Skip to content

ELŻBIETA OLAK

Otulina

Życie tętniące zaraz pod skórą.
W nocy czuć jak powoli obraca się ziemia,
Księżyc świeżo wypieczony wtacza się ciężko na niebo.
Małe zwierzęta ryją z hałasem w swoich norach,
Przez drzwi zaglądają ciekawie lisy
Wszędzie toczy się spektakl bez ludzkich słów.

Słychać jak trawa ciągle rośnie z cichym pomrukiem.
Kwiaty rozkwitają nagle,
Ledwo tylko odwrócisz wzrok.
Nic tu nie przesłania reszty świata.
Widać z całą ostrością jego strome krawędzie.

Nad łąką duszno od ziół. Pachnie mięta,
Krążą wytrwale świetliki.
Gwiazdy na górze i gwiazdy na dole.
Można by je złapać do słoika i rozświetlić na zawsze ciemność.

Dom oplata niewidzialna nić.
Podczas snu wrasta głęboko w ciało.
Odtąd wszędzie będziesz czuć brak.
Jak zabawka na gumce twoje śmieszne serce
Będzie wracać, nawet odbite daleko.

 

Szczęście

Szczęście w czystej postaci
Mogłoby okazać się nie do zniesienia
Jak idealna symetria twarzy.
Dlatego psujemy je odrobinę każdego dnia.
Udajemy, że nas nie dotyczy.
W zasadzie szukamy, ale pomijając wskazówki.

Być może pełny obraz
Byłby — jak Bóg — nie do pojęcia.
Czyli właściwie bez znaczenia.
Ale mógłby być też oświeceniem
Tak intensywnym, że nie moglibyśmy już dalej żyć,
Popełniając znowu błędy,
Utyskując na niewygody,
Marząc o jakimś lepszym jutrze.

Nic już nie mogłoby być lepsze.

Dlatego nie wierzymy.
Szukamy, pełni niedosytu,
Szarpani tęsknotą.
Wytykamy sobie błędy,
Coś znów niezrozumiałe,
Coś nie do końca jasne.

Zrozumienie, że to właśnie jest to szczęście
Pozostawiłoby nas niezdolnych do ruchu
Z otwartymi ustami jak wioskowi głupcy.
Oślepionych na zawsze.

 

***

Zwilczałam. Głosy mi straszne,
Czuję zapach, który je niesie.
Nie mogę czekać. Stado jest mi potrzebne
Umiarkowanie. Nie dla mnie
Ludzkie przyjemności.
Bardziej wyczuwam, niż widzę.
Kieruję się znakami w ciszy.
Zawracam nagle,
Oni nie wiedzą dlaczego.
Przyczyna jest wewnątrz ciała,
Ono wie lepiej, przede mną.

Czasem biorę udział w ich teatrze.
Uśmiech męczy, wykrzywia pysk.
Grzbiet boli na dłuższą metę
Od ciągłego trzymania pionu.
Potem wracam do siebie.
Tuż nad pachnącą ziemią,
Nisko, bezpiecznie.

 

Rozpacz

Na razie nie ma na to czasu i miejsca.
Do rozpaczy przystąpimy później, należycie przygotowani;
Odłożywszy narzędzia pracy, w odświętnych ubraniach.
Umyjemy dłonie i twarze. Nakarmimy dzieci i zwierzęta,
Złożymy porządnie papiery, zgasimy ogień pod zupą na jutro.

Będzie można zaczynać
Powoli, zostawiając sobie czas na ciąg dalszy.
Cichy jęk przechodzący stopniowo w wycie rannego zwierzęcia,
Zaciskanie dłoni w pięści do pierwszej krwi,
Uderzanie głową w ścianę do utraty przytomności.

Spokojnie.
Zdążymy jeszcze
Utracić siebie z godnością i uśmiechem na zmęczonych twarzach.

 

Eter

Spójrz tylko na fruwające między nami rzeczy.
Wszystkie te książki, liście mięty, słowa wysyłane przez satelity,
Stłumione oddechy wzmacniane mikrofonem telefonu.
Prawdopodobnie też anioły, demony i mocne nici babiego lata
Nie pozwalające odejść zbyt daleko.

Jest ruch w eterze.
No i dobrze, przynajmniej czuję, że na pewno żyję.

Najtrudniejsza jest cisza, przestój, przerwa
Techniczna. Brak oblepia jak kleista maź.
Trudno oddychać w gęstym od niewypowiedzianych słów powietrzu.
Nie myślę spójnie, więdnę uwięziona w tej stopklatce
Jak w dziecięcej grze w króla, który patrzy.
Kto ośmielił się zaczerpnąć tchu.

 

wiersze pochodzą z tomu poetyckiego Elżbiety Olak Otulina [2019]

Elżbieta Olak (ur. w 1971 r. w Tychach) – anglistka; ukończyła filologię angielską na Uniwersytecie Opolskim. Pracuje jako nauczycielka języka angielskiego. Mieszka w Opolu. Wydała tomy poetyckie: Otulina (2019) i W deszczu (2023).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści