Skip to content

NORBERT BUDZYŃSKI

Cichosłyszenie

Umarła jej siostra, znowu
płacze na korytarzu, inni w tym czasie już na stołówce
zasiadają do obiadu, jedzą, rozmawiają, spierają się
Tymczasem ona stoi tam nadal, dłonie na zakładkę
gromadzi smutek w rynnie brzucha
Niech się pan nią nie przejmuje, ona tak
codziennie, od dwóch lat
Nie można jej wtedy przeszkadzać

I faktycznie, gdy już podliczyła cały swój ból
że nogi, że oczy, że wszystko, zajrzała do sali
sprawdziła przezornie, czy ktoś jej nie podsiadł
Łyżka. Zupa. W jednej chwili cała już jest tą zupą
i łyżką, i ruchem od talerza do ust nieumalowanych

Mam dziewięćdziesiąt jeden lat, cukier osiemdziesiąt trzy, mówi do mnie
Nie mam zębów — pokazuje półksiężyce dziąseł — wybili mi
a potem były ważniejsze sprawy jak te zęby
Dzieci odchowałam, gdyby pan pytał, ale nie przyjeżdżają
Niech pan zadzwoni do córki, koniecznie
i usunie kamienie, o które się potykam, bo wyjść na spacer nie można

Szuka we mnie jakiegoś ciekawego drobiazgu
który wcześniej przeoczyła, nie znalazła

Podali ziemniaki i mięso

 

Akapit

Narzeczonego miałam w mieście, chodził z psem sąsiada
potem coś zjadł, ale mu się nie przyjęło i zdechł. Pies, nie narzeczony
Mnie porywał do lasu, że niby na grzyby
zbieraj wszystko, mówił, a potem wyrzucał po kryjomu

Tutaj też zbieram, na łąkach, do lasu to już się boję sama
Daję do kuchni, kucharki gotują, a ja patrzę, czy
nikogo nie brakuje na następny dzień

Jak mnie tu przywieźli, po pożarze
to byłam bardzo niezadowolona
wszędzie druty i krowy poumieszczane

A jedzenie? A jedzenie daj Boże, aby do śmierci było

  

Egoizm

Nikogo nie uprzedził. Umarł
Mieli nawet żal do niego
obiecał, że przyjdzie na kolejne warsztaty

Miał jeszcze tyle do namalowania
sztalugi, płótna, pędzle — wszystko jego

Gdyby nie istniał, byłoby łatwiej, a tak
coś będzie trzeba zrobić z tymi farbami
i pamięcią o nim

 

Perspektywa

Przyszedł na świat
trochę nie wiadomo było po co
wszystkim we wsi przypisano już jakieś role
niektórym nawet krowę lub kawałek ziemi

Całymi dniami gapił się w sufit
albo smołowany dach
Przychodziło mu to bez trudu
Do świętej figury go brali
nie pomogło

Gdy go o coś pytali — nie odpowiadał
sądzili, że nie rozumie, a on
po prostu nie chciał niczego nazywać
Wiedział, że od tego się zaczyna

 

Gotowość

Dziewięć miesięcy, czasem krócej i proszę, oto jest
kolejna historia do gazet
Chciałam wierzyć, że może tym razem będzie inaczej
że te kwiaty, obietnice, to naprawdę
a tu kolejny bachor
W poprzednim życiu musiałam być bardzo złą osobą
bo jak inaczej wytłumaczyć to wszystko

Pan, zdaje mi się, jest dobry człowiek, rozumie pan drewno i ludzi
że panu tak się chce do nas: raz, dwa razy w tygodniu
mnie to by się nie chciało

Powiem panu w tajemnicy: te nowe lekarstwa chyba nie działają
opuszczę w ten świat łagodnie, żeby nie robić problemu

Poda mi pan włóczkę? Może być ta niebieska. I jeszcze żółtą
Muszę podokańczać czapki, rękawiczki
pozamawiali, że nie wiem, czy do świąt się wyrobię

Norbert Budzyński (ur. w 1975 r.) — poeta, prozaik, lektor. W latach 2018-2019 prowadził cykl reportaży o tematyce społecznej Aktywni ludzie. Wyróżniony publikacją opowiadania Talent, które ukazało się w antologii Gdzie fikcja spotyka się z rzeczywistością (2023). Autor powieści science fiction Ja, niewolnik (2020) oraz zbioru nowel obyczajowych Przeciążenia (2023).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści