Skip to content

Grzegorz Tomicki

Dzikie pola

„Jesteś pewien, że do tego zmierza
Ten czysty dzień, jego stałe światło?”.
J.A.

Poszliśmy na spacer na dzikie pola uwarunkowań rozległe zaklęte rewiry leżące odłogiem pomiędzy trzema blokowiskami i poniemieckim Ptasińcem naszym własnym w każdym razie Mamy

i Mamy Mama na zwyczajny obchód ze zwierzątkami i niezwyczajny ze zmarnotrawionym synem ja ze zwyczajowym zespołem lęku przeraźliwego oddychaj synku powoli głęboko unoś się w górę opadaj w dół jakbyś chciał połknąć sam siebie wstrząsaj rękami żeby strzepnąć z nich zło niech idzie precz a w domu ci zaparzę meliski ja bym tak chciała żebyś był dawniejszy zaprzeszły żebym ci mogła kołysać spokój na rękach wszystko się jakoś ułoży synku zobaczysz jeszcze będziemy się śmiali jeszcze mieliśmy się z tego śmiać w każdym razie Mama

i moim duchowym dziedzińcem poszliśmy na spacer po dzikich polach rozkładu dziewiczych dystryktach pomiędzy wielkimi płytami nie tyle może nietkniętych ile dotkniętych konwencją dystopii gruzem zamysłów chwastami idei i ogólnym ludzkim nieszczęściem w gospodarowaniu zasobami przestrzeni szczęściem w nieszczęściu poszliśmy na spacer z najlepszymi przybłędami człowieka w każdym razie moimi

i ja tymczasem wiosna grzmiała ptasimi jerychonami jakby chciała się zbiesić szliśmy spacerkiem przez pola minowe mentalizacji zasieki hiperwentylacji szykany zaburzeń zniekształceń jak gdyby świat istniał w swojej dawnej umownej postaci gdzie indziej Mama jak zawsze niczego ze mnie nie mogła zrozumieć wydusić ja byłem ten obcy ten wsobny ten nieobecny coraz szybciej umykający z dzikiego pola wzajemnych odniesień w każdym razie Mamy

i moich czy coś jeszcze zostało z widzialnych i niewidzialnych przejawów jej ustającego istnienia z jego palącymi implikacjami krzyczącymi aspektami pytaniami bez pokrycia poza kilkoma podstawowymi zatroskaniami umartwieniami neurotycznymi iluminacjami bez których nie potrafiłaby żyć bez których nie potrafiłbym żyć z którymi nie potrafimy już tego udźwignąć owładnięci czymś większym ogromniejącym pochłaniającym nas w każdym razie Mamę

i mnie tym razem jak gdyby dosłownie fizycznie?

Grzegorz Tomicki (ur. w 1965 r.) — poeta, doktor nauk humanistycznych. Mieszka w Jeleniej Górze. Opublikował tomy wierszy: Miasta aniołów (1998), Zajęcia (2001), Pocztówki legnickie (2015), Być jak John Irving (2017), Konie Apokalipsy (2021), Piekło jest wszędzie (2023), Sto kilo kości (2023) oraz monografię naukową Po obu stronach lustra. O twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego (2015).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści