KAROL SAMSEL
Praktyki. 10
środa, 28 stycznia — wtorek, 3 lutego [2]
Ofiarowanie Pańskie. Uważnie wybierając drogę, ze względu na jej staw biodrowy, zmierzam do klasztoru z matką na dwudziestojednostopniowym mrozie, w połowie drogi odwiedzając piekarnię Nowakowskich na Gomulickiego. W kościele parę rzędów ode mnie dostrzegam jednego z członków sekty Piotra Natanka, suspendowanego duchownego już od wielu lat działającego wbrew prawu kościelnemu — Kościół nie bierze odpowiedzialności za jego działanie. Czy ja również jestem suspendowanym pisarzem od lat działającym wbrew prawu literackiemu, a Kościół Literacki i Kościół Międzyliteracki nie bierze za żadne me działanie odpowiedzialności? Mowa dziś o „darach radującego się Kościoła”, myślę, że — awangarda jest najczystszą formą „darów radującego się Kościoła”. Duchowny mówiący homilię mówi o ingresie nowonarodzonego Chrystusa, a w tym, że rozpoznają go starzec Joachim i prorokini Anna, dostrzegam wydarzenie symboliczne, osobiście dotykające mnie (również mnie rozpoznawano, czy poznawano we mnie figurę posłańca — i za wszystkich czytelników miałem jakąś symboliczną dwójkę, swojego Symeona i swoją Annę). Jezus w owym wczesnolutowym wydaniu sprowadzić daje się do figury Anioła Przymierza — ale to Jezus-Hermes zarazem, dopowiadam sobie, od ręki wyobrażając sobie wiersz Kawafisa, pt. Ofiarowanie Hermesa i obraz Hermesa jako Anioła Przymierza oraz Symeona wraz z Anną wychwalających pojawienie się na Ziemi — pojawienie się w Galilei — Hermesa. Jeszcze jedno przy tym należałoby powiedzieć: przyjście Anioła Przymierza na Ziemię oznacza już najzupełniej wprost zdegenerowanie się starych form przymierza, innymi słowy, wielką i najciemniejszą noc faryzeizmu na Ziemi. Ale my także żyjemy w epoce rozfaryzeizowanej etyki, powinniśmy mówić współcześnie, również, o petit pharisien. Dlatego anielstwo literatury jest kwestią istotną, mimo tego, że dyskusja o Przymierzu nie jest wygodna dla nikogo… Ale możemy dyskutować również o Zamierzu i poszukiwać Anioła Zamierza, byleby — temat anielstwa do literatury istotnie wrócił.
Dlatego wszystko, o czym dzisiaj mówi się w Kościele, jest w jakimś sensie świętem Apokalipsy chrześcijaństwa, czy samej apokaliptycznej — możliwości chrześcijaństwa. Bo ofiarowany Chrystus zsyła ogień, śmierć, katastrofę, wielkie okrucieństwo dla wszystkich leniwych i faryzejsko-powolnych form, mówi o tym Malachiasz, mówiąc właśnie — o tym chrześcijańskim Hermesie, Aniele Przymierza (Aniele Zamierza): „kto przetrwa dzień jego nadejścia i kto się ostoi, gdy On się ukaże”. A przecież nie oznacza to, że Chrystus tylko przychodzi po to, aby zabijać swoich wiernych, tak samo ja nie piszę po to, ażeby zabijać swoich czytelników: przy czym, oczywiste, jest, że wielu uśmiercę, tak jak Chrystus Jezus uśmierca swoich wiernych, i Symeon, i Anna również o tym doskonale wiedzą. Kapucynka pochodząca z Wykrotu odbiera tacę z kościoła, podchodzi również do mnie po 20-złotowy banknot, którego używam w charakterze zakładki. Światło na oświecenie pogan najpełniej płonie na stosach, można mówić wówczas o bujnych płomieniach, źródłem jedynego — jak myślę — światła tego rodzaju jest stos, stos bujmieni… z tego powieść bujmieniowa… Ale wyobrażam sobie coś więcej — stos „Caritasu”, może ja sam jestem stosem „Caritasu”, tym wszystkim, co — jako ostrzejsze — mogłoby być ostrzejsze dla apologetów WOŚP. Widzę w klasztorze coś, co odbieram jako wrażenie pożaru pomiędzy rzędami, to jedna z wiernych zapala równocześnie pięć lub sześć gromnic trzymanych w jednej ręce — „chrzci” je, po „ochrzczeniu” opuszcza mszę i wraca do domu, myślę, że takie pięć czy sześć świec — podpalanych przy jednej ręce — to Facebook, należy mówić o gromnicznym charakterze Facebooka, ogólnie rzecz biorąc — o gromnicznym charakterze społecznościowości, istnieją stosy gromniczne, jednym z nich jest Facebook, ja zaś w literaturze odpowiadam za coś — niewyrażalnego, w jakimś sensie, owszem, ale w innym, dającym się tu w Polsce, może, określić mianem: stosu gromnicznego „Caritasu”, „Caritasu” stosów gromnicznych, krótko mówiąc, „Caritasu” stosów, stosu „Caritasów” / „Stosu” caritasów…
Jeszcze mój „autotematyzm na dzień Ofiarowania Pańskiego”: że gdy pisze się list, pisze się list, nie — troszczy się o pierzynkę koperty. Że dobry finał jest sam z siebie czymś podobnym do pierzastego absolutorium pisma w ogóle, to jednak nie znaczy, że mówimy — czymś więcej o czymś więcej, powieść z — powiedzmy — „pierzastym finałem”, waży tyle dokładnie, ile ważny pies — z dobrym „pierzastym ogonem”. Ktoś powie, że to bystrość, ale ktoś inny uzna, że bystrość to odpoczynek wysokiej jakości i wyraz luksusu, od którego — odwrócić powinny się wszystkie formy kultury, literatury i religii (to rewolucjonista…). Ci, którzy — mimo tego, że wiedzą co najmniej tyle, że Kierkegaard istniał — będą postrzegać mistykę jak odpoczynek wysokiej jakości, a utwory takie, jak Kain Byrona będą postrzegać niczym misteria wypoczynkowe, w tym samym czasie będą pielęgnować swoją brodę jak ogrody francuskie, broda stanie się ich barba Dei, na tej samej zasadzie, na jakiej XVIII-wieczny ogród stawał się hortus Dei, requiem barbam, barba aeternam. Czy owi barbiści wyprą intelektualistów, a jeżeli wyprą — czy wezmą na siebie ciężar całego hermetycznego Ofiarowania? Mam uwierzyć, że to, co pierzaste, jest także bystre — trudno mi uwierzyć w bystro-pierzaste misterium, bystro-pierzaste powieści, czy — bystro-pierzaste poematy XXI wieku. Czy jestem barbistą intelektualizmu — czy uprawiam barbizm podejrzliwości — i na czym: polegałby w tej sytuacji mądry oraz stosowny metabarbizm krytyczny? A może doprowadzę do skrajności i barbizm, i metabarbizm, i wyprowadzę z obydwu spirytualizm, spirytualizm de barbo… Może barbizm to charytatywny format metafizyki, który kiedyś stanie się czymś uniwersalnym i ogólnym, charytatywną formą metafizyki…
A czy zdajemy sobie sprawę z naszego życia w zdegenerowanych, zrośniętych białych rękawiczkach konwencji, norm, prawa, literatury, kultury, religii — gdzie prawo stanowione pozostaje naszą białą rękawiczką, odcinającą nas od długich nóg książki, prawa naturalnego dłoni. Wyobraź sobie, proszę, białe rękawiczki o sile amputującej — białą bieliznę o siłach kastrujących — będziesz miał obraz mocy współczesnej religii i literatury. Tworzymy w takim wypadku białorękawiczkowe wersje tego, co było żywe i było znane po swoim imieniu i w swoim imieniu — białorękawiczkowy naturalizm, białorękawiczkowy symbolizm, ale także białorękawiczkowy (albo czarnorękawiczkowy, na jedno wychodzi) islam, a ewentualnie — białorękawiczkowe prawosławie — itd. Arma Christi to — jak wiemy — narzędzia męki oraz śmierci Jezusa. Białe rękawiczki to najdoskonalsze arma Christi, jakie wytworzyła wskutek zamachu na jego życie, zresztą, cywilizacja… Ów faryzeim dzisiaj jest społecznotwórczy i (jednocześnie) antywspólnotowy: kultura znalazła sposób na połączenie tych dwóch, jakże kontrowersyjnych, jakości.
Wolność i ład XX wieku wymieniliśmy na święty spokój i luz wieku XXI i udajemy całkowitą bezkosztowość podobnych wymian, doskonałą synonimiczność i symetryczność potwornych zastępstw, których dokonujemy: przecież to tak, jakbyśmy dokonywali zagład, twierdząc, że wnioskujemy o dłuższe urlopy — co z tego, że przy pomocy abortowania, jeśli papiery i całe prawo potwierdza: salva barbe, salva barbe veritate, barba cum laude… Przy dwudziestostopniowym mrozie para unosi się ze studzienek na ulicach — właściwie — bez przerwy, w bibliotece wypożyczam wszystko, co dostaję o Jerzym Szaniawskim. Niewielu poznało, że jestem nowym światłem na oświecenie pogan, ale miałem swojego Symeona i swoją Annę, tego nie mogę przecież zanegować: sławiono mnie i zapowiadano — iście po mesjańsku, był rok 2010, miałem swoje Pańskie Ofiarowanie, czyż nie? W przeniesieniu na realia lat dziewięćdziesiątych, współczesną sytuację kultury można by opisać jako stan, w którym bez reszty obraz myśli dał się zdominować przy pomocy — lokalnych podówczas — filmów z Van Damme’em, z Lee: dzisiejszy świat żyje tym samym obrazem, który trwał w Wejściu smoka i Kickbokserze — ten świat nie jest już jednak marginalny, ale centralny — i można go nazwać, na przykład, postvandamme’owskim, w którym miejsca współczesnych post-Damme’ów zajmują ludzie tacy, jak Jason Momoa i Vin Diesel. Trudno dziwić się, że wszystko zawieram w obrazach takich, jak książki Jean-Claude’a van Damme’a, W stronę Swanna i że — powinienem dążyć w tej mierze do „mistycznej elipsy”, do „W stronę Van Damme’a”. Ależ tak, do „mistycznej elipsy” pod tym jednym warunkiem, warunkiem silnej pamięci o tym, że język to nie jest — różdżka Aarona, a jeżeli język nią nie jest, to — tym (jeszcze!) bardziej nie jest nią literaturą (na Boga, różdżką Aarona nie jest nawet religia…!): wszystkie skrzydlate słowa, wszystkie aforyzmy, każda ludowa mądrość, przysłowie albo wypisek z kalendarza, każdy ludyzm i każdy intelektualizm, jeżeli są w barwnym oraz w atrakcyjnym skrócie — są rodzajem pułapki na myszy.
Słowo na miejscu rozproszone przez język na wynos… Dobrze pamiętam swoje pierwsze lata pracy nad Norwidem, traktowałem go protekcjonalnie tak, jakby był właśnie Szaniawskim XIX wieku, lub kimś w jego rodzaju, gdzie wszystkie „elipsy mistyczne” — ponaginano do skrótów jakiegoś lalkowego lub radiowego wyrazu… A może są możliwe „lalkowe elipsy mistyczne”? W tym rzecz, dramat poetycki Norwida jest mi bliższy niż dramat poetycki Szaniawskiego. To Norwid jest tutaj odpowiednikiem Claudela. A może dramat Szaniawskiego, Dobro na wynos? Byłby zdolny napisać coś w podobnym rodzaju? Albo Piękno na wynos?
Karol Samsel (ur. w 1986 r.) – poeta, krytyk literacki, filozof, doktor habilitowany nauk humanistycznych, doktor filozofii. Zastępca dyrektora w Międzydziedzinowej Szkole Doktorskiej UW, adiunkt w Zakładzie Literatury Romantyzmu i kierownik Pracowni Historii Dramatu 1864-1939 Wydziału Polonistyki UW, członek Polskiego Towarzystwa Conradowskiego. Laureat nagrody imienia Władysława Broniewskiego (2010) i zdobywca statuetki imienia Wandy Karczewskiej (2011). Redaktor działu esejów i szkiców w kwartalniku literacko-kulturalnym „eleWator”. Mieszka w Ostrołęce. Wydał m.in. tomy wierszy: Dormitoria (2011), Altissimum-Abiectum (2012), Dusze jednodniowe (2013), Więdnice (2014), Prawdziwie noc (2015), Jonestown (2016), Z domami ludzi (2017), Autodafe (2018), Autodafe 2 (2019), Autodafe 3 (2020), Autodafe 4 (2021), Autodafe 5 (2022), Fitzclarence (2022), Autodafe 6 (2023), Choroba Kolbego (2023), Autodafe 7 (2024), Autodafe 8 (2025), Cairo Declaration (2025) i powieść Nie-możliwość Piety (2023).
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved