczystej folii żółtkowej, z której, z połączenia stereotypów z monofigurami, da się zbudować trwałe relacje rozwoju generatorów omanifestacji?, pytałem uśmiechającego się gigantycznego tasaka. Jak donieść modułowy sprefabrykowany gabinet spętanych spękań żylnych śrubunków z grzybkowym arbuzem i inbusowych sworzni o geometryczności zwisów ujemnych, gdy trajektoria fragmentaryzacji systemów korzeniowych ram kotwicznych nastaje na samozaparcie nagrobkowych barykad?, tym razem pytałem buteleczki czekolady. A można tak w nieskończoność, minus stała Eulera-Mascheroniego.
A więc dalej: Kto namaluje obrazy niepokoju [jako tryptyk, oczywiście]? Czy furgonetka trafiona miłosną dekoracją zdeklasuje mansardową kakofonię przedhistorycznych alfabetów? Dlaczego chropowaty beton, mimo zacierania gąbką i całonocnych modłów jest chropowaty? Z kim tworzyć irracjonalne wykresy, a z kim autobusy tabelek? Jak to jest być mieszkańcem Dobrej koło Złej? Pamiętasz, Pamelo, jak jedliśmy pomelo, zagryzając twe pociągające wargi niczym ciąg geometryczny? Wejdą, nie wejdą? Wyobrażacie sobie, jak przez antarktyczną dżunglę mkną fotony sowy? Kiedy współczesne rzeźby staną się nośnikami gestów? Prognozy królewskich szamanów gnozy są wege? Eksplozja stuprocentowo zasygnaturyzowanej motorówki to dobry omen? Gdzie jest Jołanna? Jest już na sprzedaż anielska cierpliwość, czy nadal czekamy na jej wersję alfa? W porównaniu do czego można opisać lot grabi, rzuconych przez radiomechaników w epitetowej procedurze kombinatorycznościowej riksdagu?
Pytajnikowałem i interpelacjonowałem, aż najszła rzeź herbaciano-piwowarska, razem z serdelem z honorowymi rodzyniastami, wybałuszając oczy i gwałtownie łapiąc w łapiszcza głazy oczne…
Teraz zaś chwila na odpoczywalność od dziennikowatości niezbyt ścisłego zarachowania i chorowalności odcinkowej nieprostokreślenej, w enpłaszczyzności nieelementarościowej do pięciościanu niepionowalnego.
Paweł Nowakowski — ani ogrzewalnościowa koza, ani mrożąca redhavena z Stein am Rhein.
Piotr Michalak: Moduł II: Zbrojenie. Kwiaty Polskie (wersja zbrojona)
Łukasz Drobnik: ośmiobitowe sny [fragment]
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved