Skip to content

WOJCIECH JUZYSZYN

Karierowicz. 2

Następnego ranka jednak szatan zbiesił się z deka, ponieważ Ryszard nastąpił mu na stopę, gdy wspólnie szczotkowali zęby przed lustrem. Co śmieszne chłopak uczynił to naumyślnie, aby spoufalić się z Panem Mroku, jednak temu taki stopień zażyłości się nie spodobał.

Wywołało to kompensującą falę zachcianek. Pan Piekła wyczarował sobie krowi dzwonek i wzywał nim Ryszarda. Najpierw chciał napić się kawy i aby wsunięto mu na stopy bambosze. Potem młodzian miał rozmasować mu barki, następnie przystrzyc niesforne loki, aż w końcu po spreparowaniu mu wanny do błogiej kąpieli z olejkami Szatan wybaczył podwładnemu.

Moczył się właśnie z ogórkami na oczach, a Ryszard wypierdział z butli resztki balsamu w mętną wodę spowijającą ciało Pana Mroku.

— Ryszardzie, wybacz, że mówię ci to nagi i z ogórkami na oczach, ale jesteś antychrystem — rzekł wypieszczony olejami szatan.

Ryszard parsknął śmiechem.

— Nie rozumiem.

— Twój tatuaż z trzema szóstkami na przedramieniu. Masz go od urodzenia, prawda? Musisz wiedzieć, że jesteś zrodzony do wielkich rzeczy, naznaczyli cię prenatalnie w jamach piekielnych.

Mordę chłopaka wykrzywił grymas niezadowolenia.

— Nie chcę być antychrystem! — Aż tupnął nogą z boku. — Chcę być wicedyrektorem piekła!

— No, to, to już jest chciejstwo — ganił szatan. — Bardzo dobrze, popieram chciwość, jednak w pewnych granicach. Nie można nie chcieć być antychrystem, Ryszardzie, nim się jest albo nie. Doceń to, nawet nie wiesz, ile nastolatków o tym marzy…

— E tam, co to za ubaw… Antychryst staje na podium tylko wtedy, kiedy doprowadza do upadku świata, a potem o tobie zapominają, a wicedyrektor piekła? To stała posadka, szacunek i uznanie współpracowników oraz nieustanna ciągłość tychże.

— Chciejstwo, Ryszardzie, donikąd cię nie zaprowadzi. Ale brawo, popieram chciwość.

Ranek nie nazbyt udany więc dla emochłopca, toteż grymaszenie nad owsianką odbywało się srogie. Przy stole, gdy jedli, ojciec spoglądał nieufnym okiem na gościa.

— I pan jest…

— Panem Piekła, tak — dokończył nazbyt szybko, by zaliczyć to do spontanicznej uprzejmostki.

— Ile zarabia… taki wicedyrektor piekła? — zainteresował się ojciec.

Szatan tylko pokręcił głową, ile można.

Po posiłku, jako że Ryszard urlopował od szkoły przez wzgląd na sczeźnięcie onegdajsze palca, mieli mnóstwo czasu, zatem spożytkowali go na poprawiający perystaltykę jelit spacer. Zaszli do lasu, chyżym krokiem, więc aż czuli, jak w jamie brzusznej masują im się jelita, a krok szatana wspierała wydłużona obecnie pałka mocy.

Pośród drzew natknęli się na dziwną czaszkę, wielką jak słoniowa głowa, z miejsca ust spływało mrowie skostniałych macek.

— Wygląda jak mikroskopijna czaszka Cthulhu — rzekł Ryszard.

Szatan smagnął pałką mocy, by prysnąć w strukturę kostną snopem iskier. Osobliwa czaszka jęła porastać mięsem, uniosła się nad ziemię, a macki uruchomiły.

Nadał jej żywą, mięsną formę, a ta, lewitując, nieustannie badała mackami powietrze, jak owad, który rozpoznaje sensorycznie świat.

Zaczęły się przeróżne śmieszki z mięsnego ożywieńca i stanęło na tym, że dla jaj przetransportują ową czaszkę do pobliskiej groty i będą w jej macki wrzucać niewiernych mocom ciemności głupców, aby te zgniatały ich przez bezkres czasu.

Szatan nałożył dodatkowo na grotę magiczną membranę, która odcinała ją od przepływu czasu, tak by naprawdę grzesznik cierpiał tam bóle i spazmy przez wieczność.

Gdy już zaaferowanie oziębło, a śmiech ustał, Pan Ciemności ucałował swą pałkę, kontent z jej pożytku, i powoli zawrócili nazad.

Ryszard był pod wrażeniem, rzeczywiście pałka mogła wspierać krok, ciskać potężne uroki oraz, tak jak właśnie teraz, zwisać niegroźnie przy nodze.

Pod wieczór Ryszard z wiedźmami postanowili rozerwać szatana, gdyż wyraźnie dłużyło mu się oczekiwanie na pełnię, co poznali po pląsających oczach. Zagrali w pokera rozbieranego, a Pan Piekła miał to kręcić kamerką. Początkowo nie chciał, ale powiedzieli, że może wrzucić materiał na Dark Weba i dorobić sobie.

Ojciec przyniósł im przekąski, przymknął oko na wszędobylską oraz namnażającą się goliznę. Zdusił też w sobie niepokój w związku z osobliwym zapachem siarki oraz śmierci, a także spostrzeżeniem, że meble syna jakby zbutwiały. Tak właśnie na otoczenie oddziaływały moce piekielne.

Szatan szybko się znudził kręceniem i chciał już się kłaść. Zawsze cierpiał na humorki, gdy Wenus była w koniunkcji z Jowiszem. Nabrał trochę wigoru dopiero, gdy przekąsił swojego batona z siarki. Akurat podładował się na dobre sny nocne.

 

W kolejnych dniach oczekiwania na apogeum energetyczne Ryszard starał się wciągnąć szatana w zabawy z żyletkami, ale Pan Piekła wolał rzucać brzytewkami w plakat z Justinem Bieberem niż się ciąć.

Często poruszali temat życia rozpłodowego borsuczyc, ale de facto nie powodowała nimi kindersztuba, ale raczej żywa pasja, jak również prawdziwe, niczym nieskalane wnikliwość oraz szacunek w stosunku do porodu oraz położnictwa.

Chłopak próbował parę razy perswadować, że lepiej by się sprawował jako wicedyrektor piekła niż Antychryst, lecz Szatan zawsze ucinał temat w zarodku.

Aby się rozerwać, zesłali na szkołę Ryszarda plagę mononukleozy. Sięgali również po ezoteryczne aktywności, zaczadzali się kadzidełkami, magnetyzowali powłoki duchowe kryształami czy też wąchali dziwne substancje.

Nareszcie, po prawie dwóch tygodniach, nastała pełnia. Jasny balon satelitarny wisiał nad globem ziemskim, racząc go niespożytymi podmuchami wirującej energii. Wyborna okazja do przeprowadzania wysokoenergetycznych rytuałów.

W pokoju Ryszarda postawili metalowy zbiornik wielki jak bala kąpielowa i wypełnili go zdychającymi owadami. Wszystkie trwały na granicy życia i śmierci, otumanione urokami Szatana podrygiwały w konwulsjach diabelnych. Tworzyły sobą istny basen padaki.

Ryszard postrzegał owady jako medium transmisyjne dla niepowstrzymanych przedśmiertnych fal mroku. Fascynował się takimi smaczkami niezmiernie, zaś duchota nocy przyklejała mu grzywkę niemożebnie mocno do czoła — jeszcze nigdy nie czuł się takim wartościowym emo jak w tej chwili.

Szatan wsypał do basenu padaki mąkę pszeniczną i wymieszał ją z owadzią martwicą przy pomocy nietuzinkowego mieszadła owiniętego włoskami spod słoniowych warg. Dalej mieszał, co sześć obfitych mieszań zmieniając z prawa na lewo i z lewa na prawo, a w tym czasie Ryszard dosypał spopielony udziec dzika oraz sproszkowane pancerzyki chitynowe domieszkowane kurkumą.

Chitynowy proszek wszedł w potężne reakcje z chityną na żywych jeszcze owadach, buchnęły ognie, mąka groźnie warczała, pryskała białymi pióropuszami dymu na wszystkie strony.

— Teraz dodaj batony z siarki — polecił zajęty mieszaniem szatan, jak tylko mąka przestała się miotać.

Ryszard usłużnie wykonał, uprzednio starannie odwijając z papierków.

Wreszcie pozostał do dodania ostatni składnik. Dotąd tylko obserwujące wiedźmy wyrwały loczek Szatana piekielną pęsetą moczoną w płynnej siarce. Jak tylko wiedźma ustawiła pęsetę bezpośrednio nad basenem padaki, wszystko tam zawrzało, zagotowało się, a przestrzeń naokoło jęła dziwnie się zaginać.

Piekielnica rozluźniła chwyt na pęsecie i loczek szatana pofrunął do mieszanki. Gdy tylko zetknął się z pozostałymi składnikami, nie stało się zupełnie nic oczojebnego, po prostu szatańska moc czarnomagicznie posklejała ze sobą resztę ingredientów. Wszystek materii scalił się w jasnoczerwoną świecącą jednorodną substancję, zawartość padaki upłynniła się do plazmatycznej formy.

Kiedy na moment przed procesem scalania owady zastygły w bezruchu, Ryszard uczuł, jakby ktoś wyjął mu z rdzenia kręgowego dokuczającą szpilę. Poczuł się wyzwolony.

Jednak zaraz po tym uczuł się stłamszony, bowiem szatan rzekł mu, że ma wejść do balii, skąpać się w płynie plazmatycznym i zaakceptować szept piekła, gdyż ten umocni w Ryszardzie czarci fundament, na którym wykiełkuje przyszłość Antychrysta.

Chłopaka zaskoczył dynamizm ścieżki rozwojowej w kręgach piekielnych, spodziewał się raczej, że podczas tego rytuału wezwą kohortę demonów, by obalić choćby szkoły. Że stanie się coś oczojebnego.

Taki nudny plot twist dosłownie zgwałcił mózg Ryszarda i temporalnie ogołocił z wiary w szatańskość mocy szatana.

Szatan oczywiście czytał w myślach, więc wkurwił się niemożebnie, bo tyle się napocili, aby stworzyć basen padaki.

— Nie bądź gówniarzem, zaakceptuj szept piekła.

— Nie, nie wejdę tam.

Pan Piekła porzucił nietuzinkowe mieszadło, zaczęły się przepychanki.

— Wejdziesz!

— Nie wejdę!

Wreszcie szatan siłą wepchnął ojca sabatu do basenu padaki. Chłopak walnął o plazmę, rzygi piekła plusnęły aż w sufit.

Ryszard moczył się w swoistej lawie i bił pięściami o taflę, a naokoło jęły się wzmagać mroczne, cichutkie szepty, czekające na przyzwolenie, aby mogły scalić się z jestestwem nastolatka.

— Nie chcę być antychrystem! Nie chcę być! — Bił pięściami. — Chcę być wicedyrektorem piekła!

Jeszcze w całej historii świata podziemnego szatan nie ujrzał bardziej stanowczego i jednocześnie bardziej żałosnego odtrącenia Intencji Piekła. Szept obumarł, a plazma jak za machnięciem diabelskiego drąga przemieniła się w najzwyklejszą wodę.

— Jesteś z siebie dumny? Teraz będziemy musieli czekać do kolejnej pełni — skarcił chłopaka.

— Mam to gdzieś, nie chcę być antychrystem! Cały ten rytuał to było gówno! Tę wodę to teraz możemy zmienić w wino, o, to by było coś! A nie jakieś „szepty piekła”. Nie chcę być antychrystem!

Szatan pochylił łeb, wyrosły mu z czaszki rogi, a hardaszczy minas dopraszał o mord. To było bardzo, bardzo nieuprzejme — Ryszard śmiał insynuować, że Hebrajczyk robił fajniejsze sztuczki.

— Wiesz co… I chyba jednak nie będziesz.

 

Ryszard został przykładnie ukarany. Szatan wtrącił go do piekła, konkretnie do groty, w której ulokowali wielką czaszkę z mackami. Ryszard już po kres wieczności miał cierpieć katusze, zgniatany przez potężne macki. Jednak dla Ryszarda to było jak niebo, ponieważ był masochistą.

Wiedźmy z kolei pozmieniał w borsuczyce, które nieustannie przeżywają bóle porodowe. Za karę, że nijak nie potrafiły wpłynąć na nastolatka.

Szatan zabrał ze sobą kołonotes z notatkami rytualnymi chłopaka, bo to jedyne, co Ryszard wartościowego po sobie zostawił. Wrócił w czeluście piekła, by oczekiwać narodzin kolejnego wybrańca.

Kolegom ze szkoły Ryszarda przyśniło się objawienie i nakazało zanieść i zapalić znicze pod grotą w środku lasu, gdzie cierpiało emo. Pomimo mononukleozy zerwali się, jeszcze gdy świat trwał w bladaczce, i oddali hołd koledze, przyzwani jego charyzmą piekielnika.

Czynili to aż do końca życia w dzień po każdej pełni.

Ryszard zatem jednocześnie trafił i do piekła, i do nieba, i jeszcze posiadł grono fanów-wyznawców. Niesamowity masochista, emo-karierowicz, hobbystyczny satanista.

Wojciech Juzyszyn (ur. w 1992 r. w Szczecinie) — prozaik. Ukończył Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny na kierunku elektrotechnika. Mieszka w Szczecinie. Opowiadania publikował w „e-eleWatorze”, „eleWatorze” i „Twórczości”. Wydał tom opowiadań Efemerofit (2025).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści