MACIEJ KOWALSKI
Wycinki dziennika. 1 [Rzeszów 2021]
11 lipca
Rano budzę się wcześnie. Po czterech godzinach snu. Jest godz. 05.44. Próbuję jeszcze zasnąć, ale na próżno. Wychodzę zatem na spacer o godz. 07.29. Idę z przystanku na Marymoncie (pętla 15) prosto, dochodzę do ronda Turowicza i skręcam w Kępę Potocką, która o tej porze wygląda niesłychanie pociągająco, zmysłowo, słonecznie, a w czystym porannym powietrzu błyskają maleńkie kropki: owady, wykonujące swój taniec. Pod wiaduktem wchodzę w Klaudynę, uprzednio zaliczając pętlę na Gwiaździstej. Z Klaudyny wnikam w Rudzką. Podjeżdżam przystanek i wracam do hostelu. Pakowanie trwa niecałą godzinę. Obładowany bagażami człapię do tramwaju. Wsiadam w centrum do dziewiątki i jadę na dworzec. Piję herbatę przy peronie 3., w okolicach sektora 1. Pociąg spóźnia się parę minut.
W okolicach Tarnowa i Dębicy: burza — grzmoty, pioruny, ulewa. Przelotne błyski na nieboskłonie przyspieszają bicie serca i wzmagają niepokój. Przypominają o zagrożeniu. Szyb prawie nie widać z powodu gęstej ściany deszczu. Gdy dojeżdżamy do Rzeszowa, pogoda — na szczęście — lepsza. Niebo czyste, wieczorne, bez słońca. Dworzec zaskakująco skromny. Kupuję od razu bilet powrotny. Doskonale: wagon bez przedziałów, przy oknie. Taksówką jadę do hostelu „Etna”, przy ulicy S. Wyspiańskiego 18 c. Kierowca milczący, mało rozmowny. Pyta, ile kosztuje doba? Ja rewanżuję się pytaniem o to, dlaczego w Rzeszowie nie ma tramwajów? Aczkolwiek odpowiedź już znam, od czasu rozmowy telefonicznej z recepcjonistką, podczas zamówienia. Chodzi o niewielkie i wąskie ulice. Pokój niezwykle wygodny, komfortowy, niemalże luksusowy. Pokój nr 12. Łazienka. Różowa mata kąpielowa na podłodze. Idę na miasto. Dochodzę do rynku i alei Pod Kasztanami. Jest już ciemno. W uliczkach wokół 3 Maja tętni życie. Uniwersalnie — jak w Warszawie. I każdym innym mieście.
12 lipca
Peregrynuję. Najpierw idę do Galerii Rzeszów, gdzie siadam w Sabłeju. Spotykam też S.D. Rozmawiamy przez chwilę. Opowiada mi o Kutzu. Niezbyt pochlebna to opinia, uważa wiele jego wypowiedzi za nietrafione. Ja dodaję, że na późne lata za bardzo poszedł w politykę. Wspomina też o swoim pobycie w Ameryce, Ronaldzie Reaganie, sprzedawaniu Chinom spółek amerykańskich przez Clintona oraz swojej poezji („moja poezja jest dobra; piszę mądrze”). Obiecuję przyjść w tygodniu po książki. Potem idę wzdłuż alei Łukasza Cieplińskiego. Do Pomnika Wyklętych. Dalej: Lisa-Kuli aż do placu Śreniawitów. Grzmi, ale szczęśliwie nie pada. Niebo jasnoniebieskie. Okrążam zamek Lubomirskich od Szopena i dochodzę do rynku. Zachodzę też do paru księgarń (Jagiellońska, Kolejowa, pl. Dworcowy). Problemy z telefonem. Szybko rozładowuje się bateria. Ładowarka zepsuta. W lęku przed śmiercią techniczną zaczynam przerzucać zdjęcia i kontakty, ale podłączam kabelek do notebooka i jakoś idzie. A więc główka ładowarki poddała się. Po południu, z racji burzowej pogody, kończę oglądać film Milczenie. Generalnie jeden ze słabszych filmów Kutza, ale każdy ma gorsze chwile. Późnym wieczorem ściągam też filmy od P.K. Oglądam wreszcie Bramy raju Wajdy — jeden z upragnionych i wyczekiwanych seansów. Zabieram się z obawą, bo akurat ten obraz znanego reżysera był mocno krytykowany, ale efekt przeszedł moje oczekiwania. Adaptacja oddaje ducha noweli; scenografia, muzyka: idealne. No i nie ma cenzury. Od postaci Jakuba i Alexandra również emanuje niezdrowy powab. Idę wieczorem spacerem przez Stwosza, Langiewicza, dochodzę do Cieplińskiego. Zachodzę do „Starego Lwowa” na czeburek.
13 lipca
Rozpoczynam lekturę — wywiad rzekę z Krzysztofem Szczerskim, doradcą prezydenta Andrzeja Dudy. Ciekawa rodzina i sam główny bohater książki. Znów spotykam się z D. Siedzimy. Słucham jego pełnych przejęcia wypowiedzi o galerii niepodległości (100 osobowości) i projekcie wieży (jest architektem). Kupuję dwie publikacje (jedna dla S.), jeden tomik wierszy, jedną kartkę. Opuszcza cenę z 60 do 50 zł. Wymieniamy się aktualnymi kontaktami. Potem zamawiam po raz pierwszy bilet i jadę na prawy brzeg Wisłoka — do Żwirowni. Przystanek jest po drugiej stronie, a więc trochę idę pieszo. Plaża płatna 2 złote. Rezygnuję. Wracam. Czanachy w „Starym Lwowie”. Potem jeszcze na starówkę. Biorę w księgarni, w ostatniej chwili, książkę: Spacerem po Rzeszowie. Przy rynku 3 kartki. Potem kolacja na 3 Maja. Wokół ludzie. Ani śladu covida i sanitarnych restrykcji. Znów widzę D. Świat (rzeszowski) jest mały. Z przejęciem rozmawia przy pomniku Nalepy.
14 lipca
Wychodzę po 14. Na śniadanie zjadłem sandwicze. Na obiad z kolei, w barze przy Krakowskiej, opiekane pierogi ruskie. Idealnie, bo to przy skrzyżowaniu, na którym idę prosto. Stary Rzeszów (Kochanowskiego — Podchorążych — Rycerska — Partyzantów — Marszałkowska; potem Ogrody Bernardyńskie). Jest gorąco. Zasiadam na 1,5 godziny w Galerii Rzeszów. Obchodzę inne wyznaczone obiekty. Synagogi, Kościół Świętej Trójcy, filharmonia, krzywy wieżowiec, rzeszowski urwis. To bardzo ładny chłopiec z filuternym, łobuzerskim uśmiechem. Jedno oko przymknięte, celuje w niebo. Potem Zamkowa — Dąbrowskiego — Reformacka — Cieplińskiego. Zakupy w Żabce i drink w tym lokalu, co wczoraj. Jeden, bo nie spojrzałem, że zamykają o godz. 22. Wracam punktualnie do hostelu. Trochę jeszcze czytam i zasiadam do pisania kartek. Dwie do rodziny, jedną dla Kamila i Magdy, ostatnią dla CDP.
15 lipca
Spotykam się znów z D. Potem idę na pocztę kupić znaczki (są, i to z Kornelem Morawieckim!). Dochodzę do 3 Maja. Habana. Akurat zaczyna padać i grzmieć. Burza i ulewa trwają około dwóch godzin. Siedzę trzy — do godz. 17. Rzeszów to wyjątkowo burzliwe i deszczowe miasto. Ledwie rozpogadza się, a więc idę na prawy brzeg. Obok skweru Osińskiego prosto — do ronda Pobitno. Chodzę po cmentarzu (pochowani są tutaj m.in. Janik, Lis-Kula, Jałowy i Andrzej Ciepliński; smutny był los syna). Potem wracam. Idę Rejtana do Armii Krajowej i Paderewskiego. Niestety nie mogę znaleźć kościoła i ogrodu papieskiego. Na 3 Maja. Muszę się pilnować, jutro wyjazd. Wychodzę o godz. 21.40, a parę chwil później akurat znowu zaczyna padać. Kładę się o pierwszej.
16 lipca
Dzisiaj żadnych większych kłopotów. Docieram bez przeszkód na dworzec. Tylko pociąg ma ok. 35-40 minut opóźnienia. W domu pewnie będę po godz. 22. Eh. Po raz kolejny dopada mnie przekonanie o niebezpiecznie pociągającej, zmysłowej mocy lata. Gorąco, swoboda, każdy w krótkich spodenkach, koszulkach — eksponuje swoje ciało. Lepiej nie pić — jakaż będzie radość z picia później. I smak inny.
Maciej Kowalski (ur. w 1989 r. w Szczecinie) – doktor nauk humanistycznych, dziennikarz, historyk, nauczyciel. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Szczecińskim. Był związany z Muzeum Narodowym oraz LO im. Sybiraków w SSF. Autor kilkudziesięciu tekstów: artykułów popularnonaukowych, esejów, omówień i opowiadań. Współredaktor i sekretarz serii monograficznej Film. Historia i konteksty. Publikował m.in. w „Polish Biographical Studies” oraz „Szczecińskich Studiach Archiwalno-Historycznych”.
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2025 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2025 e-eleWator
all rights reserved