MACIEJ KOWALSKI
wycinki dziennika. 5 [Przemyśl 2024, cd.]
3 lipca
Budzę się, razem z budzikiem, który nastawiłem na godz. 7.45. Ale śpię dalej, do ok. godz. 9.28. Mam intensywny sen, realną wizję, niemal odczuwalną, w której zostaję gdzieś zatrudniony, chyba w archiwum, i siedzę zamknięty w pokoju/magazynie, nic nie robiąc, bo nie mam motywacji. Patrzę tylko przed siebie. Potem słyszalny czyjś głos (może S.), że nie przepracowałem ani jednego dnia i G. wściekły musiał mnie zwolnić. Na śniadanie jem parówki dziecięce, które kupiłem wczoraj w Żabce, podczas deszczu. Szybko, bo jestem głodny turystycznego spaceru. Przechodzę na początek Mostem Orląt Przemyskich, na lewy brzeg i w ulicę 3 Maja. Idę zobaczyć Cerkiew Bazylianów. Następnie idę ulicą św. Jana Nepomucena do jego pomnika, na styku z ulicą Glazera, a następnie do Sanktuarium św. Józefa. Zauważam, na Lelewela, budynek archiwum (wpadłem na niego, oglądając przewodnik). Dla żartu wysyłam B. zdjęcie z dowcipnym komentarzem. Następnie idę 29 Listopada, obok Klubu Garnizonowego, w kierunku podstawówki nr 14, ze schronem (na Borelowskiego). Znów na prawym brzegu, idę ul. ul. Bohaterów Getta i Wincentego Pola, do Ronda Kresowian. Potem ul. Zana. Przechodzę przez wiadukt Rudolfa Weigla, skręcam w Siemiradzkiego (na styku z Mickiewicza). Poruszam się w miarę swobodnie. Nie mam zbyt dużych kłopotów. To stosunkowo małe miasto. Dzisiaj cały dzień ciepło! Ani kropelki. Siemiradzkim dochodzę do ul. Dworskiego. Idę nią do końca. Jakiś kilkuletni chłopczyk, w szarej koszuli i ciemnych szortach, zamiata chodnik z liści, ubogą miotłą. Bardzo pieczołowicie i z poświęceniem, godnym odnotowania. Obok dawnego dworca kolejowego, idę ul. Nestora, do zamku Lubomirskich. Tam robię parę zdjęć. To okazałe miejsce. Teraz należy do Akademii Nauk Stosowanych. Ładny park, w pobliżu także jeziora. Potem ulicą Bakończycką w górę, w kierunku Bramy Przemyskiej oraz ul. Słowackiego, wracam. Natykam się na drogowskaz, kierujący w stronę Fortu Bakończyce. Idę kawałek trawiastą dróżką, między ogródkami działkowymi, ale gubię trop i zawracam. Ok. 6 godzin spaceru. Na obiad duży burger Mexico z frytkami belgijskimi, w lokalu na ul. Franciszkańskiej, pod jakże brzmiącą nazwą DawajTu. Płacę 37,90 zł. Godz. 16.34. Potem spaceruję trochę z drugiej strony: Pomnik Zesłańców Sybiru, Bunkier Mołotowa, Brama Dobromilska, potem Parkową, Willa Matejki, trasa zamkowa, Pomnik Kościuszki, budynek Wydziału Teologicznego, niezwykle osobliwy, sam zamek. Dzisiaj wysyłam trochę fotek. Siedzę jeszcze na tarasie Kawiarni Il Fiore, przy ul. Kazimierza Wielkiego. Herbata i kawałek tarty. Patrzę na życie: ulicy i ludzi. Płacę za całość 27,50 zł. Korzystam też z toalety, która zwyczajowo jest płatna, ale nie dla klientów. Godz. 17.48. Na koniec forsuję jeszcze wzgórze, ale dochodzę tylko do Krzyża Poświęcenia. Wieczorem w Wiśniowym Love, który jest imitacją Pijanej Wiśni. Obsługuje sympatyczny chłopak, przy kości i z brodą. Zapięty pod czarny, wiśniowy krawat. 1-100 (godz. 20.35, 12 zł), 2-200 (godz. 20.48, 24 zł), 3-200 (godz. 21.14), 4-100 (godz. 21.43), 5-200 (godz. 22.06), 6-200 (godz. 22.54). Słucham wywodu J. przez telefon, dlaczego jego zdaniem wygra Trump, a nie Biden. Zajmuje to ponad 2 h i 40 min. Spoglądam na niewielki ruch na ulicy i powoli zmierzchające niebo. Obserwuję przechodzących. W ogóle Przemyśl to miasto, gdzie jest mało ludzi, w tym turystów. Po przedostatniej nalewce, już wstawiony i z J. przy uchu, idę jeszcze do Żabki. Kupuję paczkę wafli kukurydzianych o smaku pizzy i wodę, cały czas słuchając. Płacę 7,89 zł. Godz. 22.51. Pytam po powrocie, czy jeszcze mogę jednego. Dostaję. Wracam chyba jakoś po 23. Od razu padam na łóżko, nawet nie zdejmując spodni. Jest po północy, a otwieram oczy o godz. 6.44.
4 lipca
Leżę jeszcze do ok. 8. Nie odczuwam picia. Spokojnie, rozluźniam się coraz bardziej podczas tego pobytu. Dzisiaj idę na śniadanie aż do Perły Przemyśla na dworcu i jem zestaw z tostami. Cztery, opiekane, z rozciągającym się serem, razem z dodawaną surówką. Smakują wspaniale. Do tego czajniczek herbaty. Płacę 28 zł. Godz. 10.33. Siedzę na zamkniętym częściowo tarasie. Wyglądam na zewnątrz. Dzwoni K. Myślał, że już przyjechałem, coś mu się pomyliło. Dostał też stypendium lanckorońskie i w lutym przyszłego roku wyjeżdża do Londynu. Po nieśpiesznie spożytym śniadaniu wychodzę i kieruję się na pocztę, przy ul. Mickiewicza. Opuszczając restaurację, w zaułku wolontariuszy, widzę miejsce pamięci, poświęcone Damianowi Sobólowi, temu, którego Żydzi zamordowali w Gazie. Przewieszona polska flaga, parę wstęg, w tym czarna, bukiet kwiatów, znicze (puste, na jednym wizerunek orła, biało-czerwone tło). Na poczcie przeglądam książki. Zaciekawia mnie zwłaszcza ta o dzieciach. Pytam pani w kasie, po lewej, ile ona kosztuje. Droga. Bardzo miła pani, zagaduje mnie. Ma dłuższe, ciemne włosy, okulary w czarnych oprawkach i pogodną, ledwie tylko zmarszczoną twarz, ciepłe spojrzenie. Stwierdza, że pan chyba nie mieszka w Przemyślu. Zastanawiam się, po czym poznać. To widać, odpowiada mądrze. Daje mi sześć znaczków z wizerunkami Polaków ratujących Żydów w czasie wojny. Książkę jeszcze może u niej kupię. Mówi też, że ona sama kupiła ją siostrzeńcowi ostatnio. Poczytuje też Biblię, ale ponoć nie zgadza się trochę z tym, co mówi ksiądz i pyta matki, czy kupiła dobre tłumaczenie. Zaśmiewa się na wspomnienie tego. Zanoszę znaczki do pokoju. Potem siedzę przy domowego wypieku szarlotce oraz filiżance herbaty w Małej Czarnej, przy Kazimierzu Wielkim i ogarniam dzisiejszy pomysł na spacer. Płacę 22,40 zł. Godz. 11.54. Decyduję się na dalszą penetrację miasta. Trasa: Most Orląt Przemyskich — Pomnik (bardzo ładny, z młodzieńcem patrzącym w dal) — Wybrzeże Jana Pawła II — Ryś, przed Związkiem Łowieckim — ul. Rzeczna — Grunwaldzka (generalnie patrzę, jak wyglądają miasto i ulice) — Salezjańska — Biskupa Glazera (tu wyraźnie pod górę, osiedle zielone, ciche, bloki żółtawe, wyglądające na swoje lata, czuć trochę Peerelem) — Bolesława Śmiałego (mijam cmentarze i krzyż) — Zawiszy Czarnego — Paderewskiego — Lelewela (tutaj kupuję małą Muszyniankę w ABC na rogu, pragnienie, płacę 2,39 zł, godz. 14.24) — 3 Maja (waham się, gdzie zjeść obiad, bo zgłodniałem, widzę jakiś katolicki bar mleczny, ale zjadam trochę dalej, w Barze Słoik: ogórkową, schabowego z ziemniakami i surówką, mizerią i marchewką; nie wygląda to źle, pani sympatyczna, talerze i sztućce plastikowe, płacę 39,50 zł, godz. 15.05) — Most Orląt Przemyskich (na chwilę zachodzę do księgarni, po drugiej stronie, kupić przewodnik po Przemyślu) — kontynuuję spacer — Wybrzeże 22 Stycznia (tutaj odpoczywam na ławeczce) — Klasztorna — Pl. Konstytucji 3 Maja — Wybrzeże 22 Stycznia (przechodzę obok Stadionu Czuwaj) — Borelowskiego — Wybrzeże Marszałka Focha — Brata Alberta — Rogozińskiego (odpoczywam na przystanku i robię zdjęcie upiornego, opuszczonego, starego szpitala) — Ogrodnicza — Niemcewicza — Kosynierów — Krasińskiego — Borelowskiego — Bohaterów Getta — Kopernika — Rondo Ofiar Wołynia — Kopernika — Bohaterów Getta — Konopnickiej — Kokosza (dochodzę do kresu, chcąc zlokalizować wskazany na mapie bunkier, ale chyba nie mogę go zidentyfikować; jakiś mały chłopaczek mówi mi „dzień dobry”, odpowiadam mu, pochylając lekko głowę, dzieje się to przy ostatnim domu, na końcu ulicy, malec wyniósł piłkę i rower poza posesję, na drogę) — św. Andrzeja Boboli — Aleja Solidarności — Wilczańska — Koszykowa — Szańcowa (zdjęcia dwóch bunkrów, jeden w sąsiedztwie prywatnej posesji, drugi — Cerkwi Zaśnięcia Marii Panny, teraz opuszczonej) — Rondo Kresowian (tuż przed rondem zaczyna już padać, więc chwilę stoję pod wiaduktem, a potem przenoszę się na przystanek, pada mocno, mocniej, nieco zmokłem, nadjeżdżają dwa autobusy, ale nie decyduję się wsiąść, tylko siedzę na ławce pod wiatą, jest po godz. 18 parę minut, gdy ustaje, idę dalej) — Zana — Mickiewicza (po małej przerwie znowu zaczyna padać, więc chronię się na kolejnym przystanku, czekam razem z jakimś młodym, pulchnym chłopakiem, który nadjechał rowerem, rozsiadł się i włączył coś na telefonie). Dochodzę Mickiewiczem do Placu na Bramie. Zasiadam do późnej kolacji, w pizzerii Mamma Mia, na Franciszkańskiej. Biorę pizzę Corridę oraz herbatę firmową (podawaną w dużym, szklanym kubku z mnóstwem pomarańczy i tego typu rzeczy). Płacę 54 zł. Godz. 20.01. Przez resztę wieczoru pada już nieustannie, więc spędzam czas w pokoju hostelowym, uzupełniając dziennik. Idę spać w okolicach godz. 1.55.
5 lipca
Dzisiaj podobnie, budzę się po godz. 6, a potem jakoś po godz. 8. Znów idę na śniadanie do Perły Przemyśla. Wszystko to samo, co wczoraj. Z tym, że tosty mniej mi smakują, ale za to kelnerem jest młody, przystojny chłopak, krótko przystrzyżone, czarne włosy. Uśmiecham się do niego zalotnie (przynajmniej w moim mniemaniu). On też odwzajemnia uśmiechy. 28 zł, jest godz. 10.57. Coffee To4ka — kameralnie, wszystko robię sam. Trochę czasu zajmuje mi napisanie pocztówek do każdej osoby. Coś charakterystycznego. To nie jest wcale takie proste. Robię zdjęcie wyprężonemu Krystynowi Szykowskiemu. Dzisiaj ponawiam próbę wejścia na kopiec. Przed południem lekko padało, ale potem cały czas słońce. Udało się! I ze szczytu. Szybko, do najbliższego lokalu (za potrzebą)! Panorama (ul. Przemysława): herbata 7 zł. Godz. 14.46. Pobieżnie: zabytkowy zespół cmentarzy wojennych dawnej twierdzy. Pozostałości murów miejskich plus budynek szpitalny. I to wrażenie: że zaraz stracę równowagę, razem z nim, i spadnę z krzywizny. Restauracja Dominikańska, na Placu Dominikańskim: biorę kotlet dominikański oraz sok pomarańczowy. Płacę 58 zł. Godz. 17.57. Idę znów na pocztę. Książka kosztuje mnie 79 zł. Jest godz. 19.20.55. Karafka wody w Małej Czarnej: 11,50 zł, godz. 20.43. Wiśniowe Love: dwie 200 ml (godz. 21.17 oraz 21.57). Kłopoty z zapamiętywaniem i zapisywaniem. Gdy nie ma hierarchii, wszystko jest istotne.
6 lipca
Śniadanie na świeżym powietrzu. Z widokiem na ulicę, ubitą przed wiekami. Jajka sadzone z plastrami boczku, ogórka, pomidora. Obok gości pieczywo. Herbata. Potem przenoszę się na rynek. Bardzo ciepło i słonecznie. W lokalu na rogu popijam sok świeżo wyciskany i szlifuję treść ostatnich pocztówek. Spoglądam na młodego, ładnego baristę, za ladą. Zaburzają mi ten obraz kręcące się nieustannie kobiety — jego ruchliwość także. Przedpołudniowy ruch tutaj narasta. Ostatnia wycieczka. Spacer ul. Grochowską, pod górę. Na początku tej trasy spotykam panią — wędrowczynię. Pyta mnie o drobnostkę topograficzną. Naprowadzam ją. Wywiązuje się okolicznościówka. Idziemy chwilę razem. Jest bardzo miła i otwarta. Zdąża mi opowiedzieć pokrótce swój los. Szczególnie przeprowadzkę do tego miasta, ze Śląska. Gdy dochodzimy do asfaltu, ona skręca w prawo (w stronę krzyża), wyrażając nadzieję, że może jeszcze się zobaczymy (dzień długi), a ja idę dalej, kocimi łbami. Do Zielonki. To mało zaludniona, peryferyjna część miasta. Same gospodarstwa. Cicho, bezwietrznie. Dochodzę do pętli i ul. Ludwika Pasteura, który wynalazł szczepionkę. Skręcam w dół, w Kruhelską. Ostro w dół. Można dostać lęku wysokości. Po pewnym czasie, na lewo, wyłania się ustronna, utulona w ciszy świątynia. Trochę podziwiam Kościółek św. Wojciecha, wraz z wiernie trwającym przy nim cmentarzykiem. Znów na rynku. Studiuję wystawę poświęconą Podkarpackiemu Szlakowi Filmowemu. Dzieła i miejsca. Każdy twórca szuka inspiracji gdzie indziej. Zdążam na wyszukiwany, od samego początku podróży, Pomnik Kapitana Jaskuły, na upamiętnienie. Obiad przy wieży zegarowej, z widokiem na placyk. Później ostatnia z ostatnich część spaceru. Robię zdjęcia archaicznej synagogi. Dochodzę do Izydory Kossowskiej. Flanuję między uliczkami. Mam czas jeszcze wypić herbatę przed wyjazdem, na tarasie PP.
Maciej Kowalski (ur. w 1989 r. w Szczecinie) – doktor nauk humanistycznych, dziennikarz, historyk, nauczyciel. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Szczecińskim. Był związany z Muzeum Narodowym oraz LO im. Sybiraków w SSF. Autor kilkudziesięciu tekstów: artykułów popularnonaukowych, esejów, omówień i opowiadań. Współredaktor i sekretarz serii monograficznej Film. Historia i konteksty. Publikował m.in. w „Polish Biographical Studies” oraz „Szczecińskich Studiach Archiwalno-Historycznych”.
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved