Skip to content

GABRIEL KORBUS

Tragedia Stuu [fragment]

 

PROLOG

(Wardęga i Konopskyy stoją pod bronią, obok nich stoi załamany Stuu)

 

Wardęga
Przystąp, niegodziwcze,
Bym mógł odczytać twoją karę.

(Stuu podchodzi)

Tyś był kiedyś najwspanialszym z influencerów,
Twoje włosy były jak włosy anioła,
Twoje ciało smukłe
Jak sylwetki mistrza Fidiasza.

Gdy grałeś w Minecrafta,
Tworząc kolorowe światy,
Dawałeś ludziom radość.

Mrok jednak i niegodna ambicja
Ogarnęły twój umysł,
Zacząłeś wykorzystywać Minecrafta do podłych praktyk,
Zwabiałeś niewinnych ludzi, zapatrzonych w twoje światło.

Twoje światy stały się mroczne
I mroczni stali się twoi przyjaciele,
Twoja kochanka Fagata
I druh twój Marcin Supeł.
Ich ciała stały się plastikowe,
A umysły z tworzywa sztucznego,
Tak jak ty poczęli żyć w mrocznych uniwersach
I sprowadzać tam niewinnych, by ginęli w szaleństwie,
Goniąc doskonałość, której nie da się osiągnąć.

A wszystko to było dla twojej przyjemności,
Bo i o rozkosz tak naprawdę chodziło,
O brudne, zwierzęce pożądanie,
Które tylko przykryłeś wizją plastikowego piękna,
By oszukać ludzi,
A może… by oszukać siebie.

Świat cię poznał,
A ludzie osądzili
I ja nie pozwolę, by taki złoczyńca
Chodził wolny po Polsce.

Oto nakładam na ciebie pieczęcie Minecrafta,
Byś sczezł w świecie, który kochałeś,
Patrząc na szczęście, które utraciłeś.

(nakłada na Stuu pieczęcie Minecrafta)

 

Stuu (oburzony i załamany)
Wam mnie karać,
LECZ NIE WAM MNIE SĄDZIĆ!!!

 

Konopskyy
Nie sądzimy cię my, lecz twoja buta,
To ona mówi, że świat słusznie postąpił,
Strącając cię w przepaść sześciennych kwadratów.
Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz…

 

Stuu
Idź precz,
Wolę mieć twoją nienawiść niż litość.

 

Wardęga
I ja też żegnam,
Lecz nie martw się, powrócę
I przyprowadzę Marcina Supeła.

(Wardęga i Konopskyy wzlatują na niebo i odlatują, koniec prologu)

 

 

DRAMAT

(wśród Minecraftowych zielonych wzgórz stoi Stuu i mówi przejęty z tragiczną emfazą)

 

Stuu
Kiedyś… mój wpływ dosięgał wielu,
Byłem jako stworzyciel
Rzeźbiący nowy świat,
Tak z klocków,
Jak i z młodych umysłów,
Rzesze były gotowe za mnie umrzeć,
Moje piękno było niedoścignione,
Moja twarz… wydepilowana,
Moje włosy… jak grzywa arabskiego konia,
Moja skóra… jak z plastiku.

Bliżej mi było do tworzywa sztucznego
Niż do człowieka z krwi i kości,
Bo mojej urody nie dało się przyrównać do ludzkiej,
Ani do niczego, co stworzyła natura.

Moje kobiety miały piersi z silikonu,
Bo w moim szale stworzenia
Brzydziłem się pięknem pochodzącym z biologicznej mazi.

Ludzie czcili piękno świata stworzonego przez Boga,
Ale ja widziałem tylko niedoskonałość,
Ułomne, pokruszone formy,
Zagubione w chaotycznym świecie latających cząstek.

Przychodziły do mnie tłumy młodych dziewcząt,
Które chciały, bym wskazał im drogę,
Uważałem, że słusznie przyjmuję od nich zapłatę,
Gdy wprowadzam sztuczne piękno w ich limfatyczny świat.

Biada mi…
Świat, którym pogardzałem
I który wydawał mi się tylko śmiesznym urojeniem,
Okazał się silniejszy.
Przybył Wardęga i strącił mnie tutaj,
Zatrzasnął za mną bramy do Polski.

O, Wardęgo! Jak śmiałeś mnie osądzić!

Przybył też on, Konopskyy, chłopiec o twarzy Hermesa,
Tak piękny jak poranek w jaskini boskiego Mitry,
Mogłeś należeć do mojego orszaku,
A jednak zawarłeś drugą pieczęć Minecrafta.

Piekła…

Piekła?

Kiedyś to był raj.
Jaka to ironia losu,
Niebo jest piekłem, kiedy tracisz wolność
I kiedy twój los jest w obcych rękach.

 

(Konopskyy zlatuje z nieba na skrzydlatych butach, trzyma pendrive w rękach)

 

Konopskyy
Ustąp, skazańcze,
Przynoszę ci ochłap strawy,
Twą więzienną porcję, żebyś nie umarł z głodu.

 

Stuu (z odrazą)
Pogardzam tobą…

A jednak nie mogę odmówić.

(bierze pendrive z ręki Konopskyy’ego)

Dziwne, jakie upokorzenie jest w stanie znieść człowiek,
By przeżyć jeszcze jeden dzień.

 

Konopskyy
Coraz trudniej jest naładować pendrive sławy,
Ciesz się, że ludzie chcą cię jeszcze pamiętać,
Ciesz się, bo niedługo i tego cię pozbawimy.

 

Stuu
Pogardzam tobą… a jednak
Jesteś piękny,
Twoja twarz jest słodka,
Twoje oczy są takie dziecinne,
Takie niewinne.

 

Konopskyy
Milcz, wiem, że chcesz zdobyć moje względy,
Bym ci uległ i złamał pieczęcie Minecrafta,
Ja jednak nie jestem dziewczyną z twojego haremu.

 

Stuu
Szuja, na ciebie też nadejdzie chwila,
I na wszystkich świętoszkowatych chłopczyków z Youtube’a.

 

Konopskyy
Jeżeli kiedyś zrobię to co ty,
To niech cały Minecraft zwali mi się na głowę,
Bo wolę stać się sześcianem niż kimś takim jak ty.

A teraz do widzenia, życzę ci szczęścia,
Bo jest ci ono teraz bardzo potrzebne,
Klęcz!!!! Grzeszniku, błagaj ludzi o przebaczenie,
Bo ode mnie żadnego nie uzyskasz.

(Konopskyy unosi się w niebo na skrzydlatych butach i znika)

 

Stuu (sam)
Nie pozostawał nawet włosek na ciałach nagich kobiet,
A teraz…
Niech to szlag!
Znam więcej tajemnic Youtube’a,
Niż ten chłopczyk jest sobie w stanie wyobrazić,
Gdybym chciał, ten świat by spłonął.
I TO JA JESTEM GRZESZNIKIEM?

Grzeszników jest tylu, że mógłbym zbudować Radom w Minecrafcie,
Więc dlaczego to mnie spotkała ich pogarda?

BO BALI SIĘ MOJEJ WIZJI!!!

Bali się świata, który chciałem stworzyć,
Dlatego budowałem domy,
Zbierałem ludzi najbardziej zręcznych w sztuce Minecrafta
I rzemiośle miłej krotochwili,
Przez prostaczków zwanej „prankiem”.
Najpiękniejszych, najzabawniejszych,
Kobiety o piersiach większych od dyni rolnika,
Chłopców o oczach tak maślanych, że można by nimi smarować kanapki.
Rasa nowego świata,
Big influencerzy.

 

(…)

Gabriel Korbus (ur. w 1998 r.) — absolwent filologii klasycznej na KUL-u. Mieszka w Lublinie. Autor słuchowiska Cantos opublikowanego na kanale YT grupy audiowizualnej „Nożyce Się Odezwą”.

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2025 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2025 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści