Skip to content

KAROL SAMSEL

Praktyki. 11

 

środa, 18 lutego — wtorek, 24 lutego 2026

Pamiętajmy, podkreśla Stengers z całą mocą, że tylko koneserzy są zdolni w naszej kulturze określać wiedzę sytuacyjną, więc również zakres, granice jej sytuacyjności. Nikt spośród specjalistów nie jest w stanie podobnego zadania się podjąć, choćby stąd, że nie postrzega go za relewantne, a skoro nie kładzie przed sobą podobnego zadania, także nie pogłębia ani nie kierunkuje swojej kompetencyjności, by podobne zadanie zrealizować — tymczasem dla wytworzenia wiedzy sytuacyjnej sama energia kompetencyjna wpisaną w „naturę nauki jako takiej i naukowców jako takich” — nie wystarczy. Podobnie także — nie wystarczy sama energia kompetencyjna do tworzenia dobrej literatury sytuacyjnej, tutaj potrzeba koneseriatu i pod żadnym pozorem nie należy go mylić z amatoriatem, już tym bardziej z fikcjami amatoriatu… Które powieści, które wiersze, które poematy, dramaty są dzisiaj tylko amatoriacką fikcją? Czy jestem wystarczająco koneseriacki? Albo — dlaczego jestem niewystarczająco koneseriacki? Czy romantyzm był koneseriatem? Czy klasycyzm również był koneseriatem? Jak uczynić koneseriatem mesjanizm (i przezwyciężyć — w ten sposób — amatoriat mesjanizmu)?

Nad ranem śniło mi się, że zostałem obrabowany, również z ubrań, i nagi — jakimś cudem — znalazłem się w przedziale pociągu, dojechawszy do siebie, musiałem w toalecie jedynie przygotować się do wyjścia, wciąż pozostając nagi, tak jak byłem, w pierwszych momentach po obrabowaniu. Tam przeciągnąłem swoją obecność do tego stopnia, że pociąg ruszył, a ja wciąż nagi — tylko w podkoszulku, którym zasłaniałem, jak mogłem, genitalia, zapytałem konduktora, czy nie pozwoli mi zejść przy pierwszym postoju na torach… Po oświadczeniu, że kolejna stacja postojowa będzie dopiero w Tomaszowie Mazowieckim — zgodził się, ja zaś wysiadłem taki, jak byłem do tego (nie)przygotowany — tyle że nie na torowisko, lecz… na sam środek ruchliwego skrzyżowania. Czytam o tym, w jaki sposób pojęcie czystego rozumu w wersji publicznej, publicznego czystego rozumu zmienił Internet, który sprawia, że czysty rozum w sensie publicznym, a tym bardziej — w znaczeniu powszechnym, nie jest już możliwy. Czy nie powinno się napisać powieści, w której Gustaw Herling-Grudziński, Zbigniew Herbert oraz Czesław Miłosz żyją w wieku XXI i muszą swój dynamiczny neoklasycyzm, wcześniej w najmniejszym stopniu niekontrolowany pod względem internetowej krytyki, konfrontować stale z Internetem? Jaką rzeczywistość tradycjonalną, rzeczywistość metafizyczną mogliby wyprodukować w ciągłej konfrontacji z anarchicznymi zasobami internetowego rozumu powszechnego? Czy właśnie tym nad nimi nie góruję? Herling publikował Dziennik pisany nocą na łamach paryskiej „Kultury” i nie przynosiło to właściwie niczego więcej — poza samopotwierdzeniem. Internet jest tu antyparyski, jest więc formą paryskiej „Kultury” à rebours. Miłoszowi i Herlingowi podstawiano w higienicznych warunkach emigracji lustro salonu, mnie — i nam — podstawia się stos, stos online. To niezwykle kształtuje charakter, udziela też pewnego herbertowskiego poczucia. Tym bardziej że nie publikuję — w żadnym hermetycznym ogrodzie, typu „Księgi przyjaciół” wydawnictwa „Próby” Marka Zagańczyka, ale w „e-eleWatorze” i w blogosferze wydawnictwa Forma. Centrum całej literackiej anarchii jest po mojej stronie pola, nie po stronie „Prób” czy wydawnictw — im podobnych. Wyobraźmy sobie Zniewolony umysł publikowany od razu od 1951 roku — w Internecie? Do tego właśnie usiłuję doprowadzić. In silico, mamy do czynienia z literackim rozumem powszechnym. Robię wszystko, co mogę, szczególnie przy pomocy mistyki obecnej w Praktykach stale — by zmienić go, skoro już posiadamy Internet, w kantowski rozum czysty, literacki rozum czysty — wierzę, że dzięki Internetowi możliwa jest właśnie taka — rewolucyjna rola rewirtualizowanej i redynamizowanej tradycji literackiej, przejście — od zrozumiałego publicznie powszechnego rozumu literatury w tak samo publicznie dający się pojąć i zrozumieć — czysty rozum literatury, a po nim czysty rozum kultury i czysty rozum religii, wszystko dzięki Internetowi, syntetycznemu przyspieszeniu literackiej tradycji oraz erudycji. Pomyślmy tu jeszcze o masonerii i lożach, o oświeceniu, o pozytywizmie i modernizmie, o Prusie i Żeromskim, o tym, jak silne byłyby masoneria i encyklopedyzm, organicyzm i krytycyzm w XVIII, XIX wieku, gdyby istniała energia bezprzewodowa lub wręcz (tak, jak w XXI wieku) energia bezemisyjna. Teza Karla Feyerabenda — taka, którą się pamięta — brzmi: rozdziałowi Kościoła od państwa powinien towarzyszyć rozdział nauki od państwa. Dodałbym literacki wariant tej tezy: rozdziałowi Kościoła od państwa powinien towarzyszyć również rozdział literatury od państwa, a przynajmniej powieści od państwa (jeżeli nie możemy mówić o literaturze całej, jeszcze, mówmy przynajmniej o rozdziale powieści, i koniecznie teorii powieści, od państwa).

Trzeba w podobnej sytuacji traktować Internet jak łaskę, łaskę, której odmówiono Miłoszowi, Herlingowi-Grudzińskiemu, Czapskiemu — historia nie dała im tej łaski — tej możliwości, którą otrzymaliśmy my, by stać się lepszymi. Formą łaski jest w takim samym sensie mailing. Tradycja literacka wsparta pocztą elektroniczną i energią bezprzewodową pozostaje nieoczywistą łaską, energią świetlną, wulkanem podziemnym naszych utworów literackich — Internet mógłby stać się podstawą romantyzmu wulkanicznego w samym, jak myślę, centrum XXI wiecznego klasycyzmu cum laude. Możliwe tu jest wszystko, zaś — mesjanizm może przybrać dowolny kształt, dla przykładu: niekoniecznie historiozoficzno-internetowy, życiowo-internetowy, ale czegoś w rodzaju internetowych dziejów apostolskich (Internet może być więc źródłem subtelnej głębi pojęć). Nie wolno nam mylić wyboru oraz porównania. Powinniśmy wybierać porównanie z poczuciem, że dokonaliśmy wyboru. Porównanie to nie wybór, porównanie zniewala, a wybór uwalnia. W pewnym sensie — największym rodzajem wolności jest wybór porównania jako wyboru… To właśnie usiłuję latami urzeczywistniać w literaturze…

Luźna informacja o doświadczeniach niewielkiej grupy respondentów — nie czyni ankiety… Luźna informacja o doświadczeniach niewielkiej grupy pisarzy — nie czyni żadną miarą literatury… Luźna informacja o doświadczeniach niewielkiej grupy wierzących nie czynią żadną miarą religii… Od metafizyki pracy o wiele istotniejsza jest, jak myślę dziś, metafizyka współpracy: fetyszyzowanie któregokolwiek z tych członów grozi zawaleniem całego sprzężenia, czy całego napięcia, które — wręcz, powiem wprost — wywołuje kulturę. Zadajmy pytanie, czy ktoś zdefiniował jakość literatury, nim przyznał pierwszą literacką nagrodę, a czy ktoś zdefiniował, czym jest jakoś religii, nim obwołał pierwszego papieża. Próbuję stworzyć stan, w którym będziemy wiedzieli, czym jest tzw. jakość literatury nawet nim postawimy pierwsze słowo. Dlatego będę uparcie utrzymywał, że Praktyki mają nade wszystko charakter preanalityczny, a jako preanalityczne notatki muszą — bezwzględnie — wykorzystywać psychoanalizę…

Jestem głęboko przekonany o tym, że celibat może stawać się także wewnętrznym wyborem energii seksualnym, wyborem z samego środka życia i seksualnej energii: być witalizmu podobnego rodzaju — energetycznym wyrazem… To coś w rodzaju „tantryzmu negatywnego”, dlatego tak istotna pozostaje w podobnym układzie masturbacja, a także autoerotyzm. Przeciwko całemu społecznemu doświadczeniu nadziei i tego doświadczenia patologiom z miłości do namiętności, do jej czystej postaci, wybieram celibat. Nie można twierdzić o tarczy, że jest ostrzem, nie można mówić poważnie o ostrzu tarczy — a nawet o tarczy o ostrych krawędziach. Ktoś wbija we mnie miecz, twierdząc, że osłania się tarczą, podobnie ktoś przeszywa mnie mieczem literatury, a jednocześnie: twierdzi, że osłania się tarczą kultury, tarczą religii, czy tarczą literatury — i tak dalej, ktoś wbija we mnie miecz tożsamości, mówiąc: osłaniam się tarczą tożsamości — i odcina mi głowę ostrą krawędzią arcytarczy świadomości itd. Ale w takim czasie żyjemy oraz w takiej literaturze piszemy — tarcze przekuwamy na miecze i uznajemy, że dalej są tarczami, są przecież tej samej masy i materiału. Gdy nie wystarcza nam uznania, zwiększamy naszą uznaniową moc kolejnymi komisjami, pełnomocnictwami, koordynacjami — ja poszukuję w literaturze źródeł czystego niepełnomocnictwa: trudno dziwić się moim decyzjom — droga do celibatu wiedzie tylko z niepełnomocnictwa — jako treści wszystkiego…

Czym dziś wydaje mi się współczesna literatura? Grupą czytelników jednego dzieła literackiego, jednej książki lub jednego autora — czytelników jednoczących się między sobą ponad samym dziełem i ponad literaturą uprawiających między sobą — wynikający przede wszystkim z tej znajomości — seks. Czytelnicy uprawiają seks, jednocząc się nad dziełem, wysoko ponad jego ramionami — kopulując im wyżej nad nim, tym lepiej: dystans oraz odległość stają się tu miarą doskonałości, tym, co wyzwala seks, wydaje się wolność — od rozumienia i nierozumienia w ogóle… Może to już seks nad resztkami martwego dzieła — jakimiś tatuażami z Budenbrooków umieszczonymi na penisie lub w jego okolicach, albo tatuażami z Pana Tadeusza umieszczonymi na delikatnej skórze pach, pod pachami? Na warsztatach mówię o eseju Gadamera o poezji i interpunkcji, myślę o mówieniu, które — intonacyjno-retorycznie — wyrażałoby szacunek do słów przechodzących nam przez usta, podkreślam, że interpunkcja intonacyjno-retoryczna musi w każdym projekcie pisarskim przezwyciężać tę gramatyczną, jak orzeka Gadamer, przede wszystkim w imię oralnych (ulotnych, chodzi tu o oralną ulotność…) źródeł literatury…

U Isabelle Stengers znajduję interesujące pojęcie cheerleadingu, które łączę z już przywoływanym tutaj w Praktykach gratulacjonizmem — cheerleading zniekształca przyszły obraz nauki, tak samo cheerleading literacki, jak to sobie wyobrażam, zniekształca przyszły obraz literatury, a cheerleading religijny (dzisiaj nawet encykliki stają się powoli — czymś „cheerleadingowym) — przyszły obraz religii. Odbiorcy procesów naukowych, firmy oraz obywatele poszczególnych państw nie tylko muszą czekać, ale „muszą wiedzieć, jak (aż chciałoby się powiedzieć — jak metodycznie) czekać”, czytam u Stengers w jej manifeście uprawiania powolnej nauki. Myślę, że powinienem sformułować podobny — konkurencyjny manifest uprawiania powolnej religii, powolnej kultury i powolnej literatury. Na pewno — wszystko to może zasadniczo dopomóc w kształtowaniu porządnych pojęć literackiego — kulturowego — i religijnego trwania. Uświadomiona kompetencja prowadzi do nierozumnej demagogii, a uświadomiona niekompetencja do geniuszu: mamy wiedzieć wszystko o tym, czego nie wiemy, mieć tym samym wiedzę metafizyczną (możemy z niej wnioskować o wszystkim, również o tzw. czystej wiedzy metafizycznej), w żadnym wypadku jednak nie możemy zajmować się tym, ażeby wiedzieć wszystko — to tylko doprowadza do katastrof (transwiedza, nie panwiedza, metempsychoza, nie psychoza — są tu naszym podstawowym zadaniem: można powiedzieć: metempsychiczne zdrowie, metemzdrowie, bez sankcji i bez powinności psychozdrowotnych). Czytam jeszcze u Stengers, że naukowcom nie wypada, wręcz nie wolno spierać się z przedsiębiorcami na oczach obywateli, tak jak rodzicom nie należy prowadzić kłótni między sobą na oczach swoich dzieci w obawie o to, że to rodzi demony… Zwrócę Państwa uwagę przede wszystkim na to, że sytuacja w literaturze jest dokładnie taka sama, Praktyki z kolei zmierzają do stworzenia przestrzeni dla tych kłótni, możliwie racjonalnej, pola racjonalności, jak powiedziałby Whitehead. Czas, aby czytelnicy zobaczyli swoich rodziców, walczących ze sobą na śmierć i życie.

Karol Samsel (ur. w 1986 r.) – poeta, krytyk literacki, filozof, doktor habilitowany nauk humanistycznych, doktor filozofii. Zastępca dyrektora w Międzydziedzinowej Szkole Doktorskiej UW, adiunkt w Zakładzie Literatury Romantyzmu i kierownik Pracowni Historii Dramatu 1864-1939 Wydziału Polonistyki UW, członek Polskiego Towarzystwa Conradowskiego. Laureat nagrody imienia Władysława Broniewskiego (2010) i zdobywca statuetki imienia Wandy Karczewskiej (2011). Redaktor działu esejów i szkiców w kwartalniku literacko-kulturalnym „eleWator”. Mieszka w Ostrołęce. Wydał m.in. tomy wierszy: Dormitoria (2011), Altissimum-Abiectum (2012), Dusze jednodniowe (2013), Więdnice (2014), Prawdziwie noc (2015), Jonestown (2016), Z domami ludzi (2017), Autodafe (2018), Autodafe 2 (2019), Autodafe 3 (2020), Autodafe 4 (2021), Autodafe 5 (2022), Fitzclarence (2022), Autodafe 6 (2023), Choroba Kolbego (2023), Autodafe 7 (2024), Autodafe 8 (2025), Cairo Declaration (2025) i powieść Nie-możliwość Piety (2023).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści