Skip to content

PAWEŁ NOWAKOWSKI

WPW2

Wszyscy przeciwko wszystkim. Tutaj, tam, w Las Tricko.

Stary Ijon Tichy, już niezwielokrotniony, a cichy, już bez teorii i teodycei Ryszarda Świńtucha, a z kukłą u nogiszcza, bez prawego oka, a z oknem i okoniem, bez sygnetu damskiego z błękitnopłetwym spinelem wpadającym do ucha jak hit Bo do merengue trzeba wzbudzenia plazmonicznego w czasie i na patelni zespołu Patelnia Nebfawre, a z gołębią obrączką na paluchu, bił się na okolicznościowe pięciozłotówki z bananami na rewersie ze Stasiem Tarkowskim, gdy ten w przerwach molestowania Petroneli śpiącej na poetrorenminbiach, gdzieś w głębi antarktycznego karawanseraju dla ubogich lub zarażonych groźnymi jak Iwan chorobami prowadzącymi na wschód, wydłubywał z termitierów co lepsze i smaczniejsze larwiszcza, te bardziej brązowe niż żółte. W ruchu były nie tylko kioski czy prostopadłościenne orkiestrowe talerze z karkołomnionu, ale też nanoszczypce z atlantyckiego alabastonronu i alladyniowskie beniowskwarki niestymetrycze z przełęczy racjonalności i ładu. Mężczyźni, którym wydawało się, że pojęli utrapienie nadfioletu przy wpadaniu w podzieleń, w efekcie chemicznego zbażancienia, dla współwięźniów w Tworakach byli szpetną trupą minstreli z pasztetem w mózgach zamiast w dwunastnicy. Śmiechu było wielgachnie dużościowo, jak psów w wylęgarniach, zaś chuda tłuszcza przewracała się radośnie, rozbijając nosy, potrójne podbródki brzuchate, barkowe łuki brwiowe i nabijała się na butelki i słoiki od kwasów i zasad gier planszowych. Wygrał remis ze sternikiem z powyłamywanymi wiosłami.

Henryk Walezy, nadal trzeci, choć pierwszy, pijacko przez pijawki wykrzyczany, natychmiast po kontrowersyjnej kontrnowelizacji na koncie w bankuum, w kontrze do kas Stefansberga, konstruował przeciwko Henrykowi, księciu Sukcessexu, którego sukces zadławił szwagra właściciela pralni lekko zabrudzonych szmatek płatniczych, gdy połykając płonące szmatki nasączone daglezjanną żywicznością, prawie wydał za mąż córkę Henryka kaliskiego i wieluńskiego, nadal drugiego, choć regentoramiennego w sandoodmierzalnym rewirze, za Henryka Reżuchowca, tego, co zanosił wyszukane wystroje kaszubskich wychodków przy wejściach do kin i kimon do obwoźnych laboratoriów na trzeciej kondygnacji, czyli na drugim piętrze, i chował konie w westubulu Umajjadów, w bizantyjskim moteliku dla motyli z dynastii Motq, trujący samojezd pięciokołowy z dwufundamentowym betonowym szyberdachem. Ale się nie udało i nadal było tak, jak jest, tylko krócej.

Ślepy Wojtek natomiast, chciał kiedyś obrzucić gdzieś kogoś czymś, o ile pamiętam czemś gumowofilmowym na fałhaeś, ale o tem inną razmussą albo wcale.

A Piotr Trzeci Oblatywacz wyniuchał łatwo pozyskiwalne sztabiszcza pól magnetycznych, przechowywanych w zwykłych przybrzeżnych eleWatorach, do których dostęp ma każdy, kto tylko potrafi sklecić trzy słowa na hajku, cztery w rymowankę, a pięć w humorystyczną konstatację z fotonowym bezsensem majaczącym w tle. Całymi dniami ślęczał nad skomplikowanymi w dechę i w pysk jeża równaniami, z których nic nie wynikało, tylko nić się wiła, a Ariadna pełzła na łokciometrach hiszpanińskiej glazury ku korekturom błędów i przyjaznego intuicyjnego oprogramowania, obdarzonego ładunkiem elektrodynamicznym, ale takim zwykłym, bez szaleństw i czepiania się o cokolwiek, byle tylko nieprzyjemnie spędzić epokę w elitarnym towarzystwie oficjalnych współpracowników tajnych wacht, popijając odę do samostanowienia się na apel czarowników od anomalii wszelkich mionów, także tych nieistniejących. Ariadna walnęła wiecheciem szczypioru w stół i zrobiło się nieprzyjemnie, jak to przy stolnicy w pewnej powiatowej osadzie.

Pająk Nosferatu przyjaźnił się z pieskiem stepowniczym, tym co na prerii podczas ferii wyczyniał dwuznaczne aluzje względem procedur zdrowotnych w Górnym Pimie, zanim jeszcze Skonsolidowane Statki Arytmetyki Środka Nocy nie kupiły jej od pań i panów Fetysów za przysłowiowe trzy manszety paciorków. Przyjaciele grali w listonosza, kardiografa, podziemną tarczycę, nawiedzonych jurystów, czy nawet kontrwywiadowcze siostry superpozycji. Ale ileż można grać i wydłubywać spod paznokci ptasi pokarm bogów? Lepiej samemu zostać bogiem lub pokarmem. Pająk Nosferatu wybrał rolę cielca, piesek odwrotnościowo, cały w bakłażanowych paczkach, w wannie, lunch podając, przeklął spinimana po wsze terminy i znów wszystkie strony w książkach były przeciw, nawet te w encyklikach.

Tak było, jest i będzie. Tutu, tamtutu, w Selwie Lwie Nie.

Paweł Nowakowski — kiedyś coś miał, ale zgubił, znalazł i sprzedał, a potem odkupił i zniszczył, na złość mannie.

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści