Skip to content

PAWEŁ NOWAKOWSKI

T4

Tako rzecze Trąd: Tylko tarcza nas ochroni. Tylko tarcza namnoży zapory niepotrzebnej zdrowotności. Tylko tarcza zarestrykcjuje zbyt zaawansowane szczepionki mRNA, gdzie pion bierze się za bary [mleczne] z poziomem, a skos za szynkwas [niewieprzne zasady tłuszczowe] z przekątną, przekombinowaną cięciwościowo w kombinacie konkubijnym, bez niemusowych bijatyk i koniecznościowych drak. Brak, co potwierdziły niezależne embriony, nie oznacza jednak nieistnienia, a zaledwie defekt teraźniejszości. Dziś.

Historia jest ciekawa. W kronikach Kornika Annomima, znaleziono interesujące zdanie: „Indoparagwaj nie przeszedł anchorii mechelinki”. Cokolwiek miałoby to znaczyć, nieźle brzmi. Czasem brzmienie jest ważniejsze niż aranż, nie mówiąc o treści w tekście. Tekst może być o Trójgwarze, gwarą nizinną napisan, ale z przedagonalnym bitem traci na wartościowości rytmicznej i przytupy sandałowców nie dostarczą ni wzdrygalności transowej, ni sercowej amplitudajności rezonansu. Po prostu stygmnatyzacja przystankowa i popas samotrwania, tak jak na Księżycu albo innym Marsie. Kto wie…

Na to makatka siostry matki: Trzeba mieć tarczowość aktualizacyjną, śledzić komunikatywność wieczorną i ranne memoranda, zapukania w drzwiowość pokojowo-wojenną i poszum kolorowych wstęg kuchennych, skrzek mew i przekrzyki więdnących kaczeńców na polu. Informacyjność podobnoć jest najatrakcyjnościopłatnym towarem w centrach spryciarzy i wszelkich spekulacyjnych zabunkrowaniach, szkoda tylko, że jeden przecinek może zabić średnik, a kropka zdezoriencić bekslasz. Gdy szukujesz się do zwady, uważaj na wszelkie sieciowe wywiady i watykanielskie ankietowania, bowiem genom bakterii f-goka-coli, jak książnica kucharska na skrzyżowaniu serpentyn, bez zastanowienia, wstydu czy empirii, nie da korekt literowych opisujących składnikowość zup czy nieprzywróconego wzroku w czymś głębszym, nadmiarowym, o wyimaginowych średnicach nienaturalnej oscylacjach materii, tylko bawi królów i króliki.

A to jest nieciekawe. Chyba że…

Trąd na to: Tarcza okala dziatwę, sypie pyłkiem w stylizowane wierszotwory, czyniąc otwory w narracji czwatroosobowej, gdzie summa kątowników osobowościowych większa jest od różnicy zaangażowania lirników i definicji kategorii średniego pożycia i mniejsza od iloczynu przyszłych imperiów i banalnego przygnębienia podmiotu harficznego. Katalogi przewinień rymogryzmocieli dzielą półkostany wespół z folderami grzechów szansonistów, bez szans, widoków na Gniewont, sposobności uczestniczenia w przyszłych podziałach żniw i sensownego repertuaru wyśpiewywanego przy goleniu pachwin, zadowalającego każdego, kto ma ucho od śledzia i język od ogrodowego węża. Jeże, ogłupione modernistycznym przekazem, coraz częściej odwracają wzrok, a ich gniewny wyraz twarzy jest niczym zdanie oznajmiającorozkazujące czy nieprzemyślany akapit w przypisie do drabbla. Tarcze zaś dla korektyzatorów są póki co niedostępne; kontener z Chin poleguje na wybetonowanym nabrzeżu w Gujściu, czekając na oclenie i ocalenie.

Rzecz nudna. Bo…

Makatka zaś: Częstotliwość często, a natężenie łanów u kuzynek ułanów rzadko, stanowi o wartości choroby. Dawniej matematyczna precyzja służyła do badań struktur elegancji, architektury mody na sukcesoria i inne przetargowe zdobycze. Jutro będzie furkot, trzepot drgań kamieni, pot niepojętych wnętrz i dualności zastosowań winylowych przepasek, by jeszcze bardziej uprościć ekstrema, by trema bezzębnego końca świata guzików i śrubek, niczym blask słońca zmieniającego się białego karła, ułatwiła wszem i wszom salutyzację na ulicach, gdy nagle, niczym Feliks z żużelów, pojawi się w khaki prochowcu, biedne libido z siatką kartofli.

A przecież nikt tego nie chce. Oprócz…

Konkluzyjność trądu, z uszczupleniem prądu wyartykułowuje: Tarcza jak tęcza, skleja niesklejone, budzi nieobyte, do rangi magicznej wciąż urasta, podobnie do ciasta marchwiowego z nacią pietruszki i muchomora, znajomego bałamutnych kształtów negatywnościowych odznaczeń i sąd ulicznych bez makaronu w dłoni, za to z musztardą snajperską w gębie, niejako epilog burzy. Jak to perorują w sklepostanach: w zdrowym gardle zdrowaśkowy chuch.

A potem, jak schab zafałszerowany na niestrzeżonym wielokątowym parkingu, nadchodzi czas na wyżerkę.

Paweł Nowakowski — Tymczasowa postać lepromatyczna, bezobjawowy kuzyn pancerników.

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2025 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2025 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści