Skip to content

JAN BELCIK

Plaster na dolegliwości tego świata w poezji Jakuba Pacześniaka

Nakładem PIW-u ukazał się czwarty tom poetycki znanego nie tylko na Podkarpaciu Jakuba Pacześniaka, poety, bohemisty, tłumacza m.in. prozy Bohumila Hrabala. Na potrzeby scen operowych przełożył on też libretta i cykle pieśni do muzyki Antonina Dvořáka i Bedricha Smetany.

Wiersze Jakuba Pacześniaka najczęściej można było spotkać na łamach miesięcznika „Twórczość”, co samo w sobie wyznacza niebagatelną rangę tej poezji.

Bo autor wydaje swoje tomy nieśpiesznie, nie narzuca się rynkowi wydawniczemu coroczną publikacją, nie nakręca spirali zainteresowania krzykliwymi, modnym tematami. Poezję autora dna oka określiłbym jako kontemplacyjną, skoncentrowaną na tym, co najistotniejsze w życiu dojrzałego człowieka: próbie powrotu do źródeł. Oczywiście, że mogą być one różne, ale u Jakuba Pacześniaka wydaje się do nich należeć wiara, że możemy ocalić z dzieciństwa Prawdę, tę przez duże „P”. A także ufność w to, że dane zostało nam odtwarzać, replikować dzięki temu powrotowi pierwsze wzruszenia i życiowe doświadczenia.

Nie jest to poezja buntu, krzyku, upominania się o swoje, o nadmierną uwagę świata, bo poeta wie, co to jest życie. W wierszu pod takim właśnie tytułem wykłada swoje credo: „kruche / a oprawne / w trumienne / twarde drewno // […] to są koleje/ splątane / drogi / nieprzetarte // i to jest cisza / cisza nad wszystkim // a to jestem ja / i to ja wołam / do ciebie // na wskroś”.

Mamy tutaj dramat wrzucenia w człowieczy byt, w którym żadna droga, po iluś latach doświadczeń, nie wydaje się już pewna, a ponad wszelką wątpliwość doświadczamy na niej niezrozumienia, nieakceptacji. W świetle zaprezentowanej wizji świata, nawet jeżeli wychodzimy pierwsi z życzliwym słowem, natykamy się często na mur niechęci, utrwalonego przekonania, że we wszystkim stoi jakiś, czyjś interes.

Podmiot liryczny siłą rzeczy szuka ekwiwalentu życia w dzieciństwie, młodości, swojej małej ojczyźnie, podkarpackich wzgórzach, lasach, rzekach, które latem przynoszą ulgę po całodziennym skwarze. Jak choćby w wierszu łąki kwietne, w którym zauważa: „rozpościerały się / zaraz za drzwiami / domu // spływał z nieba / strumień miodowego / światła // drzewa zwracały / zielone oblicza / w naszą stronę // […] szliśmy sądząc / że idziemy / sami”.

Tak, młodzieńcze doświadczenia łączności z naturą dają nam przekonanie, że jesteśmy pierwsi, penetrujemy nieznany ląd, przez nikogo nieodkryte dotąd zapachy. Dopiero potem dowiadujemy się, że nie byliśmy jednak eksploratorami, że doświadczały tego całe pokolenia przed nami. I mamy nadzieję, że i kolejne generacje będą mogły tego doświadczyć, że nie zeszpecimy niczego swoimi kreślonymi na nowo ciągami komunikacyjnymi (autostradami).

Zapewne dominuje w tej poezji dążność do zwięzłości słowa, ale też szukanie sensów bardziej w semantycznej pojemności niż w ornamentacyjnej kwiecistości. Tak jak w wierszu w świetle nocy, w którym to sen przywołuje rzeczywistość z tamtego, młodszego brzegu: „śnił mi się ogród / za domem / drzewa bezlistne // wśród nich / twój oddech / parujący // i miąższ, rzecznych koryt / Lubczy Wisłoka / górą zamarzniętych // pod powierzchnią / wód ciemnych / przetaczanie // do skręconych / gęstych korzeni”.

Nie można ukrywać, że w wierszach Pacześniaka jasność przychodzi od ciemności. Bo żywioły, które nas otaczają, nie zawsze są bezpieczne, nurt życia to także te nieprzejrzyste wody pełne gęstych, poskręcanych korzeni, jakie mogą być dla nas pułapką.

Próbą utrzymania osobistego ładu jest przywołanie rodzinnego domu, m.in. w wierszu wewnętrzny stan, w którym poeta zauważa: „rośnie drzewo / stoi dom / dzieci wokół / swoich spraw / świata / spokój trwa // gdyby tu nie / wstępować co dzień // jak do świątyni // niczego by / nie było”.

Miejsce to każdorazowo stanowi oparcie w sytuacji, kiedy tracimy grunt pod nogami. W rezultacie świat nie ulega całkowitej entropii, znajduje dla nas swoje położenie w czasie i przestrzeni. Tu i w tym momencie. Bo „teraz nie trzeba/ gniewać się na jesień / układa swój poemat”. Tak puentuje tę kwestię podmiot liryczny w wierszu pt. w ogrodzie.

W jednym z ostatnich utworów tomiku, zatytułowanym wołanie od morza, alter ego poety przytacza słowa Norwida: „Miłość nie bitwą żyje, życiem jej zwycięstwo”. Tu jest sedno tego świetnie skomponowanego tomiku. Pojawia się w nim tytułowy plaster jasnej przestrzeni. Zacytujmy fragment: „plastrem jasnej przestrzeni / zalepić chore miejsca / trawom kołyszącym się / na wietrze // pozwolić porastać / coraz większe połacie / piachu / rozejrzeć się pięknie // muszli kamienia kawałka drewna / modlitwy / kroczyć całodniowym / wysiłkiem wzdłuż brzegu // darzyć miłością / trwać”.

Właśnie chodzi o to, by dojrzeć ten plaster jasnej przestrzeni, żeby go szukać, pomimo nadciągającej burzy, zmęczenia, znużenia dającego się nam we znaki na tej drodze i zapadających się w piachu stóp. Chodzi też o to, żeby nie tracić brzegu z oczu — bo cokolwiek tam jest, obdarzone miłością tylko wzrośnie. Chociaż może się okazać, że będzie trzeba na to poczekać.

Taka jest też ta poezja. Nieśpiesznie bada granice człowieczej, ale i czasami pozaludzkiej perspektywy. Przesuwa ją, wytycza nowe ścieżki. Po to, by spotkać tego drugiego, kimkolwiek on jest. Poznać, żeby czasem nawet zawiesić dialog, porozumieć się bez słów. Bo prawdziwa miłość ich nie wymaga. „Kochaj i rób, co chcesz” — powiadał św. Augustyn. W jego słowach nie chodzi o odstępstwo od zasad, ale o to, że prawdziwa miłość do Boga (lub bliźniego) sprawia, że człowiek chce tego, czego pragnie Bóg, a co za tym idzie — jego czyny zawsze będą dobre.

Autor w ciemności słowa szuka wartości z determinacją godną naszego szacunku. Mam wiarę w to, że je znajdzie.

Tom plaster jasnej przestrzeni uzupełniają charakterystyczne rysunki Rafała Pacześniaka wraz z fragmentem jego obrazu Żywioły. To ikonograficzne dopełnienie tego pięknie wydanego zbioru pod redakcją Anny Piwkowskiej.

[Jakub Pacześniak, plaster jasnej przestrzeni, PIW, Warszawa 2025]

Jan Belcik (urodził się w 1960 r. w Dukli) — poeta. Uhonorowany Nagrodą Fundacji Anny Domagały-Jakuć za książkowy debiut poetycki (W cieniu Cergowej, 1989). Laureat wielu ogólnopolskich konkursów literackich; otrzymał Nagrodę Prezydenta Miasta Krosna w dziedzinie kultury (2019). Mieszka w Krośnie. Swoje wiersze, eseje i recenzje publikował w Polskim Radiu, w prasie literackiej i regionalnej, m.in. w: „Akcencie”, „Frazie”, „Gazecie Wyborczej”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Odrze”, „Okolicach”, „Toposie”, „Twórczości”, „Tygodniku Kulturalnym” oraz w almanachach poetyckich. Tłumaczony na języki: angielski, serbski, słowacki i węgierski. Ostatnio wydał tomy: Drugi brzeg (2012), Cienie Getsemani (2017; na jego podstawie Teatr Polskiego Radia wyreżyserował słuchowisko) i Jeszcze inne cienie (2022).

Ewa Elżbieta Nowakowska: Muzeum (Bez)Kresów

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2025 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2025 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści