PAWEŁ ALBO POCZYTALION
Listopad ‘25
1.
Sytuacja trochę z Indiany Jonesa (w cudzysłowie oczywiście), a zarazem jak z życia wzięta. Współcześnie polskiego, a przy tym modelowo prowincjonalnego.
Oto w pewnej małej miejscowości — jej nazwa Niemieścin to jakby echo satyrycznych powiastek w duchu Ignacego Krasińskiego — tęskniącej za statusem miasta, znużeni swą nudną pracą archiwiści odkrywają tajemniczy rękopis, a równocześnie — przypadkiem — na niemieścińskim placu odsłonięte zostają mury zagadkowej budowli. Czyżby natrafiono na ślady szalonego i śmiałego, lecz realizowanego całkiem serio, projektu sprzed lat: stworzenia miasta idealnego, od fundamentów — tyleż ideowych (rękopis), co materialnych (mury budowli)?
Urbs ex nihilo — nowa powieść Piotra Michałowskiego, szczecińskiego poety i literaturoznawcy, profesora US — podobnie jak niemieścińskie projekty — zbudowana jest na atrakcyjnym i nośnym pomyśle. W przypadku książki — fabularnym, a dla jej autora, znanego między innymi ze świetnych persyflaży poetyckich, czyli przemawiania głosem innych poetów, poniekąd też gatunkowym.
Bo proponuje nam on powieść na pozór przygodową, w swojej warstwie głębszej społeczno-obyczajową, a de facto psychologiczną, będącą w gruncie rzeczy grą z wszystkimi tymi konwencjami; taką, na którą pozwolić sobie może właśnie ktoś, kto biegły jest w rozpoznaniach tudzież imitacjach literackich.
Wszystko sprawia wszak wrażenie szczuki z Pana Tadeusza, owej niezwykłej potrawy podanej podczas zamkowej uczty; ryby, która była „nie krojona / U głowy przysmażona, w środku pieczona / A mająca potrawkę z sosem u ogona”.
Wróćmy tedy do fabuły od strony kuchni i przyjrzyjmy się metodzie.
Trójka archiwistów-odkrywców, pogrążonych na co dzień w jałowej egzystencji nikomu niepotrzebnej instytucji w prowincjonalnym grajdole — Iwona, Rafał i Wiktor — trochę mimo woli, ale i z rosnącej potrzeby (Niemieścina i własnej) — postanawia z okazji skorzystać. Podejmują więc naukowe śledztwo, które z wolna staje się przygodą ich życia, wpisując się równocześnie w plany miejscowych włodarzy, którzy chcą uczynić z lokalnego odkrycia ogólnopolską sensację, aby wykorzystać ją jako argument na rzecz przyznania Niemieścinowi praw miejskich.
Narratorem całej historii (pomijając obszerne cytaty z tajemniczego rękopisu) jest Wiktor, który przybył do miasteczka „ze świata”, co pozwala mu na zastaną rzeczywistość spoglądać z dystansem, ale że sam bywa równie „prowincjonalny” jak miejsce, do którego trafił, gra w Indianę Jonesa tyleż go cieszy i zajmuje, co przerasta. Będąc entuzjastą realizowanego wespół w zespół planu, ma też do niego stosunek ambiwalentny, a wciągany przez lokalne bagienko, satysfakcjonuje się w efekcie tym jedynie, że pozwala sobie na miłosny triumf i „prowincjonalny romans”. Toteż to, co próbuje zrealizować — w życiu zawodowym, jak i prywatnym — okazuje się dość szybko poza jego zasięgiem, a sytuacja obnaża przed nim swoją sztuczność, nierealność i gogolowski zgoła — bo karykaturalno-dramatyczny — kontekst.
Prawda, którą niemieścińska społeczność zamierza uczynić fundamentem swoich ożywionych ambicji, odkrywa przed Wiktorem swą powierzchowność, aż w końcu przeistacza się w wygodne dla wszystkich kłamstwo. Z łaciny wzięty tytuł książki — Urbs ex nihilo — czyli: miasto z niczego — ujawnia tu swoje znaczenie podwójne. Bo nie tylko szalony i piękny pomysł nieznanego z imienia fundatora i założyciela — nieukończonego — Miasta tym mianem można by określić, lecz i efekt niemieścińskich ambicji i projektów: z Niczego nie da się zbudować Czegoś. Czegoś, co byłoby naprawdę. Bo naprawę było (jest) niewiele więcej niż Nic.
Rozsypujące się plany Niemieścina i Wiktora to jakby dodatkowy wątek, najgłębiej ukryty rdzeń powieści. Mimo z lekka satyrycznego tonu, licznych mrugnięć okiem i dowcipnego w wielu fragmentach języka (styl rękopisu sprzed lat — znakomicie oddany!), jest to jednak ciężki dla książki Piotra Michałowskiego balast.
Narracja jest wprawdzie interesująco meandryczna, ale że narrator — czyli Wiktor — to typ wielkomiejskiego nudziarza mądrali, opowieść snuje się dość leniwie, a powodzenie niemieścińskich planów od początku zdaje się być skazane na porażkę. Co niestety nie uatrakcyjnia lektury i odbiera jej część atutów wpisanych w tak wiele dający możliwości scenariusz.
Z drugiej jednak strony, jeśli rozsmakować się w owej narracji (podobnie jak mury urbs, nieukończone w skali, która była mu pisana), otrzymamy lekturę równie smaczną (a wielosmakową jak owa szczuka z Pana Tadeusza), co i pożywną. Pełną starych, dobrych ingrediencji oraz rodzynków do wydłubania.
Wiktor zyska na przykład rysy Obłomowa, a społeczność Niemieścina ukaże się nam jako mieszańcy prozy Suchowo-Kobylina, całość zaś powieści uznać będziemy mogli za oryginalny przykład prozy inteligentnej i kunsztownej.
[Piotr Michałowski, Urbs ex nihilo, Wydawnictwo Forma i DK „13 Muz”, Szczecin — Bezrzecze 2024]
2.
Agentka Zo Clare Mulley to — jak informuje zarówno polski, jak angielski tytuł książki — Historia Elżbiety Zawackiej, bohaterki drugiej wojny światowej. A jej atrakcyjność, wynikła z owej historii właśnie — pasjonującej, niezwykłej i dramatycznej, ale zakończonej dobrze (więc inaczej niż wiele innych wojennych opowieści) — podnosi dodatkowo ów fakt, że to książka autorki angielskiej.
I to nie jakaś londyńska ciekawostka, znana głównie tamtejszej Polonii, a rzecz uznana już i doceniona. Nominowana bowiem do Women’s Prize for Non-Fiction 2025. Czyli nagrody dla książek dokumentujących rzeczywistość, a napisanych przez kobiety. Jej autorka, mieszkająca w Essex historyczka i pisarka, jest zresztą znana — i nie tylko w Wielkiej Brytanii — z innych wartościowych biografii kobiet — odważnych i niezwykłych, zapisanych w historii, choć bywa, iż zapomnianych. Jedną z nich była na przykład Krystyna Skarbek, o której Mulley napisała swoją najgłośniejszą chyba książkę The Spy Who Loved (przy czym nie chodzi tu bynajmniej o słynny film pod takim tytułem — jeden z cyklu Jamesie Bondzie — a o polskiego „Bonda w spódnicy”).
Biografia Elżbiety Zawackiej, pseudonim Zo, to rzecz na atrakcyjniejszy pewnie jeszcze film fabularny, przy czym liczne przygody polskiej kurierki, żołnierki AK, wydają się tak nieprawdopodobne, że scenarzysta takiego filmu mógłby być posądzony o zbyt bujną wyobraźnię. A to przecież niczym nie kolorowana prawda.
Chociaż sama Zo nie raz dawała dowody, że nie czuje się żadną bohaterką, przeciwnie — czuje się jedną z wielu. Kobiet, które podczas wojny służyły Ojczyźnie.
Gdy jednak wczytać się w szczegóły jej służby, prędko wraca myśl, że użyte przez Mulley słowo „bohaterka” ma tu swoje głębokie uzasadnienie. Jest bowiem wyrazem prawdziwego hartu ducha, który wiele razy przezwyciężał słabość fizyczną Zo, a i zwykły strach, którego nigdy potem (również w swoich zapisanych wspomnieniach) nie kryła. Okazji zaś, w których to bohaterstwo się przejawiać musiało, jeśli Zo miała nie tylko przeżyć, ale i uczynić użytecznymi swoje misje (było ich w sumie ponad sto!), pojawiło się na jej drodze naprawdę dużo.
Podczas okupacji roznosiła — po Lwowie i Warszawie — najważniejsze meldunki, a mikrofilmy z informacjami o wrogu i sytuacji w polskiej konspiracji wielokrotnie przewoziła przez granicę, ukrywając swą prawdziwą tożsamość (bywała wtedy Niemką w podróży służbowej); ścigana przez Gestapo (również listem gończym!) wymykała się tropiącym ją agentom w ostatniej niekiedy chwili, a do legendy przeszła jej kurierska wyprawa do Londynu — przez Niemcy, Austrię, Francję i Hiszpanię — z tajną przesyłką dla Rządu RP na uchodźstwie. Szczególnie dramatycznym epizodem tej wyprawy był zimowy, brawurowy pod wieloma względami marsz przez Alpy, który o mało nie zakończył się jej śmiercią.
Co więcej, to Zo była jedyną Polką, która przeszła szkolenie jako cichociemny i zrzucona została ze spadochronem na terytorium kraju, a potem — jak to ona — konspirowała z sukcesami, by wreszcie wziąć udział w powstaniu warszawskim. Na tym zresztą jej historia w Wielkiej Historii się nie zakończyła, przeciwnie — zakończyła się dopiero po wojnie, i to gorzko. Elżbieta Zawacka skazana została bowiem za „działalność antykomunistyczną” (dowodów na to zresztą nie znaleziono, a jedyną przewiną Zo było ukrywane przez nią… dziesięć dolarów) na lata więzienia.
Ta niezwykła kobieta nigdy się jednak nie poddawała. Nie tylko w patetycznym, symbolicznym tego słowa znaczeniu. Była bowiem w życiu tyleż twarda, co krytyczna — zarówno wobec innych, jak i siebie — ale wiara w sens życia i upór w dążeniu do celów, które ów sens niosły, towarzyszyła jej zawsze.
Może dlatego żyła tak długo (zmarła w roku 2009, w wieku lat 100!), czerpiąc siły z poczucia życiowej misji, którą była żołnierska służba, lecz i potrzeba udokumentowania własną pamięcią odwagi i poświęcenia innych.
Nie były to łatwe zadania. Bo i jej życiowy optymizm poddany bywał najtrudniejszym próbom. Zarówno doświadczenia własne, jak i jej najbliższych — wojna zabrała i doświadczyła boleśnie wielu członków licznej rodziny Zawackich (co ciekawe — zachowujących polski patriotyzm w niemieckim Toruniu), a pozbawiła też życia dwie kochane, najbliższe jej kobiety — mogły zdruzgotać fundament tej postawy. Ale fenomen Zo na tym się zasadzał, że i takie tragedie ją hartowały.
Clare Mulley pisze o tym z wielką swadą (a przy tym mądrze i z wyczuciem o całej polskiej drodze do gorzkiej wolności i innych jej bohaterach) oraz podziwem i wyczuwalną sympatią dla Elżbiety Zawackiej. No i zrozumieniem dla niej. Niezbędnym przy kreśleniu jej sylwetki. Zo miała bowiem trudny charakter, a była też feministką, co się zowie. Umiała swoim ideom i programom nadać rysy ostre, bezkompromisowo (i skutecznie!) o nie walcząc (patrz: jej starania o formalny status walczących w podziemiu kobiet jako żołnierzy AK). A że Mulley najwidoczniej podziela poglądy i akceptuje postępki Zo w tej mierze (choć czasem czyni to z humorem, dając margines zarówno ówczesnym poglądom mężczyzn na świat, jak i zapalczywości niewieściej swojej bohaterki), wypada to bardzo naturalnie.
Przy okazji zaś, mówiąc tu otwarcie (choć takiego akurat mówienia Mulley w zasadzie unika), była Zo lesbijką. W sensie emocjonalnym, psychologicznym — na pewno. Mężczyzn nie obdarzała ani uczuciem, ani sobą, a choć miała wśród nich przyjaciół i towarzyszy w walce, podziwianych i serdecznie lubianych, to tylko dwie dziewczyny, piękne i wrażliwe, dzielne i wierne przyjaciółki — Zofia Grzegorzewska i Marianna Zawodzińska — były jej prawdziwymi miłościami.
Ciekawie się to skądinąd mogłoby sytuować w naszych biało-czerwonych wyobrażeniach, gdyby skrajnie prawicowy nurt polskiego patriotyzmu musiał się (a powinien!) zmierzyć z postacią Zo jako prekursorką ruchu LGBT.
O Elżbiecie Zawackiej przypomniano sobie w Polsce stosunkowo późno, wiele lat po wojnie. Zdążyła na szczęście zaznać szacunku i uznania rodaków. Pisano o niej, kręcono dokumenty. Jest wszakże paradoksem (kłopotliwym), że dopiero angielska autorka — po angielsku — oddała prawdziwy hołd tej pięknej i jakże ludzkiej mimo swoich wad i… wzniosłych ideałów (a może dzięki nim właśnie) postaci.
Agentka Zo… to książka o żywym, prawdziwym człowieku w czasie próby. Trwającym, jak w jej przypadku, całe prawie życie.
[Clare Mulley, Agentka Zo. Historia Elżbiety Zawackiej, bohaterki drugiej wojny światowej, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2025]
Paweł Albo Poczytalion (ur. w 1965 r. w przysiółku Szczecin Dąbiego) — z wykształcenia ornitolog. Mieszał w Kantucky i Bismarck (Niemcy), dziś: Niezbyt Dobra koło Szczecina. Miłośnik starej Broni (imię psa, dokładniej: suki). Publikował w prasie krajowej, polonijnej, milenijnej i codziennej („Głos Louisville”, „Głos Pomorze”, „Kurier Szczeciny”), magazynach poświęconych niezdrowemu żywieniu („Piwariat”) i pismach literackich (m.in.: „Czas Chałtury”, „Nestor”, „Wsypa”, „Faza”, „Kwartalnik Artystyczno-Krytykancki”). Wydał m.in. wiersze i epitety Życie skocznikiem (2007), powieść ontologiczną Wandalizm. Motyw kobiecego samobójstwa w poezji współczesnej (2013) oraz wszystkie oszczędności z konta dolarowego w PKO S.A.
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2025 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2025 e-eleWator
all rights reserved