Skip to content

MACIEJ KOWALSKI

wycinki dziennika. 9 [Zamość 2025, c.d.]

 

20 września

Dzień bardzo ładny, słoneczny. Dzisiaj pierwszym elementem trasy jest Rotunda Zamojska. Docieram tam stosunkowo szybko. Obchodzę też mogiły oraz pomnik generała Ogurcowa. Trawy, błota, łąki, rzeka. Wchodzę jeszcze do środka, gdzie zrobiono wystawę. Lampki automatycznie zapalają się przy każdorazowym wejściu do kolejnej izby. Centralnie na podwórzu stosy kwiatów (podobno minąłem się z Kowalskim i delegacją PiS-u). Potem skręcam w lewo i kieruję się nad Zalew Zamojski. Pięknie. Dużo ludzi nad wodą. Gęste listowie. Muzyka. Idę w kierunku pomostu, a następnie robię koło, dróżką specjalnie do tego przystosowaną. W kawiarence biorę dwie gałki: lion i truskawka (nie ma włoskich, będą jutro). 16 zł. Jakaś pani pyta, czy będą stać jeszcze jutro, bo mają przyjechać znajomi z Darłowa. Właściciel powątpiewa w to. Ja siedzę przez chwilę przy stoliku, ale kontynuuję trasę.

Skręcam w Altanową, następnie Sienkiewicza (stara elektrownia, obecnie część Akademii Zamojskiej), krzyż na pamiątkę Jana Pawła. Robię też zdjęcie Domu Studenckiego. W Zamościu wygląda elegancko, schludnie, jak z innego świata, gustowny, niebieski kolor. Przechodzę rondo Stanisława Witeszczaka. Czytam o nim. Przez Chopina dochodzę do Partyzantów i skręcam zgodnie z mapą w prawo. Idę cały czas tą długą ulicą. Zaliczam zabytkową wieżę ciśnień oraz Kościół św. Krzyża. Przed świątynią obserwuję krótko nastolatka, wyczekującego lub odpoczywającego na ławce. Dawna synagoga (obecnie przedszkole nr 2). Najwięcej zachodu ze znalezieniem jest w przypadku Kapliczki Królowej Jadwigi. Schowana jest między blokami na Hrubieszowskiej, między 16 a 20 numerem. Zanim jednak dochodzę do tego, z ronda Dmowskiego, idę Hrubieszowską. Potem cofam się i wchodzę w Spadek oraz Polną (część informacji wskazuje, że jest na zbiegu Hrubieszowskiej i Polnej, które jednak nie mają styku). Idę Polną, wracam, wędruję między blokami, placami zabaw i przypadkowymi osobami. Być może wiedzą coś więcej.

Później znów na główną ulicę — w oddaloną Lwowską. Skutecznie odnajduję (tym razem już bez kłopotów) pomniczek św. Nepomucena oraz budynek dawnej poczty (obecnie kuratorium). Waham się, czy wstąpić do Żabki, która jest naprzeciwko. Pokusa duża. Ostatecznie wchodzę i kupuję małą wodę Primaverę oraz batona proteinowego, białego, oreo. Grupa kilkuletnich chłopaczków zastanawia się, co wziąć za wyznaczoną, niewielką sumę pieniędzy. Nieoczekiwanie dla samego siebie zjadam i wypijam całość. W Młyńską. Znajduję pomnik krzyża z 1906 r. oraz prawosławny obok. Zahaczam o dawny młyn, kawałek dalej. Skręcam w św. Piątka. Idę nią długo (schodzę z niej tylko na chwilę, w Weteranów, aby zerknąć na Muzeum PRL). W końcu, w nagrodę, natykam się na quasitotemiczny pomnik św. Piątka, tuż przy domu mieszkalnym. Fotki z każdej strony. Skręcam w Orlą. Grupa ładnych nastolatków wyjeżdża, chyba z jakiejś podstawówki, na hulajnogach. Jeszcze na chwilę w Orląt Lwowskich, bo szukam starej spirytusowni, ale nie mogę znaleźć. Daruję sobie. Zaczyna się ściemniać, palą się lampy, mrocznieje. Ostatni punkt to stara, przedwojenna kamienica w ładnych, różowych kolorach. Obecnie szkoła językowa.

Zachodzę do pokoju, na chwilę. Toaleta i oddech. Obiadokolację mam ochotę zjeść na Rynku, aby popodziwiać to cudo. W Krowie nie ma miejsca, więc znów jestem skazany na Bohemę. Miałem już tu nie jeść, po fatalnej przygodzie z pirogiem, ale jestem też bardzo głodny i nie chce mi się szukać dalej. Na zewnątrz. Zamawiam schabowego z ziemniakami i mizerią, a do tego dwie lampki białego wina. Miejsce mam trochę w kącie, bliżej kamieniczki i bogate parasole nieco zasłaniają widok, ale nie szkodzi. Jest dobrze. Jako rekompensatę mam to, że mój stolik obsługuje przystojny chłopak. Nieco przygarbiony, ale postawny, gładka cera, miłe spojrzenie, z twarzy przypomina trochę O. P. Profesjonalny, bardzo uczynny, patrzy, czy aby na pewno dostałem porcję bez koperku! Ładnie mu też w czarnym zestawie. Sączę sobie powoli alkohol. Zostawiam mojemu ulubieńcowi napiwek 20 zł. Moje zamówienie wynosi 80 zł, proszę go o wydanie z 200 zł. Dziękuje mi, a potem, gdy wychodzę, żegna się też i mówi „dziękujemy”, jakby przyjął to na rzecz całej ekipy restauracyjnej.

Nieco zamulony idę jeszcze na drobny spacer i dochodzę do krańca Królowej Jadwigi, czyli zbiegu z niezwykle ruchliwą, jedną z głównych, arterią — Dzieci Zamojszczyzny. Zerkam na szumiącą rzekę, przy mostku. Lekkość, rześkość. Czuć odpoczynek, ale i napięcie, swoistą pustkę. Gdy wracam na Rynek, przy Krowie na Miedzy jest już mniej ludzi. Zwalnia się stoliczek w rogu z idealnym widokiem na ratusz, i przy doniczkach z iglaczkami. W takich okolicznościach piję jeszcze trzeci kieliszek białego wina. Delektuję się chwilą i scenerią. Na ogromnym, przyciemnionym placu nieustający gwar. Zmęczony po całym dniu. Usypia mnie też alkohol. Kładę się spać wcześniej, ok. godz. 23.43 i śpię (twardo, bez budzenia się) 8 godzin!

 

21 września

Otwieram oczy razem z budzikiem, nastawionym na godz. 7.55. Na śniadaniu ok. pół godziny później. Rozmawiam z p. Renią na temat prowiantu. Jest czymś trochę zirytowana. Pyta, czy chciałbym z właścicielem zobaczyć podziemia łaźni żydowskiej („a może pan by chciał”). Dzisiaj postanawiam zrobić luźniejszy dzień, bardziej na starówce. Jest niezwykle ciepło i słonecznie. Najpierw idę do lokalnej księgarni, o której zapomniałem, ale trochę żałuję. Biorę 9 książek i płacę 467 zł za całość. I będę to musiał dźwigać. Pan jest tak szczęśliwy, że oprócz upustu daje mi za złotówkę cztery wpinki, pocztówkę, plus obsypuje mnie kilkoma swoimi wizytówkami. Zanoszę to wszystko do pokoju i wychodzę drugi raz. Idę do sklepu z upominkami i kupuję torbę wielokrotnego użytku z Zamościem (przy okazji, z inspiracji przewodnika [nie]przypadkowej wycieczki, nieświadomego tego impulsu, spoglądam na kulę, która utkwiła w ściance kamieniczki). Potem w innym sklepie, na Rynku, kupuję jeszcze paczkę krówek zamojskich (pytam, ile ich jest, ale pan sprzedający nie wie, tylko że 250), 4 pocztówki, jeden breloczek i jeden kufelek, malutki, z herbem Zamościa. Płacę 48 zł. Też zanoszę do pokoju i z tego wszystkiego zrobiła się już godz. 15.

Zgłodniałem. W Krowie na Miedzy zamawiam upragnioną i upatrzoną Serową Krowę. Na burgerze, niczym korona, posypka z cheetosów i metalowa obręcz. Gdy ją wyjmuję, uwięziony w środku gęsty, serowy sos wlewa się do wnętrza apetycznej bułki. Małe dzieło sztuki. Do tego lemoniada. Pełno ludzi, z trudem i fartem upolowałem stolik. Siedzę w kąciku, bliżej lady, ale i tak rozglądam się dookoła. Niestety chciałem zasiąść w Mazagranie, ale pech chciał, że dzisiaj wyjątkowo mają do 15 (to wówczas kieruję się do Krowy na obiad). Spędzam więc czas w Arabesce, blisko mojego hotelu. Tam biorę americano oraz torcik żydowski. Siedzę ok. godziny (do końca pracy lokalu, czyli do ok. 18) i wypełniam pocztówki: do K., D. oraz I. Wcześniej w pokoju naśliniłem znaczki i przykleiłem do kartek. Na zakończenie kupuję w cukierni własnoręczne wyroby: kolejną paczkę krówek, dwie czekolady z tutejszej manufaktury z (uwielbiam to słowo) liofilizowanymi owocami. Zanoszę znów do pokoju. Wychodzę wrzucić kartki do skrzynki, przy poczcie. Sprawdzam, czy się nie pomyliłem.

Chwila po 18. inicjuję krótki spacer. Zaczyna się powolutku ściemniać. Na początek zaliczam posiadłość Zamojskiego, wraz z pomnikiem (wysyłam m., w końcu). Przy ciemniejącym niebie i wieczornych lampach jeszcze zachodnie punkty: kapliczka i Rolniczak (przy Szczebrzeskiej 86 i 102, mam już kłopoty z identyfikacją tego drugiego). Zachęcony tymi sukcesami postanawiam odhaczyć ostatnią lokalizację z przysposobionej wcześniej mapki (dzięki recepcji w moim hotelu; mają tego mnóstwo), czyli pomnik sowieckich jeńców na ul. Śląskiej. Dochodzę do niego dwoma etapami. Najpierw do skrzyżowania z Krętą (mijam kobietę, błąkającą się po chodniku z telefonem) i cofam się, prawie do ronda. Dopiero na przystanku patrzę dokładniej w mapę (tym razem internetową, bardziej szczegółową) i zdeterminowany decyduję się wrócić. W całkowitej ciemności (nadal jednak palą się lampy, bo to duża i długa ulica, ważna jakoby) i ciszy idę dalej. Za uliczką Michała Wazowskiego, ostatniego przedwojennego burmistrza Zamościa, też zabitego w Rotundzie, w końcu dochodzę do celu. Robię zdjęcia (również po ciemku) i wracam.

Odliczam czas. W drodze powrotnej zauważam, że z Krowy na Miedzy podjeżdża auto z dostawą, do jednego z domów. Żartuję sobie w myślach, że mógłbym (gdybym wykazywał większą bezczelność w życiu) powiedzieć kierowcy, że właśnie zmierzam do ich lokalu, i czy nie mógłby w związku z tym mnie podwieźć. Z ronda wracam ul. Dzieci Zamojszczyzny. Potem skręcam we wczorajszą Królową Jadwigę. Natykam się na jakiegoś sparaliżowanego tudzież niepełnosprawnego, chorego, młodego mężczyznę. (Przyznaję, że ta postać przetrwała do dzisiaj tylko w tym jednym, nieporadnym zdaniu; nie potrafiłbym podać szczegółów na jej temat ani nawet potwierdzić, że użyłem właściwych słów do opisu). Patrzę za nim przez chwilę, jak przystaje co jakiś czas, niepewnie, przechodzi ulicę i skręca w ulicę naprzeciwko, czyli Kopernika. Zastanawiam się, co by było, gdybym zdecydował się podejść i zaproponować pomoc lub zainicjować kurtuazyjną rozmowę.

Powrót zajmuje mi 35 minut (19.55—20.31). Wracam najpierw do hotelu, za potrzebą, potem na Rynek. Przy Krowie na Miedzy już mało osób i tam siedzę jeszcze godzinę, czyli do końca (wychodzę godz. 21.54). Popijam dwa słabe drinki: Hugo i Aperol. Po raz ostatni delektuję się widokiem.

Maciej Kowalski (ur. w 1989 r. w Szczecinie) – doktor nauk humanistycznych, dziennikarz, historyk, nauczyciel. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Szczecińskim. Był związany z Muzeum Narodowym oraz LO im. Sybiraków w SSF. Autor kilkudziesięciu tekstów: artykułów popularnonaukowych, esejów, omówień i opowiadań. Współredaktor i sekretarz serii monograficznej Film. Historia i konteksty. Publikował m.in. w „Polish Biographical Studies” oraz „Szczecińskich Studiach Archiwalno-Historycznych”.

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści