Skip to content
e-eleWator zachodniopomorski miesięcznik literacki

ROQUE DALTON

Piękny jak Salwador

Salwador będzie kiedyś piękny i wyjątkowy,
to będzie dumny kraj, kiedy ci, co pracują,
coś wytwarzają i tworzą, wzbogacą go,
wykąpią, upudrują i wypielęgnują,
kiedy go wyleczą z historycznego kaca
i podejmą wtedy sto razy większy wysiłek,
aby go budować, co sprawi,
że zacznie wreszcie żyć.

Problem
w tym, że aż do dzisiaj Salwador
oferuje tysiąc zachęt i sto tysięcy
niedogodności, nowotwory, odpady,
łupież, brud, ropne rany, złamania,
przetrącone kolana i nieprzyjemny
oddech.

Czy jeśli dostanie do ręki kilka maczet,
to przywróci mu to także poczucie
własnej wartości, terpentynę, penicylinę,
łazienki z prysznicami i wucety z siedziskami,
pocałunki i proch strzelniczy — ?

 

Nowa szkoła

W starożytnej Grecji
Arystoteles nauczał swoich uczniów filozofii,
przechadzając się razem z nimi po ogromnym dziedzińcu.
Z tego powodu jego szkołę nazwano „perypatetyczną”.
Walczący poeci, nie tylko w naszym kraju,
są bardziej perypatetyczni niż arystotelesowscy perypatetycy,
ponieważ uczą się filozofii i poezji od ludzi, których spotykają
podczas każdej podróży
przez miasta i góry ojczystej ziemi.

 

Nie zawsze byłam taka brzydka

Rzecz w tym, Tico, że mam złamany nos, w który Lizano
dowalił mi cegłą, kiedy powiedziałam, że był to ewidentny
faul, a on krzyknął, że nie, nie, nie. Nigdy więcej nie odwrócę
się plecami do gwatemalskiego piłkarza. Ojciec Achaerandio
prawie umarł ze strachu, bo ostatecznie polało się więcej krwi
niż na ołtarzu Azteków, a potem to Quique Soler trafił mnie
kamieniem w prawe oko, najdoskonalszym rzutem, jaki
możesz sobie wyobrazić. To jasne, że próbowaliśmy tylko
odtworzyć lądowanie na Okinawie, ale dostałam wtedy
pęknięcia siatkówki i spędziłam miesiąc przykuta do łóżka,
codziennie o jedenastej miałam wizytę doktora Quevedo
z Gwatemali i doktora Bidforda, który nosił rudą perukę.
Dlatego często mrużę oczy i kiedy wychodzę do kina,
wyglądam jak naćpany narkoman. Drugim powodem jest
uderzenie butelką rumu, którą dał mi w twarz mąż Marii Eleny.
Naprawdę nie miałam na myśli nic złego, ale przecież każdy
mąż jest dla żony całym światem, i jeśli weźmiemy pod uwagę,
że przypuszczał, że jestem argentyńskim dyplomatą, to
musimy podziękować Bogu, że tak to się skończyło. 

Następnym razem, gdy byliśmy w Pradze, czterech rosłych
bandytów napadło na mnie w ciemnej uliczce, dwie przecznice
od Ministerstwa Obrony i cztery przecznice od biur Urzędu
Bezpieczeństwa Narodowego, ale nigdy nie dowiedziałam się,
kto to zrobił. Była to noc poprzedzająca otwarcie Zjazdu Partii,
z tego powodu ktoś powiedział, że ten napad to była demonstracja
antypaństwowa (w szpitalu spotkałam jeszcze dwóch delegatów,
którzy wyszli z tych znakomicie przeprowadzonych ataków
z większą liczbą kości i kończyn niż w dniu narodzin), ktoś
inny sugerował, że to CIA próbuje zemścić się za moją ucieczkę
z więzienia, jeszcze inni byli przykładem antyamerykańskiego
rasizmu i manifestowali coś w rodzaju powszechnego marzenia
o spadku po odnalezionej babci.  

Przed złożeniem oficjalnego protestu do Ministerstwa Spraw
Wewnętrznych, towarzysz Sobolew, w imieniu strony rosyjskiej,
przyszedł mnie zapytać, czy nie uszczypnęłam w tyłek jakiejś
eskortowanej kobiety. W końcu nie znaleziono żadnych tropów
i jeszcze raz musimy podziękować Bogu, że przetrwałam do końca,
jako poszkodowana, podczas śledztwa prowadzonego w ojczyźnie
Franza Kafki. W każdym razie (to jest to, co mnie tutaj najbardziej
interesuje) skutki były takie: podwójne złamanie mojej dolnej szczęki,
ciężkie wstrząśnienie mózgu, półtora miesiąca w szpitalu i jeszcze
dwa miesiące połykania befsztyków w płynie. 

I ostatni raz, to było wtedy, gdy w deszczu schodziłam zboczem
góry z żelazną rurką do bojlera w ręku, kiedy nagle, nie wiadomo
skąd, wyskakuje jurny buhaj. Zaplątałam się po kostki w chwastach
i zaczęłam spadać, buhaj przebiegł obok, ale ponieważ to było
ogromne bydlę, odwrócił się, żeby mnie wykończyć — chociaż
nie było to konieczne, ponieważ, jak mówiłam, upadłam na rurę
— więc nie wiedząc, jak rewolucja w Afryce co jeszcze ma mi
zrobić, zamiast odskoczyć, zaczął wierzgać i tylnymi kopytami
złamał mi łuk jarzmowy (co jest kluczowe ze względu na estetykę
kości policzkowych) na trzy części. To przynajmniej w jakimś
stopniu wyjaśnia problem mojego wyglądu.  

 

Wiersz o miłości

Ci, którzy poszerzyli Kanał Panamski
(nazywany „srebrnym przekrętem” i „złotym przewałem”),
ci, którzy przekopali mierzeje i laguny,
ci, którzy naprawili flotę Pacyfiku w bazach w Kalifornii,
ci, którzy zgnili w więzieniach Gwatemali,
Meksyku, Hondurasu, Nikaragui,
jako złodzieje, przemytnicy, oszuści, żebracy,
którzy zawsze są podejrzani we wszystkim
(„Pozwól mi zabrać cię jako podejrzanego
za podejrzane pętanie się na rogu ulicy
w zabawnej atmosferze wybawienia”),
ci, którzy zapełniali bary i burdele wszystkich portów
i stolice regionu („Błękitna jaskinia”, „Hot Pants”, „Happyland”),
plantatorzy kukurydzy w środku obcych dżungli,
królowie taniego porno,
ci, o których nikt nie wie, skąd pochodzą,
najlepsi rzemieślnicy świata,
ci, których przeszyły kule, gdy przekraczali granicę,
którzy zmarli na malarię,
żółtą febrę lub po użądleniu
skorpiona w piekle plantacji bananów,
pijacy, którzy płakali, śpiewając hymn narodowy
podczas cyklonów na Pacyfiku,
w zamieci północnych śniegów,
włóczędzy, żebracy, handlarze narkotykami,
skurwysyny z guanako,
ci, którzy ledwo wrócili,
ci, którzy mieli trochę więcej szczęścia,
nigdy nie posiadający dokumentów,
włamywacze, naciągacze, szmuglerzy,
zawsze pierwsi, żeby błysnąć nożem,
smutne, bardzo smutne, a najsmutniejsze jest to,
że to moi rodacy, moi bracia,
jak ludzie leśni, którzy zajmują wyobraźnię
mocniej niż anioły, apostołowie
lub święci.  

 

Trzeci wiersz o miłości

Jeśli ktoś powie Ci, że nasza miłość jest niezwykła,
ponieważ narodziła się w nadzwyczajnych okolicznościach,
odpowiedz mu, że teraz staramy się,
aby miłość taka jak nasza —
miłość wśród camaradas w potyczce
i compañeros w bitwie —
stała się jak
najbardziej zwyczajna i swobodna,
zanim nie będzie identyczna
z miłością do Salwadoru.

z hiszpańskiego przełożył Grzegorz Bazylak

Roque Dalton (1935-1975) — salwadorski poeta, eseista, dziennikarz, działacz polityczny, żołnierz. W roku 1955 założył w San Salvador klub literacki Circulo Literario Universitario, w którym gościła większość pisarzy latynoamerykańskich XX wieku. Opublikował piętnaście tomów poetyckich, m.in.: Mía junto a los pájaros (1957, debiut, nagroda literacka Central American Prize of Poetry), La Ventana en el rostro (1961), El Mar (1962 ), El turno del ofendido (1962); zbiory esejów literackich i politycznych m.in.: César Vallejo (1963), Las historias prohibidas del Pulgarcito (1974). Pośmiertnie otrzymał nagrody: „Hijo Meritismo” (2005), „Poeta Meritismo” (2007), a w roku 2012 doktorat honorowy Uniwersytetu Salwadorskiego w San Salvador, który odebrali synowie poety.

Grzegorz Bazylak (ur. w 1953 r. we Wrocławiu) – prof. dr hab. n. farm. inż., autor wielu publikacji naukowo-badawczych i kilku monografii naukowych. Redaktor naczelny czasopisma naukowego „The Open Chemical and Biomedical Methods Journal” (2008-2013), w latach 1998-2002 współpracownik i członek redakcji ogólnopolskich pism społeczno-kulturalnych: „Awers”, „PAL – Przegląd Artystyczno-Literacki” i „Radostowa”. Mieszka w Bydgoszczy. Wiersze, recenzje i eseje publikował w czasopismach: „Akant”, „Akcent”, „eleWator”, „Fraza”, „Gazeta Kulturalna”, „Lamus”, „Metafora”, „Migotania”, „Nowa Okolica Poetów”, „Nowy Napis Co Tydzień”, „Odgłosy”, „Okolice”, „Portret”, „Topos”, „Więź”, „Wyrazy”. Autor zbioru recenzji teatralnych Akcje, zwroty, odsłony. Sezon jubileuszowy Teatru Nowego w Łodzi 1999/2000 (2015), monografii krytyczno-literackiej Faktura czy paragon. O prozie Zbigniewa Wilczyńskiego (1954-2008) i nie tylko (2020) oraz zbiorów wierszy: Dwóch śpiących braci (1974), Za moimi rzekami (1983), Gdańska noc (1998), Dansing Polanica (1999), Wszędzie blisko (2013), Jedna tobie, druga mnie wiersze i komentarze (2014), Rewolwery Poli Negri (2022).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2024 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2024 e-eleWator
all rights reserved

Skip to content