Skip to content

PAWEŁ NOWAKOWSKI

WPW4

Wszyscy przeciwko wszystkim. W letargu, na targu, w autobusie, na kursie kolizyjnym dla zaawansowanych motorniczych nieposiadających motorów, motorówek ani mrówek w warstwie ociepleniowej kurnika, w lewej tylnej kieszeni stanika.

Awicenna, wyprzedzając kołującą jak jazgotliwa jazgółka awionetkę, równolegle do linii prostej, nieskomplikowanej grawitacyjnie, takiej, dla której żadnemu alternatywnemu matematykowi nie opłaca się tracić czasu na zbytki i polowalność pól elektromagnetofonowych i łąk teorii przedeptów regenracyjnej k-generacji zeszytów kryptograficznych, ściskał zęby w pięść i jak maczugą czy innym mogenszternem, nie odrywając od Ziemi fotonów w podręcznym detektorze dla nastolatek, manifestował zawiść do bezbronnego samolocika, co leci bez przyczyny, z asystemowym ciągiem wsteczno-bocznym, niczym ten dziad, Galen ze swoją prymitywną definicją stanów zjednoczonych termopatetycznej równowagi dymnamicznej. Dymu było przy tem mrowie, zaś sam Nuh Ibn Mansur ręcznie zacierał zacier z kartofli i kaparów i wsikiwał go do kadzi bez mieszadła, pullulanazę zaś, też sam, zeskrobywał z perliczych narostów na kulasach. Awionetka tymczasem podpisała intercyzę z Belladonną i jako męź i zionąca humorystycznymi alkaloidami kapłanka domowego ogniskowania, opublikowali memorandum o charakterze eksperymentalnym, z cmentarnym popiołem, w połowie ciepłym, w połowie szarozaróżowionym, w połowie kandelabryjskim, hasłowo opisującym nicość, jako cość bełkotliwego, a zarazem podwojone nic+ i popiątniona złota nić Hefajstosa, tego słynnego kierownika kierowców podmiejskich autobusów na korbkę. Arbitraż, w którym bez/przestronnym ekspertyzatorem została Janinosława z sanatorium małości, nakazał następujące czynności: przez jeden miesiąc powstrzymać się od oddychania, spłacić odsetki od setki niezjedzonych steków z ostryża długiego, zwanego też długim niedrożnościowym łikendem, pozwolić by egzekutor egzemy przyszedł na obiad w międzyerze, gdy rycerze szlifowali nity na kolejny zjazd klasztornych pro- i antyfetów, zakupić po trzy zasobniki z pływową plazmą i trzymać je jak oblubienicę, między błogosławieństwem przez pastora a rozwiązaniem pasatów przez Fawoniusza II Rozdzielacza. Jednak abominacja nie ustępowała pierwszeństwa i funkcjonariusze uporządkowania społecznościowego musieli określić ją jako zdarzenie wielokrotnego zderzenia dzikiej infrastruktury intelektualnej z uszkodzeniem ciał niebieskich, współistniejących, jak schaboszczak z kością.

Ślepy Wojtek nie lubił Racheli. Ale co mu i im zrobił Chochoł, kochanek Klary Zachanassian — zapomniałem.

Felietonista z portalu ledowego czarno-białego z elementami krwistej ultrafioletyzacji, który ma multum obserwujących, zapytał eseistę publikującego litery na zacofanym cywilizacyjnie ściernym papierze offsektowym, w nakładzie kilku tysięcy okazycieli, czy to prawda, że ten drugi ma jeszcze wzgórek robaczany, czy może, jak donosi sygnalista posiłkujący się systemem afryafgańskich flag, zjadł go ze strachu na strychu u stryja. I podniosła się fermentacja: drożdże zamusztrowały się na bark pełny wełny i bawełny, posiadający wbudowane pojemnikowniki na lód i słód, z boku zaś na pieprz i pierze, eliminując przez to konieczność ciągłego chłodzenia na rzęsach i palcach podczas comiesięcznych przypadkowych oddziaływań inżynierów na malarzów, kminek na katamaran pełny werwy i konserw, o wyjątkowej stabilności i prędkości ładowania dzieł literackich drugiego obiegu [kiedy to było?] do pieców kontrowersyjno-parowych o wyjątkowej precyzji redakcyjności paralelizmicznej i korektyzacji interpunkcyjno-kwintesencjonalnej, etanol na szkuner, pełen formularzy o szkodach chrząszczowych na dęboszczach koziorógowych i związanych z nimi zdenerwów mało zorientowalnych adeptów wynajmownictwa wszelakich mutacji pomieszczelników, w przybliżeniu prostopadłościennych z ułomkami, kefir na slup, gdzie wygłup jest umysłowościowo na poziomie pionu śpiewaczystego brudu, zatrudnionego do wzywania milorda, jak tylko go obudzą, jak tylko będzie łaskaw wstać, jak tylko go ubiorą, jak tylko poczuje ikrę w nozdrzach i nausznikowcach, jak tylko go zniosą do pomieszczenia jadalniczego i postawią przed tabunem horyzontalnych deszczułek bez czułek, z talerzościami padliny i pomidorowymi ćwierćmiskami dorodniastymi grzęzawisk ściółek szablotków, kapusta na kecz, z kminkiem, placebo keczapu i musztry saspenskiej, gdzie dwoździki zastąpiły goździki, bo chore były maleństwa, a doktór był z sanacyjnego postmerkantylizmu bez habilitancji. Ale przyszedła radna Mediów Bezradnych i zrobiła to, co trzeba, czyli nic.

Tak było, jest i będzie. W sercłamaczu nad Jamuną, na lodołamaczu w górze rzeki As, na szkicu układu sił zachowawczych przyskórnych siostry Lorentza, w przykrótkich spodniach strunnika.

Paweł Nowakowski — standardowy błąd statystyczny, gdzie liczebność próby jest ujemna, a wartość przyjętego poziomu ufności zaginęła w okresie najazdu Norwegów na Uw.

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści