Skip to content

RADOSŁAW DOMAZET

***

Córka dużo trenuje
Raczkuje jak opętana
Siada dumna z siebie
I patrzy na nas pytająco
Czy widzimy jak wygrywa z grawitacją
Staje przy meblach
Chwieje się przy tym jak pijany Dionizos
Ale nie ustaje w staraniach
Ma w ruchach coraz więcej gracji
I pewności siebie
Łączy sylaby w całość
Zrozumiałą tylko dla siebie
Nie pojmujemy nic z ajabajawajakaja
Ale w żaden sposób się z tym nie zdradzamy
Wy też jej nie wspominajcie na placu zabaw
Czy w sklepie dla dzieci
Chwyta łapie je własnym aktem woli
Koordynując rękę z bułką okiem i buzią
Trafia już nawet między zęby bez pudła
Gdybyście tylko ją widzieli
Jak ją cieszy ta umiejętność
Już niedługo
Rok kilka kilkanaście lat
Nie będzie taka pewna
Wejdzie w życie ze znakiem zapytania
Który nie zejdzie z jej pleców
My przynajmniej z żoną tak mamy
Gdyby tylko wtedy mogła zobaczyć
Że kiedyś była zbyt mała
Na wątpliwości

 

***

Tata chce wejść do domu
Tata nie wejdzie do domu
Tata prosi o wpuszczenie
Nie wpuścimy synuś tatusia
Miałem siedem czy osiem lat
Nic z tego nie rozumiałem
Chciałem aby było normalnie
Płakałem
Błagałem
Mama zadźgałaby Polifema ale moim łzom nigdy nie dawała rady
Otworzyła ojcu i wróciliśmy do cudzysłowu
Gdybym wtedy wiedział że przedłużyłem ich cierpienie o kilka lat
To może
Może
Wyciszyłbym choć na chwilę własne

 

***

Zamykałem drzwi
Zamykałem je kilka razy
Klucz wpadał w rekurencję
Złamałem niejeden klucz
Ale wciąż próbowałem
Zamknąć drzwi jeszcze raz
Chodziłem po domu z nożem i głaskałem psa
Gapił się na mnie głupi
Ziewał i chleptał mleko
Jadł marchewki
To co zostało z talerza
Nigdy nie był gotowy
A może wiedział że nic się nie dzieje
I chciał mnie uspokoić swoja zdjętą zbroją
Szczęką na parapecie
Łapami bez pazurów
Gdy byłem sam w domu nasłuchiwałem dźwięków złodziei morderców gwałcicieli
Jako dziecko miałem nieskończoną wyobraźnię
Słyszałem kroki na schodach
Pukanie
Domofon
Zrywałem się i sprawdzałem
Jak się bawi mną bogeyman
Zawsze byłem pewien
Że to wszystko się dzieje
I to co jest po drugiej stronie
Zaraz tu wejdzie
Rodzice wracali późno
Pytali co robiłem po szkole sam w domu
Mówiłem że nic specjalnego
Hodowałem kilka nerwic i temat tego wiersza

Radosław Domazet (ur. w 1995 r. w Warszawie) — doktorant historii na Uniwersytecie Warszawskim. Publikował w „Akancie” i „Toposie”.

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści