KAROL SAMSEL
Praktyki. 15
czerwiec 2026
„P jak Potocki, R jak Rękopis, S jak System…” — czytam w programie Rękopisu znalezionego w Saragossie Grzegorza Jarzyny, skonstruowanego w przemyślanej formie mocno spiętych ze sobą kart tarota. Głupiec, Mag, Papieżyca, Cesarzowa, Cesarz, Papież, Kochankowie, Rydwan, Sprawiedliwość, Eremita, Koło Fortuny, Moc, Wisielec, Diabeł, Umiarkowanie, Wieża, Gwiazda, Księżyc, Słońce, Sąd Ostateczny, Świat… Uzmysławiam sobie przemysłowy charakter tarota, w którym nic nie może wypaść „pomiędzy”, przede wszystkim jednak dlatego, by równomiernie rozdzielać było można to, co interesujące. Stawianie tarota buduje karuzelę losów, która zawsze musi być ciekawa, skoro ciekawe są same filary — ale wyobraźmy sobie tarota z filarów, które niczego nam nie mówią, są nieinteresujące, czy może — niesymboliczne oraz niesymbolizujące — nieprzemawiające, niekomunikatywne — a jednak wyznaczają koncert naszych losów. W takiego tarota wierzę. Właściwie to antytarot, coś przecież, co nie znaczy, to znaczy nie daje się przyłapać na znaczeniu… Wiele razy pisałem tutaj o literaturze przemysłowej i niebezinteresownej, teraz podkreślam, że również tarot — pozostaje czymś podobnym, grą przemysłową i niebezinteresowną, maszynką proroctw w sprawie losów — mnie zaś interesuje co innego, antytarot, antykabalizm, antyliteratura, a także antyreligia… Szukam bowiem „całkowitego wyzwolenia”… Uważam także, że z powodzeniem można czytać Rękopis znaleziony w Saragossie jako literacką ilustrację — tzw. diltheyowskiej „anarchii światopoglądów”. Czy całe życie, w każdym jego momencie, właściwie stosowałem etykę brawury i dobrze odróżniałem śmiałość w sensie budującym (nie burzącym) od „pijaństwa odwagą”? „Prześmielony”, przestrojony własną odwagą, dokładnie w tym samym sensie, w jakim Orzeszkowa mówiła o „przecywilizowaniu” kultury? Może taki nade wszystko jestem. „Przecywilizowany” — w oczach Orzeszkowej pozostawałbym klasycznym przykładem człowieka zgubionego, bo „przecywilizowanego”. Tacy ludzie gubią naród, nim zgubią ostatecznie siebie, pewnie powiedziałaby Orzeszkowa o mnie…
A jeżeli literatura rozgrywa się wszędzie poza Wielkimi i Małymi Arkanami? A tak dobrze znane z tarota Wielkie Arkana i Małe Arkana to co najwyżej bezpieczne zakresy wydarzania, takie zatem, które nagradza się najczęściej ze względu na swoją „estetyczną zachowawczość”? Co jeśli najlepsze istniejące oraz nieistniejące Słowo istnieje pomiędzy arkanami oraz poza nimi, nie zaś — w nich sensu stricte? Tarot mówi wyraźnie — mag, tj. mędrzec — musi być błaznem. Mędrzec — błaznem. Chciałbym, jeżeli to tylko możliwe — uczynić Praktyki podstawowym narzędziem samoidentyfikacji elit w Polsce. Po rozmowie, którą przeprowadziłem z Marią Jentys-Borelowską, dochodzę do wniosku, że ta literacka jedność, którą pamiętamy, już nie wróci, podzieliliśmy się, jedni poszli służyć bożkom i pomagają robić z literatury przaśny żart, drudzy pozostali przy sprawie postawionej serio i zostali przez wszystkich opuszczeni — wierzę, że jestem wreszcie na właściwym miejscu. Upadamy pod ciężarem roszczeniowych stylów zachowania, na które niefrasobliwie przyzwoliliśmy, te zaś zamiast stanowić wyjątek, czy ostateczność — wypierają całkowicie preferencyjne style życia i zachowania. Jak z monarchii roszczeniowości udanie wrócić do republiki tego, co tylko preferencyjne? Jak wrócić do I prefer to oraz — I prefer not to Melville’a, i to jeszcze od tępego XXI-wiecznego „zakazuję” i „nakazuję”. Na przykład, „zakazuję pisania tak”, a „nakazuję pisanie tak”. Czy naukowiec może być społecznikiem? Czy służba uniwersytetowi wyklucza społecznictwo? Chciałbym poprowadzić na UW panel poświęcony takiej właśnie tematyce, kto z nas jest szczególnie drażliwy na punkcie idei społecznictwa? Bywa, że uważa się to za marnotrawienie zasobów. Diament z naszej inteligencji dla popiołu z plebsu… Diament z lepszej gliny dla prochu z gorszej gliny…
Anna Axer-Fijałkowska pisze w programie Rękopisu, że używała tylko organicznych ubiorów z naturalnych tkanin, więc przede wszystkim jedna trójca na wszystkie postaci z powieści — bawełna, len, jedwab… Ma ta skromność wymiar ezoteryczny, podkreśla Axer-Fijałkowska… Dla Karola Nepelskiego istotne było rezonowanie wielu barokowych oraz klasycystycznych planów dźwiękowych w ośmiokanałowym systemie immersyjnym — w wariancie budowania „nowych utworów z utworów”. Aleksander Prowaliński — tj. reżyser światła, oznaczał ciężar powietrza i dbał o wprowadzanie światła proceduralnego, przede wszystkim — określając sposób używania cykloramy. Otwarcie mówił, że zależało mu na metafizycznej cykloramie w części drugiej, którą odebrałem jako szekspirowską. Zbigniew Bzymek tworzył multiwersum z pomocą na żywo przetwarzanego przez AI video, błędy generatorów prawdopodobieństwa były zatem tutaj konieczne — jako forma metagenetyki Jorodowskiego. Bzymek zaimponował mi, pisząc m.in. o „starannym wyborze duchowych materiałów wejściowych”, podkreślając konieczność pracy AI na wąskim, a także bardzo archetypowym zakresie fotografii Allana Macintyre’a z Recent Events, jego mentora z lat młodości. Rzeczywiście, Jodorowski to dobra myśl na synkretyczne uduchowienie AI… Byleby nie stał się immanentną dla technologii ideologią, a więc parawanem — dla całej technologicznej kuchni, nad którym — jak nad Lemowskim wzmacniaczem inteligencji — utracimy panowanie. W tym sensie Rękopis znaleziony w Saragossie to projekt doskonale reinterpretujący oświecenie jako epokę-tester granic poznania, która — w odróżnieniu od romantyzmu niepanującego nad pytaniami, które chciał zadać — świetnie nad pytaniami panowała. Mam na myśli pytania najważniejsze. Transcendentalne pytania o rzeczywistość. Takiego oświecenia ciągle się uczę. Stawiam sobie za cel, by nie być romantykiem, który nieustannie fetyszyzuje własną retoryczność, ale aby stać się w nagim, rozciągłym, całkowitym tego słowa znaczeniu — oświeceniowcem, jak Potocki, „antylibertynistą”, „wyznającym intelektualny libertynizm”. To marzenie, by stać się zarazem Potockim, Jarzyną, Axer-Fijałkowską, Nepelskim, Prowalińskim i Bzymkiem, co brzmi tu może wyjątkowo romantycznie, ale jest wypowiadane na głębokim oświeceniowym — „serio”, absolutnie gotowym do męczeńskiej samonauki w świecie, który geniuszy indywidualnych przecież już nie uznaje, isnieje dla niego jedynie geniusz zbiorowości, czy geniusz umysłu zbiorowego, w imię którego prześladuje intelektualistów. Rękopis znaleziony w Saragossie Jarzyny przejdzie do historii polskiego teatru jako dzieło, które naturalnie stanowiło dobrą, literacką okazję, by pokazać zbiorowy geniusz, synkretyzm technik i technologii, a zatem zdefiniowało, właściwie, neosynkretyzm, którym zastąpiło obecny u Potockiego na linii przesłania synkretyzm religijny, kulturowy i geograficzny.
Wczoraj wędrując w rejonie Płockiej, Wolskiej, czy Skweru Sierpnia 1944, gdzie znajdowało się mieszkanie, które wiele lat temu odwiedzałem, by w jednej z kamienic — uprawiać seks tantryczny z mężczyznami, uświadomiłem sobie, z całą mocą, dopiero — nioemalże w wieku czterdziestu lat, że współżyłem z „moimi” masażystami w miejscu, w którym miała miejsce rzeź Woli. Moje „Sexszenen”. I jeszcze kolejny cios, nakładem „Żywosłowia” Robert Kowalski wydaje właśnie Xawerę, otrzymał dofinansowanie z puli „Innych Tradycji”, z których, jak zewsząd, odmówiono mi wsparcia Primy. Robert, nie ukończywszy filologii, nie posiadłszy, co najważniejsze, dyplomu, który by mu zaciążył niczym sznurek szubienicy, obronił się tak jak wszyscy w tym kraju tak kochającym amatorów, w kraju, który sam wydaje mi się największym amatorem pośród wszystkich państw na Ziemi — obronił się samą pasją… Kolejny zatem pasjonat, którego pokochali Polacy, skoro pokochał go już naprzód Instytut Książki — oraz przyznał dofinansowanie. Pasjonat, więc świetny kandydat przeciw potencjalnym autorytetom, których należy z kraju wygnać — pustkę zaś po nich wypełnić pasjonatami i amatorami bez dyplomu, oto i — kompleks Owidiusza, znów przeze mnie przemawia, co więcej: widzę powoli, że zaczyna dominować nad do tej pory dobrze słyszalnym oraz wyraźnym kompleksem Pigmaliona… Bądź co bądź — kompleks Pigmaliona był cechą herbową mojej twórczości i byłoby mi żal z niego tak — w takim stylu rezygnować…
Jesteśmy epoką zakochaną w geniuszu zbiorowym… To zakochanie infantylne oraz całkowicie zaślepiające, skutkuje bowiem prześladowaniem geniuszów indywidualnych — przypomina to heteroseksualistę, który zakochany w obiekcie przeciwnej płci, postanawia prześladować wszystkich homoseksualistów — do tego stopnia uznając całkowitą słuszność swojego uczucia… Nad ranem ogłoszono nominacje do Literackiej Nagrody „Nike” — tym razem przyjmuję je bez większych emocji: literatura to zawód 1000 osób, z których 100, możliwe, że 150, wszystko, co mogłoby napisać, pisze tylko po to, aby przypochlebić się dwudziestce piątce, może czterdziestce członków komitetów. Można pisać dla pozostałej — milczącej 850-ki — i rezonować w ciszy, a nie pod laurami latarń… Przed południem w Muzeum Kultury Kurpiowskiej rozmawiam z Barbarą Kalinowską o Spółdzielni Artystów „Ład” oraz o tym, jak „ładowcy” byli stopniowo wchłaniani przez Centralę Przemysłu Ludowego i Artystycznego. Na czym polegała różnica między „Cepelią” a „Ładem”? „Cepelia” nie była strażnikiem, w sensie metafizycznym, to znaczy nie miała niczego wspólnego z alchemią. Kalinowska mówi o spółdzielni „Splot” z 2020 roku, wskazującej wprost na inspiracje pracowniami tkaniny eksperymentalnej Sadleya, Wojtyny-Drouet, Owickiej, jednak czy „Splot” nie czyni aby tego bez pokrycia? Jednak to Mieczysław Szymański, jak podkreśla Kalinowska, był dzięki inspiracji Wojciecha Jastrzębowskiego, „cichym twórcą polskiej szkoły tkaniny”. „Splot” zatem nie ma niczego wspólnego z „ładowcami”, a ja — z laureatami Literackiej Nagrody „Nike”. Naturalność barwnika, fakturalność struktury, czy też jej możliwość kłębienia, by uzyskać światłocień, tego nie osiągnie się przy pomocy stosowania wełny z odzysku, którą stosuje „Splot”. Dobrze, opowiedzmy o tym na wymownym przykładzie określonej aberracji, którą nazwałbym, wprost, zdradą centrum: nagrodę „Nike” dostaje człowiek, który stosuje czerwień koszenilową na wełnie z odzysku (tak jak dzisiejszy „Splot”), a człowiek, który dokładnie taką samą czerwień koszenilową stosuje na wełnie z odpowiedniej części podbrzusza owcy, nie otrzymuje nawet nominacji do „Nike”. Tak kultura „Cepelii” zabija kulturę „Ładu”. Jeszcze żeby to było wszystko — kultura „Cepelii” chętnie wypomina kulturze „Ładu” anachronizm, który należy porzucić, czasy są wszak nowoczesne. Awangarda? Ale to też anachroniczne… Załóżmy, że proponuję tkaninę, w której używa się celowo dość mocno spilśniającej się wełny, może nawet wełny merynosów? Przecież zostaję za to wyśmiany… Tym bardziej jeśli zacznę się usprawiedliwiać, że wszystko to zaprojektowałem w celach mistycznych — czy alchemicznych — czy inicjacyjnych — czy „zbawczych”. Jakiekolwiek artystyczne uzasadnienie cech mojej eksperymentalnej tkaniny zostanie tu więc uznane za grafomanię. Czy można ocenić jakość barwnika słowa w tegorocznych nominowanych do Literackiej Nagrody „Nike” tomach? Nie, nie możemy, na tym polega dramat współczesnej literatury, krytyka literacka i historia literatury przestały wierzyć w pojęcie miary… Choć niewątpliwie warto znać miary — miary uznania, miary przemilczenia, miary potępienia w religii, w literaturze, w kulturze, bowiem pisane jest nam tu żyć pośród rozpieszczonych zwierząt (rozpieszczonych społecznie), „bez sankcji i powinności”, jak mówi Guyau, „bez uznania, bez przemilczenia, bez potępienia”, bez czegokolwiek… Od społeczeństwa nie wolno nam oczekiwać niczego, nic bowiem, co tutaj jeszcze usłyszymy — co nadejdzie z Gdyni, z Warszawy, z Krakowa — nie będzie prawdą… Hypocrisis splendor…
Karol Samsel (ur. w 1986 r.) — poeta, krytyk literacki, filozof, doktor habilitowany nauk humanistycznych, doktor filozofii. Zastępca dyrektora w Międzydziedzinowej Szkole Doktorskiej UW, adiunkt w Zakładzie Literatury Romantyzmu i kierownik Pracowni Historii Dramatu 1864-1939 Wydziału Polonistyki UW, członek Polskiego Towarzystwa Conradowskiego. Laureat nagrody imienia Władysława Broniewskiego (2010) i zdobywca statuetki imienia Wandy Karczewskiej (2011). Redaktor działu esejów i szkiców w kwartalniku literacko-kulturalnym „eleWator”. Mieszka w Ostrołęce. Wydał m.in. tomy wierszy: Dormitoria (2011), Altissimum-Abiectum (2012), Dusze jednodniowe (2013), Więdnice (2014), Prawdziwie noc (2015), Jonestown (2016), Z domami ludzi (2017), Autodafe (2018), Autodafe 2 (2019), Autodafe 3 (2020), Autodafe 4 (2021), Autodafe 5 (2022), Fitzclarence (2022), Autodafe 6 (2023), Choroba Kolbego (2023), Autodafe 7 (2024), Autodafe 8 (2025), Autodafe 9 (2026), Cairo Declaration (2025) i powieść Nie-możliwość Piety (2023).
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved