Skip to content

IGOR FRENDER

Zabawki

(Półmrok. Kropi deszcz. JAN i BASIA siedzą przy szeroko otwartym oknie. Na parapecie stoi paprotka i pełna niedopałków popielniczka. Słychać odległe cykanie świerszczy, przerywane stukaniem kropli o blaszany parapet)

JAN: Mucha, weź, weź tego papierosa.

BASIA (z lekkim zrezygnowaniem): No dobrze, dobrze, gaszę już. Podaj popielniczkę.

JAN: Stoi koło paprotki.

(BASIA zgniata papierosa, patrząc w okno)

JAN: I co? Coś się działo?

BASIA: Nic, cisza. Patrzę i cały czas cisza. Zaczęło kropić.

JAN (opierając łokcie o parapet): To może nie ma sensu tu siedzieć. Przy tym oknie. Chodź, obejrzymy jakiś film. Nie?

BASIA: Będę czekać. Zaraz przestanie padać i zobaczysz.

(chwila milczenia. Krople uderzają o parapet)

JAN: Nic nie zobaczysz, mówię ci, nie dzisiaj.

BASIA: Ale kiedy mówiła, że ma być? Dzisiaj wieczorem, jak się ściemni? A już jest dwudziesta druga, zobacz. Pojawiły się pierwsze gwiazdy.

JAN (z niedowierzaniem, szukając czegoś po kieszeniach): Nie no, ja w to nie wierzę, tam… To jest jakiś… Nie no, to jest nieprawdziwe, bez sensu. Daj spokój, no. Gdzie masz papierosy? Też zapalę.

BASIA: Ale ja zgasiłam. A ty cały czas: nie, nie, nie…

JAN: Daj, zapalę.

(JAN wstaje, zapala lampkę przy stole, wraca do okna, chichocze nerwowo)

JAN: Zapalone.

BASIA: Zgaś, bo gorzej widać… O! Zobacz! Jest! No zgaś!

(BASIA podrywa się, patrzy w mrok. JAN szybko gasi lampkę)

JAN: Gdzie?

BASIA: No tam! Idzie, między drzewami.

(zza ciemnych pni wyłania się postać. Przemyka w półmroku)

JAN: No faktycznie. Listonosz. (po cichu, z triumfem) Miałaś rację. To jest listonosz.

(BASIA uśmiecha się ironicznie. Deszcz ustaje)

BASIA: No a jak, jeśli nie tak!

(w tle ciche cykanie świerszczy, narastające wraz z pauzami)

JAN: Co on robi o tej porze?

BASIA: Jak to, co? Janku, roznosi listy.

JAN: Ale jak, tak w nocy? Nie no, nie.

BASIA: No właśnie, to twoje „nie, no nie”. Uwierz. Zobacz. Idzie?

JAN: No idzie.

BASIA: Listonosz?

JAN: No listonosz.

BASIA: Dobrze widać. Księżyc jest prawie zielony.

JAN: Co? Księżyc jest zielony? Nie. No nie. Jest jasny. Żółty.

BASIA: Niech będzie żółtozielony. Dobrze?

JAN: Niech będzie. Najważniejsze, że dobrze widać. Nie?

BASIA: O, popatrz. Skręca. Pewnie idzie do sąsiada.

JAN: Ale ich tam już nie ma. Wyprowadzili się.

BASIA: Skąd wiesz?

JAN: No słyszałem. Ciemno u nich.

BASIA: Dziwna sprawa, powiem ci. Tak nagle? Wyprowadzili się?

JAN: O, widzisz. Życie zaskakuje.

BASIA: No. Niech ci będzie.

(nagle słychać szmer i pojedyncze szczeknięcia psa)

BASIA: O! O! Patrz! Teraz idzie ksiądz.

(ksiądz idzie wolniej od listonosza, szura nogami, wygląda dziwnie)

JAN: Nie no… nie wierzę. Ksiądz. Co tu się dzieje? Co tu się w ogóle dzieje? Dziwne, nie?

BASIA: Wcale nie, znaczy tak. Choć jego jeszcze rozumiem, może idzie gdzieś tam, do kogoś. Z modlitwą. Ważna sprawa.

JAN: Właśnie. To wszystko jest takie dziwne. Listonosz, ksiądz… a kto będzie następny?

BASIA: Tego nie wiem. Nie powiedziała mi.

JAN: Gruby ten ksiądz. Zobacz, ledwo idzie. Zaraz pęknie.

(krótki śmiech)

BASIA: Cicho, bo dzieci obudzisz!

JAN: A skąd wiesz, że śpią? Co? Nie wydaje mi się.

BASIA: Wyłącz w sobie to ciągłe „nie”! I nalej mi wody. Tak?

JAN: Tak. Z cukrem?

BASIA: Przestań. Daj tę wodę.

(BASIA pije. Chwila napięcia)

JAN: Nie no, nie wyrobię… a ten co tu robi? Widzisz, Mucha?!

BASIA (odkłada szklankę): Kurczę… żołnierz!

JAN: Z karabinem. Trochę strasznie się robi. Nie? Chyba sobie piwo otworzę!

BASIA: Po wczorajszym balowaniu? Nawet nie chcę tego widzieć! Popatrz, stanął. Macha do mnie ręką.

JAN: To mu odmachnij!

BASIA: Poszedł sobie.

JAN: A kto ci powiedział o tych dziwnych nocnych spacerach?

BASIA: Krycha. Sama widziała.

JAN: No tak, ta to nie ma co robić i całe dnie i noce siedzi w oknie, stara jest!

BASIA: A co ma robić? Nikt jej nie odwiedza, ja czasami wpadnę i z nią pogadam.

JAN: Chyba monologu wysłuchujesz, tych jej mądrości życiowych.

BASIA: A daj spokój, biedna kobieta… ale na swój sposób ją lubię.

JAN: Dokąd poszedł ten wojak?

BASIA: Zniknął za rogiem, ale cudowna cisza…

JAN: Tak. I te świerszcze. Nie zauważyłem, jak poszedł.

BASIA: Nie dziwię się! Nie jesteś specjalnie spostrzegawczy.

JAN: Nie, wcale nie. Jak na czymś mi zależy, to widzę i wiem.

BASIA: Ostatnio na niewielu rzeczach i osobach ci zależy. Nawet nie odwiedzasz matki.

JAN: Nie odwiedzam, bo nie mam czasu. (pauza) O, kurczę… nie no, nie wyrobię. Znowu ktoś idzie z tego lasu.

(podchodzi do lodówki)

BASIA: Z tym piwkiem to sobie daj spokój! Kto to może być? Chłopiec?

JAN: Dobrze, piwka dzisiaj nie! Wygląda mi na… nie no, to nie może być!

BASIA: Wygląda jak zabawka. Wielka zabawka!

JAN: Nie wiem… jakiś dziwny. Porusza się też dziwnie. Tak szczerze mówiąc, trudno stwierdzić, o co tu chodzi. Nie rozumiem tego. Najpierw listonosz. Potem ksiądz. Następnie żołnierz. Teraz jakiś chłopiec.

BASIA: No o tym mówiła właśnie Kryśka. Ale ostatnio jej nie widziałam. Zresztą, zauważyłeś? Coraz więcej ludzi wyprowadziło się z tego domu. Nie wiem… chyba jesteśmy tu już ostatnią rodziną.

JAN: Nie przesadzaj. Chociaż… rzadko… trudno stwierdzić. Nie widuję w ogóle naszych sąsiadów.

BASIA: Nie zastanawia cię to? Bo mnie tak.

JAN: A mnie niespecjalnie.

(w tym momencie wyraźne skrzypnięcie drzwi. W progu pojawia się mały, jedenastoletni chłopiec, trzymający pudełko)

BASIA: Dlaczego nie śpisz? Marcinku, co to jest? Już powinieneś dawno spać.

JAN: A co z Kasią? Śpi?

CHŁOPIEC: Tak, tak, ona śpi. A ja nie mogę spać, mamuś. No nie mogę. Nie wiem dlaczego. Nie mogę… po prostu nie mogę spać.

BASIA (pochylając się): A co masz w tym pudełku?

CHŁOPIEC: Zabawki.

JAN: Jakie zabawki?

CHŁOPIEC: Takie, tatusiu… wydrukowały się.

BASIA (zdziwiona): Wydrukowały się?

(CHŁOPIEC otwiera pudełko i wyciąga małe figurki)

CHŁOPIEC: Tu mam listonosza. Tu mam księdza. Tu mam żołnierzyka. A to ja! (zawiesza głos) I brakuje mi… mamy i taty. Czyli was. No i pieska.

(w oddali narasta szczekanie psa)

Igor Frender (ur. w 1974 r.) — pisarz. Absolwent Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu na kierunku Techniki Dentystyczne oraz Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Śląskiego. Doktor nauk medycznych. Mieszka w Poznaniu. Publikował m.in. w: „Akancie”, „LiryDram” „Odrze”, i „Podglądzie”. Wydał tom wierszy Idziemy, jest stromo (2023), powieści groteskowo-kryminalne: Człowiek Jatka (2018), Mordercza proteza (2020), Upiór w masce (2022), dramaty: Jak obalić człowieka (2023), Jak wskrzesić człowieka (2024), Stosunek nietowarzyski (2024). Na podstawie dwóch dramatów powstały słuchowiska.

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści