Skip to content

BARTŁOMIEJ SZMYTKOWSKI

Las Arenas

Przy sąsiednim stoliku usiadł starszy pan. Zamówił espresso. Założył okulary. I rozłożył gazetę. Ja przegryzłem kolejną oliwkę z anchois. Wziąłem łyk piwa i wróciłem do lektury.

Było wczesne listopadowe popołudnie. Reszta stolików rozstawionych na chodniku przed niewielkim lokalem była pusta. Kelner wrócił z kawą i popielniczką.

Po chwili poczułem zapach palonego tytoniu. Odruchowo spojrzałem znad książki w stronę stolika obok. Popielniczka stała na złożonej gazecie. A staruszek przyglądał się przerzedzonym koronom platanów rosnących wzdłuż ulicy. Gdy spostrzegł mój wzrok, uśmiechnął się i podniósł lekko malutką filiżankę, jakby chciał wznieść toast. Odwzajemniłem uśmiech i powtórzyłem jego gest szklaneczką piwa. Obaj wzięliśmy po łyku.

— ¿Qué libro es ese? — zapytał, wskazując papierosem na okładkę książki.

— Death in the Afternoon, by Hemingway — odpowiedziałem, zgadując, że chodzi o tytuł.

— ¿Cómo?

Włączyłem translator w telefonie.

— Muerte en la tarde, de Hemingway.

Pokiwał głową, że rozumie i zaczął mówić podekscytowany.

— Un momento, señor — dałem mu znak, aby wyhamował.

Wziąłem piwo, miseczkę z oliwkami i książkę, i przysiadłem się do jego stolika. Ponownie włączyłem translator i kliknąłem mikrofon.

— Proszę mówić do telefonu — powiedziałem.

— Por favor, hable por el teléfono — odezwał się głos z translatora.

Nie wiedziałem, czy tłumaczenie było dokładne, ale starzec chyba zrozumiał. Pokiwał głową, wziął ode mnie telefon i wypowiedział nieśmiało pierwsze słowa.

— Widziałeś kiedyś to na żywo? — przetłumaczył translator.

Zaprzeczyłem ruchem głowy, patrząc na okładkę z bykiem na arenie.

— Tutaj tego już nie zobaczysz. Chcieli tego zakazać w całej Katalonii dobrych kilka lat temu. Chyba w 2010. W samym mieście całkowicie zabili tę tradycję.

— A pan chodził na corridę?

— Oczywiście. To część naszej tożsamości. Ale tutaj nam to odebrano.

— Jak to?

— Chodź, pokażę ci, jak teraz wygląda corrida w Barcelonie.

Staruszek zgasił papierosa. Dopił espresso na raz. Wziął gazetę pod pachę i wstał. Na początku myślałem, że translator coś źle przetłumaczył, ale on faktycznie był gotów, aby ze mną gdzieś iść.

Wyzerowałem piwko. Schowałem telefon. Wziąłem książkę. I ruszyliśmy w ciszy chodnikiem. Po jakichś pięciu minutach doszliśmy do wielkiego ronda na Plaça d’Espanya.

— La plaza de toros de Las Arenas — wskazał palcem okrągły ceglany budynek po drugiej stronie ulicy.

Przeszliśmy przez pasy i stanęliśmy u stóp areny. Staruszek zaczął mówić po hiszpańsku.

— Un momento, señor — wyciągnąłem telefon i włączyłem translator.

— W 77. byłem tutaj dwa razy. Dwa ostatnie razy. Raz na corridzie. I raz na koncercie. Paco de Lucía i Carlos Santana przeszli samych siebie. — Zaszkliły mu się oczy, gdy błądził wzrokiem po fasadzie budynku, trzymając telefon przy ustach. — Chodźmy do środka. Zobaczysz prawdziwą katalońską tradycję. — Oddał mi telefon.

Przeszliśmy kilka metrów wzdłuż fasady i weszliśmy do środka.

Spojrzałem na niego z zakłopotaniem.

On tylko smutno pokręcił głową.

Byliśmy w centrum handlowym.

Bartłomiej Szmytkowski (ur. w 1992 r.) — anglista, tłumacz i nauczyciel. Mieszka w Gorzowie Wielkopolskim. Laureat Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Tyrmandki” za wiersz Parujące szkła. Wydał powieść Uresko duga noc (2024).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści