ADAM CISZEWSKI
Pamiątka z dalekiej podróży
Afrykański fetysz z soli i pieprzu
melasy kauczuku i kości słoniowej.
Taniej krwi i skóry
z obdartego ciała
błyskotek duszy
śmiesznych potłuczonych.
Zimnych łez i potu
lęku i rozpaczy
nisko zgiętych karków
arcyciemnych nocy
z łunami pożarów i gryzącym dymem.
Z modlitwami nieznanymi
ludziom i aniołom.
Krzykami krótkimi
jak smagnięcia biczem.
Majster Jacek i ortografia
Robota była prosta,
a ksiądz płacił ładnie.
Pan Jacek — majster — dał się namówić.
Za drzwiami kościoła,
pod blaszanym krzyżem,
miał wyryć w granicie
nazwiska księży
zabitych w obozach.
Był grudzień, zimno,
w kościele pić głupio.
Jacek nie narzekał.
Stukanie dotarło
aż pod dach świątyni.
Oprócz tego cisza.
Wszystko milczało.
Z nieba, jak na czarno-białym filmie,
sypał mokry śnieg.
Zaczął od młodego
(bo od niego zaczęto).
Niejaki Nowak, nazwisko proste,
1. 27 zginął w Matuhaus…
Majster Jacek odkłada młotek
i chowa twarz w dłonie
jak nie on, naprawdę.
Stworzyła go wojna, to stracone ciało.
A może i dusza.
Widział zbyt wiele.
Dużo głodował, raz ubił szpicla,
zakopywał trupy, czmychnął z łapanki.
Jakoś nigdy nie umiał się wzruszać.
A teraz jęczy, przygnieciony winą.
Przeklęte miasta, przeklęta mowa,
łącząca litery nie tak jak trzeba!
Spogląda na kartkę, spogląda na granit.
Za taki błąd w szkole dostałby po uszach.
Czeka na gromy, adekwatną karę.
Przyszedł proboszcz,
kapłan starej daty
o wiecznie suchych oczach
i żółtych policzkach.
Słucha lamentu nieszczęsnego Jacka.
Wzdycha i mówi,
że nikt się nie pozna.
A nawet jeśli,
stawią temu czoła.
Dedal u kresu
Woda na tej wyspie
jest słona i cuchnie
chcę wyć pod niebiosa
złorzeczyć bogom
a może tylko płakać
z tęsknoty
Od białego słońca
wysycham kruszeję
Nie mam w sobie szczypty nadziei
to bardzo praktyczne oczyszcza umysł
dużo pracuję i kiepsko sypiam
widzę rzeczy które nie istnieją
to pewnie z gorąca
Przyglądam się Małemu
jego beztrosce
kiedy o coś pyta nie mogę wytrzymać
ufnych oczu palących ogni
on ciągle wierzy
gorzej
on wie
czeka cierpliwie na powrót do domu
To słodki przywilej każdego ojca
pewność że stale
idzie ku lepszemu
krew z krwi
ale czerwieńsza
będzie wielkim twórcą geniuszem
nie to co ja
pośledni wyrobnik
akuszer banału
Tymczasem muszę wracać do pracy
nie jestem ptakiem
trzymam się jawy
Adam Ciszewski (ur. w 1989 r. w podkrakowskich Proszowicach) — z wykształcenia filolog angielski, z zawodu przedsiębiorca. Pisze głównie prozę. Jego teksty znalazły się w zbiorach: Fantastyczne Pióra 2021, Baźnie, Fantastyczne Pióra 2023 oraz na łamach pisma „Nowa Fantastyka”.
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2025 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2025 e-eleWator
all rights reserved