Skip to content

BIANKA ROLANDO

Cykady ostatniego podboju

Wypadało śmiertelnym zrobić rundę i obiec dookoła kobierzec,
gdy królewna zabawiała się nie tyle z karłem, co ze swoim gardłem,
próbując przemówić poważnym głosem, ale koziołkowała do rzeki,
której zimne dłonie gotowe były na to, i co, ukłucie w czyimś sercu?
Tak, tak zawodzi stara maszyna, zabierzemy ją ze sobą, przyda się
w drodze, powodując serię wydarzeń, których będziemy świadkami,
skoro je sami piszemy jako rozbitkowie wschodniej spedycji, to podbój?
To drzazgi, co powbijały się wszędzie i nawołują całość bez końca
Już dawno wszystko się skończyło, a one stale dają świadectwo
że, że, że byłyśmy kiedyś podbrzuszem wielkiej łupiny, szurałyśmy
po dnie cichego śpiewu, opierałyśmy się dzielnie falom dnia i śmierci
A teraz wiemy, że musimy usłyszeć się z daleka i połączyć ten trzask

 

Kanadyjski chłopiec

Siny niesamowicie włóczył się smutnie koło mojej przyczepy, plącząc
słowa w ostatni wagonik, nawet przymierzał się, by się w nim zmieścić,
potem jednak kalkulował: albo dziwny bełkot, albo konkretny zysk?
Wybrał właściwiej niż mógł, zbudował dom szkieletowy, też ogródek,
i cicho podreptał po listy, z których dowiedział się o tytule tego wiersza,
że on jako chłopiec został wymyślony (choć przecież wcale taki nie był)
Miał rację, w ten sposób zniknął na serio, wszyscy go szukali, wiele razy
znajdowali go jako zupełnie inną osobę, dzięki temu jeździł dorożkami,
brawurowo naśladował zwierzęce odgłosy, potrafił całować tak-wrak-
-wspak do góry nogami, tańcząc miłość, i zupełnie mu odbiło, lustro
go wypiło z kształtu, czym bardzo wzruszał resztę (co do jednego, są)

 

Sanatrem/Tomar

W korytarzach łaski pańskiej prześlizguje się łuska i gruz
Palcem po murze sprawdzam przebieg słomianej plecionki
(właśnie twój kapelusz skrycie burzy tamę zwykłego ronda),
okazujesz się być ślepą, ciemniejszą niż wcześniej bywałaś
A ja w klasztorze widziałam zupełnie niesamowite rzeczy,
podbrzusze i serce w kształtach: kotwic, lin, wodorostów
(nie chodzi mi tyle o towarzystwo, ile o dłoń w dłoni żagla,
ale też inne zawirowania oceanu wchodzą w naszą grę)
Wspomnijmy na Henryka Żeglarza, który na szklanej karaweli
dotarł do celu, i gdy rozbił się zupełnie nieprzytomny, sierocy
Mogłyśmy coś zebrać z nazwy jego legendarnego skarbczyka,
ale odłożyłyśmy to pobojowisko, zajęła nas bliskość wiersza,
który jest możliwy, co odmienia się tak, że nie poznałabyś siebie

 

wargacze i cefale

Ze szczękiem ust przybywa wiosna, pijana Kirke zapowiada się
chluśnięciem po czyjejś gębusi za to przezwisko i ma nas już dość
Cii w wodorostach, udajemy poletko, w sumie jesteśmy nią z tej bajki,
gdzie o ściany ogrodu walczy ocean, szczególnie wiry i życie na szali!
Tyle że ona wcale nie zatrzymuje się w miejscu, którym rym tym-tym
kończymy, przyjaźnie nastawieni, opływa wyspę, a my za nią gonimy
W przerwach między uderzeniami dobra i chwały łapiemy jej oddech

 

wiersze pochodzą z tomu Dziennik podróży, który ukaże się w marcu 2026

Bianka Rolando (ur. w 1979 r. w Warszawie) — poetka, artystka sztuk wizualnych, wykładowczyni akademicka na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Laureatka Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny i Nagrody Literackiej Miasta Zakopane. Współpracuje z Galerią Foksal w Warszawie. Wydała książki poetyckie: Rozmówki włoskie (2007), Biała książka (2009), Modrzewiowe korony (2010), Podpłomyki (2012), Łęgi (2015), Pascha (2016), Stelle (2018), Ostańce (2020), Abrasz (2022), Absyda (2024) oraz książki o sztuce: Mała książka o rysunku (2013), Nasze Zakopane (2024).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2025 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2025 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści