Skip to content

KONRAD KOMOROWSKI

Późny grudzień

Ciche drogi,
Pełne domy.

Powódź mgły
Zalewa miasto.

Bloki iskrzą
Od ekranów
Zimnych LED-ów.

Senne kamienice
Lula cisza wieczoru.

Sklepy, bary, monopole —
Wiecznie żywe.

Kiście lampek,
Las choinek,
Sztuczne promki,
Sztuczne święta.

Ciepły grudzień,
Zimowe serca.

Każdy swoim Mikołajem.
Mgła potrzeby zapomnienia.

Młoda matka
pali fajkę,
w drogim wózku
buja malca.

Chór w AirPodach,
pasterz w trampkach,
brak stajenki,
brak anioła.

Jest przystanek,
mgła i ona.

 

Pani Jesień

Szkarłatne dęby
I żółte brzozy
Biły się o wzrok
Przechodniów

Ona szła obojętnie
Pogoda była tłem
Ona była jesienią

Złote włosy
Kasztanowe oczy
Zapach dyniowego late
Kubek ze starbaksa

Szła niosąc tomik
Zmarłego poety
A zgniłą trawę
Kryły suche liście

Szary płaszcz krył letni strój
Beret głębokie myśli

Szła pani jesień
Lecz nie jak z obrazka
Zbierała spojrzenia mężczyzn
Siała melancholię
Woń korzennej kawy

Szła pani jesień
Nad nią strojne drzewa
Skryły ją cicho
W półmroku cienia

 

Idzie Noc

Śmierci woń zwiodła nas,
Aby zajrzeć w te zarośla,
Pokrzyw gąszcz, aż po pas —
Makabryczny krąg zakreśla.

Idzie noc, czarna noc,
Ktoś na linie się kołysze.
Idzie noc, czarna noc,
A wiatr martwe strąca liście.

Rzeka mgły — płynę wciąż,
Jak Styks łączy oba światy.
Wije się niby wąż,
Przenikając życia kraty.

Idzie noc, czarna noc,
Ktoś na linie się kołysze.
Idzie noc, czarna noc,
A wiatr martwe strąca liście.

Rozpacz, żal, smutków toń
Zaciągnęły na głębiny.
Czy ktoś mu podał dłoń,
Nim zamienił się w ruiny?

Idzie noc, czarna noc,
Ktoś na linie się kołysze.
Idzie noc, czarna noc,
A wiatr martwe strąca liście.

Czy ktoś by znalazł mnie,
Gdybym zniknął też w zaświaty?
Ciężki stan być na dnie —
Gdy po tobie nie ma straty.

Idzie noc, czarna noc,
Ktoś na linie się kołysze.
Idzie noc, czarna noc,
A wiatr martwe strąca liście.

Kto to był — czy ktoś wie?
Niech na grobie mu napisze,
A przeklęty będzie ten,
Co zakłóci po nas ciszę.

Idzie noc, czarna noc,
Dwóch na linie się kołysze.
Idzie noc, czarna noc,
A wiatr martwe strąca liście.

 

Bez zęba

Żyć bez zęba,
Uśmiech, wyrwa, jama.
Wstyd w cenie zęba,
Ząb w cenie złota.

Tylu przecież
Mi nie trzeba.
Wstawić mogę,
Lecz nie muszę.

I tak jadę na front.
Nieśmiertelnik
Wystarczy.

 

Koniec

Choć świadomy,
Zawsze niespodziany,
Jak ostatni łyk,
Gdy fusy biją o usta.

Chrzęszczą w zębach,
Osiadają na języku,
Słowa żalu i tęsknoty,
Wspomnienia.

Choć odstawisz kubek,
Zostaje na duszy
Posmak wypitej relacji.
Niesmak,
Niedosyt.

Konrad Komorowski — absolwent studiów pierwszego stopnia na kierunku Ochrona Dóbr Kultury i Środowiska na Wydziale Historii Sztuki UKSW. Dotychczas niepublikowany. Mieszka w powiecie pułtuskim.

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści