PAWEŁ ALBO POCZYTALION
Grudzień ‘25
1.
Czy znacie takie książki, które budzą uznanie, a zarazem wkurzają strasznie?
Mnie się takie zdarzały. I już wiem, że poznałem kolejną.
To Kairos Jenny Erpenbeck (ur. w 1967 r.), cenionej niemieckiej pisarki, uhonorowana Nagrodą Bookera w roku 2024. Powieść polityczna ubrana w kostium romantycznego melodramatu, a może inaczej — romantyczny melodramat ustrojony w szaty powieści politycznej. Przy czym Booker przypadł autorce za tę politykę raczej niż za love story, choć przyznający nagrodę uważali zapewne, że Erpenbeck udało się pokazać, że to wydarzenia polityczne wpłynęły na miłosną dramę, i to właśnie było w ich przekonaniu główną wartością Kairos.
Tyle że te polekturowe tezy są chyba trochę na wyrost. Jako że książka niemieckiej autorki, od lat ponoć znajdującej się w gronie kandydatek do Nagrody Nobla, choć atrakcyjna przez swoją złożoność i zręczna w przeprowadzaniu dwupłaszczyznowej narracji (cytuję fragment blurba z okładki: Kairos to „opowieść o władzy, złudzeniach i rozpadzie — nie tylko relacji dwojga ludzi, ale też świata, który ich otacza”) wydaje się nieco na siłę skrojona pod ową tezę.
Ale po kolei. Rzecz dzieje się pod koniec lat 80. w NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna), czyli tak zwanym „dedeerze”, bo z tamtejszej perspektywy oficjalna nazwa kraju to DDR (Deutsche Demokratische Republik). A głównymi bohaterami powieści są nastoletnia Katharina, która właśnie skończyła szkołę średnią i szykuje się do dorosłości, oraz starszy od niej znacznie Hans — wzięty pisarz tych socjalistycznych, „wschodnich Niemiec”.
Katharina dopiero planuje swoje życie — chce iść drogą artystyczną, studiować w szkole plastycznej i zostać scenografką teatralną. Hans pisze nową powieść i stara się umocnić swoją pozycję w świecie krajowej literatury. Ona nie poznała jeszcze prawdziwej miłości, on przechodzi kolejny rok małżeńskiego kryzysu. Spotykają się przypadkowo, ale już pierwszego dnia znajomości Amor przeszywa ich serca strzałą. Raniąc oboje tak mocno, że ich nagła miłość — na pozór niemożliwa, a jeśli nawet, to zgodnie z powszechnym przekonaniem niemająca szans na przyszłość — trwa kilka lat. Namiętna, piękna, pełna uniesień. I choć poddawana co jakiś czas ciężkim próbom, jako że oboje — nie widząc dla niej perspektyw — próbują związek zerwać, pokonująca wszelkie przeszkody — czasu i odległości (bywa że mieszkają w innych miastach) oraz praw życia, które każde z nich prowadzi przez te lata osobno.
Powiem od razu. Historia miłosna Kathariny i Hansa — choć w takiej intensywności (nie tylko seksualnej bynajmniej) mało wiarygodna — to proza intrygująca, bogata psychologicznie, prawdziwa w ukazywaniu kolejnych etapów tej relacji. Choć prawdziwsza w wizerunku dziewczyny — skłonnej do egzaltacji, ale dojrzewającej, więc niepewnej swojej emocjonalnej tożsamości i pogubionej, niż w portrecie zakochanego, ale uwikłanego w swą codzienność pięćdziesięciolatka.
Jakiś sztuczny ten Hans, żałosny i śmieszny. Chyba iż przyjmiemy, że celowo tak przez Erpenbeck ukazany. Jako kabotyn właśnie. Co można by uznać za feministyczny punkt widzenia autorki-kobiety. Odnoszę jednak wrażenie, że pisarka nie dlatego kreśli portret Hansa-kabotyna, że jest on mężczyzną, a dlatego, że widzi go jako modelowego przedstawiciela „enerdowskiej” elity intelektualnej. Trochę zaślepionej, trochę zakłamanej. W życiu, twórczości i miłości.
Ale choć sympatią pisarka obdarza swoich bohaterów niezbyt równo, to oddaje im to, co ich — starając się prowadzić opowieść na przemian z dwóch perspektyw, raz oczami Kathariny, raz Hansa. I w tej metodzie czuje się jednak, iż większą sympatię i zrozumienie ma dla niej, mimo że to Katharina nie potrafi wyjaśnić motywów wielu swych decyzji (zwłaszcza zdrady), a Hans — jak to pisarz — analizuje głęboko, często nie bez racji, postępowanie swojej młodej kochanki, jak i własne.
Abstrahując jednak od naiwnych czytelniczych rozważań, kto w tej powieści jest ten dobry, a kto zły, kto zawinił, a kogo skrzywdzono, Jenny Erpenbeck przyznać trzeba, że jest uważną obserwatorką życia uczuciowego, a wobec zachowań obojga kochanków ma wiele empatii; nawet wtedy, gdy zdaje się przyznawać, że i ona sama nie wie, dlaczego postępują tak, a nie inaczej. Wykazuje się tu literacką mądrością, która zakłada między innymi, iż wiele z ludzkich poczynań to tajemnica. Stąd nagle popełniane błędy, ale też najpiękniejsze epizody naszego życia.
Za wątek miłosny wystawić więc można Kairos wysoką notę; zwłaszcza że rzadko dziś pisze się o miłości w ten sposób, ukazując wszystkie drżenia serc między kochankami, a sferę erotycznej intymności łącząc z psychologiczną dociekliwością w ukazywaniu związku ciał i dusz.
Ale tu dochodzimy do innej warstwy powieści.
Sygnalizowanej już wyraźnie tytułem. Bo kairos — słowo z greki — to chwila, w której kształtuje się nasz świat. Moment, którego nie możemy przeoczyć. A Jenny Erpenbeck daje nam wyraźnie do zrozumienia, że chwila ta dotyczy tu nie tylko spotkania Kathariny i Hansa, ale i sytuacji, w jakiej znalazł się ich kraj. Mówiąc nawet mocniej: ojczyzna. Zwłaszcza dla Hansa jest bowiem NRD ojczyzną z prawdziwego zdarzenia; wierzy w jej ideał i na miarę sił stara się jej służyć. Owszem, w finale dowiemy się o nim więcej i zobaczymy, jak bardzo w tej wierze pobłądził, ale to właśnie on czuje się raczej ofiarą niż beneficjentem politycznych przemian w wyniku zjednoczenia Niemiec w roku 1990. Katharina jest na to zbyt młoda, granice runęły, więc i życie stoi przed nią otworem. Dlatego też, choć oboje są sierotami po państwie bezpiecznym, lecz zniewolonym, każde z nich przeżywa narodziny nowego po swojemu. I dlatego ich drogi muszą się rozejść.
Przyjmuję ten koncept, choć wydaje mi się on naciągany. Literacki. Nie winiłbym jednak autorki za jego (nad)użycie. Cóż, licentia poetica.
Gorzej, że w polityczno-społecznej sferze jawi się Kairos — a mam tu na myśli polskiego czytelnika — dość wrednie. Ale przede wszystkim fałszywie. Oto bowiem dojrzewanie Kathariny i Hansa do wolności ukazane jest przez autorkę dziwnie. Niby wiedzą wiele o świecie — zwłaszcza on, jak wynika z wielu szczegółów człowiek dobrze zorientowany w rzeczywistości, poniekąd koniunkturalista — a w zastanawiający sposób nie dostrzegają, że zmienia się on za sprawą tego, co dzieje się bezpośrednio za ich wschodnią granicą. W Polsce. O polskich strajkach (ani tych w roku 1980, ani pod koniec dekady), Okrągłym Stole, wyborach z czerwca 1989 roku, narodzinach wielkiego, ogólnonarodowego ruchu, którym przyglądał się przecież wtedy cały świat — autorka powieści w ogóle nie wspomina. O „Solidarności” nie ma w książce ani słowa! Owszem, mówi się o przemianach na Węgrzech, w Czechosłowacji, w Rosji — a jakże! (Hans był ZSRR zafascynowany całe życie) — nawet w jedyną, wspólną eskapadę wybierają się kochankowie do Moskwy właśnie (!). A co dowiadujemy się z Kairos o Polsce? Hmm, mamy tu w zasadzie tylko wspomnienia Hansa z dzieciństwa, z których wynika, że musiał wraz z rodzicami uciekać z… Poznania (w którym zamieszkał w roku 1939) przed Armią Czerwoną.
Owszem, Erpenbeck ukazuje tęsknotę małego „uchodźcy” z pewną dozą ironii, ale czy bezkrytycznie — nie jestem pewien. Sentyment dla konika na biegunach, którego Hans zostawił w Poznaniu „obcym” ludziom, pachnie mi — bez względu na intencje autorki — bezmyślnym rewizjonizmem Eriki Steinbach.
Owszem, ten punkt widzenia na rok 1989 i 1990 można by uznać za celowy zabieg pisarki, dokumentującej ówczesną świadomości „enerdowców”, w której nie było miejsca na najbliższego sąsiada ze wschodu. Do tego stopnia, że nie ma tu nawet wzmianki o otwarciu polskiej granicy dla obywateli NRD, którzy masowo wyjeżdżali na Zachód przez Polskę właśnie (choć mowa jest o otwarciu dla nich — przez Węgrów — granicy z Austrią). Ale to chyba fałszywe wyjaśnienie. Erpenbeck wielokrotnie przecież „wychodzi z głów” swoich bohaterów, ukazując rzeczywistość z własnej perspektywy, a w tej mierze nie poczuwa się jakoś do tego, by szepnąć czytelnikowi słówko o polskim wkładzie w Jesień Ludów. Dodałoby to bolesnej autentyczności ślepocie na tę kwestię Hansa i Kathariny.
No więc jak miałbym się nie wkurzać na powieść tak dobrą, pełną zrozumienia dla „złej miłości” do NRD — wybaczającej tu nawet donosicielom Stasi, a zarazem tak zakłamaną i nieprzyjazną Polsce, która przecież przyczyniła się swoją sierpniową rewolucją do tego wszystkiego, co wydarzyło się ojczyźnie Kathariny i Hansa, a przez to im samym. Cóż, wkurzam się! Ale Kairos czytałem ze smakiem i uznaniem.
Na koniec ciekawostka: Kairos ukazała się w prozatorskiej serii… „Kairos”, adresowanej — jak podaje wydawca — do czytelników, którzy „chcą zrozumieć ducha naszych czasów”. Ale Poczytalion jest zdania, że najciekawsze jest w tej powieści to, co poza duchem czasów, bo ponadczasowe. Czyli wieczna, lecz… śmiertelna miłość.
[Jenny Erpenbeck, Kairos, Znak Litera nova, Kraków 2025]
2.
Gatunek SF dawno już pożarły wszelkiej maści kosmiczne potwory i to one zdominowały narracje fantastyki zwanej naukową. Przy wielkiej pomocy filmu zresztą, który tak efektownie straszył „alienami” różnych generacji, że książki nie miały z nim wielkich szans. Na szczęście w porę pojawiła się AI, która przydała gatunkowi blasku i rozumu. Literatura SF, kino zresztą też, zaczęła się zajmować sprawami z pogranicza filozofii poznania, tożsamością człowieka jako gatunku postawionego wobec sił sztucznej inteligencji, która zmierza do opanowania świata.
Oczywiście, Stanisław Lem czy Philip K. Dick wyprzedzili dzisiejsze rozpoznania i niepokoje o dekady, podobnie jak Stanley Kubrick, który 2001: Odyseją kosmiczną zainaugurował ów trend w kinie. Ale i niektóre współczesne dzieła, podejmujące temat nowej pozycji człowieka wobec wyzwań kosmosu, nie są już tylko opowieścią o problemach z jego podbojem. A że podejmują go w formie tyleż nowej, bogatszej o doświadczenia współczesności, nawet takie czytadło jak Upgrade. Wyższy poziom Blake’a Croucha uznać wypada za książkę wartościową i godną polecenia.
Piszę „nawet takie”, bo nowa powieść autora takich bestsellerów jak Mroczna materia (ekranizowana jako serial) czy Rekursja nie udaje przesadnie, że służyć ma czemuś innemu niż rozrywka. A jednak nie tylko jej dostarcza czytelnikowi. Jest wprawdzie napisana bezstylowo i nie ma w sobie literackiej głębi, ale bardzo sprawnie; jest też niezwykle dopracowana merytorycznie. W każdym detalu znać wiedzę autora, piszącego swobodnie i ze znajomością rzeczy o medycynie i biochemii, ekologii i ewolucji, demografii czy militariach — przez co ma się wrażenie obcowania nie tyle z „F”, ile z „S” (że odwołam się do skrótu SF), a nad całością unosi się duch oświeconej humanistyki. Jest pod tym względem prozą zgoła filozoficzną, podejmującą odwieczny temat perspektyw i granic człowieczeństwa. Stawia pytania o naturę oraz bezpieczeństwo człowieka i ludzkości w ogóle, w sytuacji, gdy najgroźniejszym potworem, mogącym ją zniszczyć, i to już niebawem, jest ona sama.
Główny bohater, Logan Ramsay, to człowiek inteligentny, ale żaden geniusz, choć wywodzący się z rodziny obdarzonej geniuszem — jego matka była słynną genetyczką. Żyje sobie Logan zwyczajnie, rodzinnie, póki nie stanie się ofiarą pewnego eksperymentu (jego genom „ulepszono” tak, iż czyni go to swego rodzaju nadczłowiekiem), będącego częścią eksperymentu globalnego, który ma ocalić ludzkość, ale kosztem śmierci miliarda ludzi. Zmusza to Logana do podjęcia działań… wbrew sobie. Bo na jego drodze stanie jego własna rodzina. Matka i siostra.
Czy uda mu się przeciwstawić zaplanowanemu przez nie „ulepszaniu” świata? I co będzie musiał poświęcić, żeby ludzkość — taka, jaka jest, czyli niedoskonała, chora, skazana na wszystkie pisane jej katastrofy — przetrwała? Ocalając istotę człowieczeństwa i człowieka — istoty niedoskonałej, błądzącej, lecz wrażliwej, myślącej nie tylko o sobie, altruistycznej i empatycznej.
Upgrade. Wyższy poziom opowiada o tym z filmowym rozmachem. A choć zgromadzone w niej, typowe dla thrillera SF motywy (spiski, śledztwa, pościgi, plus samotność bohatera, od którego zależy los świata) nie są zbyt oryginalne, zaś dynamiczna akcja finału powieści zaciera sens wcześniejszych rozważań i dylematów, realizm dystopijnego opisu rzeczywistości (nasilające się pandemie i kataklizmy żywiołowe — tu: powódź zatapiająca Nowy Jork) oraz skala podjętego problemu sprawiają, że emocje przy lekturze nie są zwykłym kibicowaniem dobru walczącemu ze złem, ale i okazją do głębszej refleksji nad kondycją świata.
Choć nie da się ukryć, że Blake Crouch wpada czasem w poślizg; nie tyle ponosi go wtedy wyobraźnia, ile niezbyt ją kontroluje. Na przykład podróż głównego bohatera przez Stany Zjednoczone arcyszybką koleją — a raczej pojazdem, który ją zastąpił — sprawia wrażenie wymyślonej, by tak rzec, nierównomiernie.
Kabina-kapsuła, którą Logan Ramsay jedzie, osiąga prędkość 1200 km na godzinę (!), tymczasem on sam, siedząc w tymże pojeździe, porozumiewa się ze światem za pomocą komórkowego telefonu, i to… esemesem! No, przepraszam, tu kosmiczna luxtorpeda, a tam komórka z klawiaturką do pikania?! To już dla doby masowej zmiany genów i kursowania pociągów z prędkością bliską światła nie można było wymyślić lepszego komunikatora niż jakiś smartfon wyższej generacji?!
I jeszcze taki drobiazg (choć ten akurat nie jest wynikiem omyłki, a wskazuje na czas, w którym powieść powstała): oto nadczłowiek Ramsay porusza się po zatopionym Nowym Jorku, mając za drogowskaz… wieże WTC!
[Blake Crouch, Upgrade. Wyższy poziom, Zysk i S-ka, Warszawa 2024]
Paweł Albo Poczytalion (ur. w 1965 r. w przysiółku Szczecin Dąbiego) — z wykształcenia ornitolog. Mieszał w Kantucky i Bismarck (Niemcy), dziś: Niezbyt Dobra koło Szczecina. Miłośnik starej Broni (imię psa, dokładniej: suki). Publikował w prasie krajowej, polonijnej, milenijnej i codziennej („Głos Louisville”, „Głos Pomorze”, „Kurier Szczeciny”), magazynach poświęconych niezdrowemu żywieniu („Piwariat”) i pismach literackich (m.in.: „Czas Chałtury”, „Nestor”, „Wsypa”, „Faza”, „Kwartalnik Artystyczno-Krytykancki”). Wydał m.in. wiersze i epitety Życie skocznikiem (2007), powieść ontologiczną Wandalizm. Motyw kobiecego samobójstwa w poezji współczesnej (2013) oraz wszystkie oszczędności z konta dolarowego w PKO S.A.
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2025 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2025 e-eleWator
all rights reserved