Skip to content

KAROL SAMSEL

Praktyki. 14

 

przełom maja i czerwca 2026

Znajduję u Józefa Kellera w książce Od Mojżesza do Mahometa zdanie, w którym swobodnie podstawiam pod religię literaturę. Mówi ono — „Literatura jest zjawiskiem społecznym i tak jak każde zjawisko społeczne, podlega określonym prawom powstania, rozwoju i zaniku. Nie rodzi się ona z woli jakiejś jednostki, nie jednostka jest jej twórcą i przyczyną. Literatura powstaje, a także rozwija się na skutek oddziaływania czynników literaturotwórczych, które są na ogół liczne oraz skomplikowane. Pewne jednostki mogą odegrać wyjątkową rolę w jej rozwoju, ale to nie znaczy, że ją »założyły«”. Przejmujący fragment. Trudno mi uwierzyć, że do literatura takiej jak moja potrzeba aż przewrotu, co w niej takiego, co na przewrót by zasługiwało, poza nagą prawdą, którą i tak w pierwszym rzędzie stawiam jako zadanie przed sobą, nie — przed światem, niech więc świat się nie obawia… Czemu musi on aż upaść, by przyjąć utwory, które mu proponuję? A może wszystko, co dzieje się teraz, jest konsekwencją naturalnych praw zaniku, o których mówi Józef Keller. Literatura, zgodnie z prawami wygasania wszystkich procesów społecznych, równie nieubłaganymi zresztą, jak prawa powstawania, zanika. Dlatego jest tak obrzydliwa, zakłamana, retoryczna oraz polityczna. Najobrzydliwsi są kosmetycy twierdzący, że to nic nowego i zanikała od XIX wieku, więc należałoby przywyknąć w końcu do bajek o apokalipsie. Ci sami, gdyby wpadli na to, zapewne zakrzyknęliby: „A więc jesteśmy nieśmiertelni! Jesteśmy nieśmiertelni! Ale miło posłuchać o naszej nadchodzącej zagładzie, bardzo proszę, niech bard wchodzi, niech rapsod śpiewa, zróbmy tu Skałkę”.

Myślę też o seksie jako funkcji mojego życia, a o funkcji myślę jak o wykładniku, matematyczno-symbolicznym, fizycznym. To także kwestia dewiacji. Jest jedyną potrzebą zastępowalną, negocjowalną, dyskutowalną, a nawet — podlegającą społecznej korekcie… Dlaczego? Potrzeba literatury jest dla mnie niezastąpiona, potrzeba religii daje się za to — całkowicie wyeliminować, nauczyłem się żyć bez Boga doktrynerów i instytucjonalistów. Potrzeba miłości matki — niezastąpiona. Potrzeba miłości ojca — niezastąpiona… Potrzeba miłości partnera — niezastąpiona. Matce, ojcu, partnerowi — przyzwalam na niedoskonałość. Inaczej jednak postępuje w wypadku literatury. Religia jest z natury niedoskonała, zatem eliminuję ją, by zdobyć się na jeszcze doskonalszą ascezę. Literatura, inaczej, może być doskonała lub niedoskonała, ale skoro jest niezastępowalna, muszę mieć ją doskonałą, bo przecież nie mogę jej na nic wymienić — niedoskonałą literaturą muszę z kolei prześladować, chociaż równie dobrze mógłbym sobie wyobrazić swoje życie inaczej. Może powinienem prześladować niedoskonałą religię? A skoro prześladuję literaturę, gdzie nie spotyka mnie żadna konsekwencja poza ostracyzmem środowiskowym, postępuję po tchórzowsku… Nie. Rzecz w czym innym. Religia nie istnieje w doskonałej postaci, stąd zasługuje na pełne usunięcie z powierzchni Ziemi. Co innego literatura — skoro niewielka jej część zachowała jednak pierwiastek boski, to bałwochwalców należy prześladować, bo do końca istnienia świata będą ten niepowtarzalny pierwiastek zagłuszać — po jednych przyjdą następni, więc — nie będziemy nigdy w stanie usłyszeć czystego głosu Boga, od początku do końca wypełnią nas muszle koncertowe pozatykane wrzaskiem idiotów niemających niczego do powiedzenia, dopiero daleko za nimi będzie stał Bóg bogów i bóg Bogów oddzielony od nas lustrem weneckim i ścianą dźwiękoszczelną. Co wspólnego z tym wszystkim ma seks? Jest jedyną potrzebą na Ziemi, która jest zastępowalna lub nawet wymienialna, synonimiczna lub homonimiczna. Można ją zastąpić wieloma synonimami, to również magiczne. Potrzebę seksu u mnie więc wypełnia kilkukrotna masturbacja w ciągu dnia, paroksetyna, dobry „biały nastrój”, pasja literacka dająca poczucie żarliwości, miłość i związek. Właśnie radykalna biel definiuje mnie najlepiej — a do tego dobrze wiąże się z psychoterapią i katolicyzmem… Czuję się tak spójny psychologicznie, jak spójny wydaję się sobie chemicznie. Seks jest dla mnie jedyną zastępowalną-wymienialną-sublimowalną potrzebą mojego życia. Oczywiście, jest bardzo „retoryczny”, ale potrafię z nim dyskutować przy moim poziomie wiedzy oraz chemicznego i intelektualnego zabezpieczenia…

Pisać jednak staram się tak, aby czytelnik umiał powiedzieć o mnie to, co Święty Symeon Nowy Teolog mógł powiedzieć o Bogu oraz o swojej jedności z Nim, jedności w Wielości oraz Jedności w wielości — a zatem „ujrzałem Go w moim domu, ukazał się niespodzianie i stał się niewypowiedzianie ściśle złączony i stopiony ze mną”, „jestem człowiekiem z urodzenia i Bogiem z łaski Boga”, dokładnie tak winien umieć powiedzieć czytelnik moich utworów o sobie i o mnie w związku ze sobą — i to — bez najmniejszego skrępowania… Przestaję wierzyć w to, że ludzie mają naturalne umiłowanie prawdy, nie, absolutnie nie ma niczego takiego, jak amor veritatis. Raczej jest amor hypocrisis, więc naturalne umiłowanie hipokryzji, trzeba także mówić o blasku hipokryzji, nie veritatis splendor, ale — hypocrisis splendor. Literatura zrodzona z veritatis splendor zawsze przegrywa z literaturą zrodzoną z hypocrisis splendor — tak samo religia. Chcę tu także powiedzieć, że jeśli Jana Pawła II nie było stać na encyklikę na ten temat, Karola Samsela musi być stać na tom wierszy: Hypocrysis splendor. Do twarzy mi w szatach proroka, do twarzy mi we wszystkim, co już wyszło z mody. Właśnie na tym polega specyfika mojego postmodernizmu. Oczywiście, bardzo dbam o to, by nigdzie nie pracować w jakimkolwiek pustym przebiegu, co przyznam, dużo bardziej wymagające jest dla mnie, gdy piszę trzecią część Praktyk — niż dziesiątą część Autodafe — puste przebiegi to sedno z całej metawiedzy twórczej, jaką można w ogóle posiąść. Poza wszystkim, co już podkreśliłem, warto więc być od środka pustego przebiegu, to cenne jak bycie od środka błędu — wówczas od środka można ów przebieg wypełniać, a tylko to się liczy… Wypełnianie pustego przebiegu asekuratywnie, od zewnątrz, nie ma żadnego sensu, daje to efekt całkowitego pomieszania powierzchni z głębią: tapety mamy w oknach, zaś — szyby w ścianach…

Na konferencję Wydziału Hungarystyki zgłaszam temat dość ambitny — „László Krasznahorkai, Jerzy Andrzejewski i dwie polityki narracyjne”. Zależy mi na wskazaniu konsekwentnego prowadzenia polityk narracyjnych, co współgra z równie konsekwentnym procesem twórczym w dziedzinie rozwoju środków narracji i możliwości opowiadania, od Ładu serca i Szatańskiego tanga do Herschta 07769 i Miazgi. „Strategie narracyjnego radykalizmu” pojętego wręcz już jako narzędzie transformacyjno-epifaniczne — a więc instrument oddziaływania, przemiany, ale i możliwej epifanii czytelnika, widzę już w Bramach raju. 1937, 1960, 1985, 2021: mamy za sobą stulecie z powieścią tego typu, pierwsza połowa z Andrzejewskim — na którą się spóźniłem, druga z Krasznahorkaiem, na którą przybywam na czas. Wierzę, nawiasem mówiąc, że tak jak Szatańskie tango mnie rozczarowało (ale tak samo rozczarowałby mnie dziś przeczytany na nowo Ład serca), tak Herscht 07769 przemieni jak kiedyś Miazga. Możliwe, że to węgierska Miazga XXI wieku, oby nią była… W ostatnim dniu maja także myślę o swojej elegancji. Czynię z mody narzędzie oczyszczenia i czystości — należałoby powiedzieć, że oczyszczam się strojem. Garnitury, marynarki, krawaty, spodnie traktuję przede wszystkim jako formy zakonne, rodzaje nieoczywistych habitów, „ezopowych” strojów zakonnych, chcę przez to chyba powiedzieć, że uprawiam zakonnictwo à rebours. W takiej sytuacji garnitur działa niczym zbroja — jest tekstylnym symbolem ascezy, bawełnianym czy jedwabnym sygnałem, że nie oddam ciała bez walki i wbrew pozorom chlubię się swoim hiperseksualnym i aseksualnym jednocześnie pancerzem. Wchodząc na wykład o Rękopisie znalezionym w Saragossie, myślę o tym, że wykładowca to niekończący się zawód jakże wąskiego stosunku do namiętności, skazany na pokusy nawet bardziej niż nauczyciel szkolny — ten widzi przede wszystkim kiełkowanie wrażliwości i dojrzałości, nie seksualności. Akademik otoczony jest młodym pięknem dzień po dniu, które pragnie posiąść tym bardziej, im bardziej się starzeje — więc dlatego myślę, że to jeden z najbardziej erotycznych zawodów, jakie istnieją w kulturze europejskiej — starzejemy się i odchodzimy, widząc stale piękno intelektualne i fizyczne — bardzo często jest ono świeże, wdzięczne i pozbawione manier — prosi o amorofilie — etos akademika bezapelacyjnie musi uwzględniać stosunek do erotyki, jest już nieodwracalnie rozdarty między erotyczną paideą a antyerotycznym celibatem. Właściwie jako mistrzowie jesteśmy ich kusicielami, a zarazem — nie możemy dać się im skusić — i ich kusicielstwu… Przyrodzone kusicielstwo, którym dysponują z racji młodego wieku, nie może w żadnym, żadnym, podkreślam, tego słowa znaczeniu — zdyskontować naszego — nadprzyrodzonego „kusicielstwa mędrca”.

Myślę, że polityką najlepiej sprawdzającą się w literaturze w drugiej połowie XXI wieku może się stać neocezaryzm narracyjny. Wszyscy ci, którzy usiłowali odstawić moją literaturę i filozofię na boczny tor, z popłochem orientują się, że uczyniłem cały ten tor głównym, a mimowolnie oni na bocznym się znaleźli. Per analogiam, uczyniłem margines stroną, z peryferii — zrobiłem centrum, z miejsca zesłania — bo jest w moim losie coś owidiańskiego — metropolię, metropolię w długim i głębokim cieniu niszy. Jako człowiek totalny posiadam wiele antycznych kompleksów — tutaj widać przede wszystkim kompleks Kasandry i Edypa, ale jest we mnie również kompleks Owidiusza i kompleks Petroniusza. Dlatego proponuję — w myśleniu o literaturze — neocezaryzm. Nie wystarczy powiedzieć — radykalizm, trzeba ten radykalizm wylegitymować przed czytelnikiem. A zatem mówię, co mówię: neocezaryzm. Przy obiedzie u Agnieszki oraz u Tobiasza Bałdygów w Zawadach mówimy o Claudzie (sztucznej inteligencji) i pracy pisarzy z Claude’em. Dochodzę do wniosku, że w 2030 roku mógłbym wprowadzić do Claude’a 13 części Autodafę, Primę i Praktyki oraz zażądać, by Claude wygenerował z tego materiału przy pomocy przetworzeń języka naturalnego dramaty z charakterystycznym piętnem autorskim, który wypracowałem dotychczas w powieściach i poematach. Dzięki temu ostatni rodzaj literacki, który, ujmę, pozostał mi do zdobycia „złotej korony literatury”, wytworzyłbym już zatem najzupełniej syntetycznie. Czy Wanda Rutkiewicz zdecydowałaby się na tzw. wsparcie syntetyczne w „złotej” erze himalaizmu? Czy mamy podzielić noblistów i himalaistów na tych, którzy akceptują syntetyczne wsparcie dla swojego dzieła i na tych, którzy to wsparcie odrzucają? Może dwa rodzaje Nobli? Albo cały himalaizm lub cały rodzaj powieści wyprowadzić od początku — jedynie z syntetyzmu? Wylać dziecko z kąpielą, następnie wannę z powrotem napełnić wodą — i powoli zabrać się za płodzenie? Kolejnego potomka? Gratulacjonizm — towarzyszący współczesnym poczynaniom salonu literackiego — przypomina chemseks i związaną właśnie z chemseksem, sztucznie przedłużaną euforię. Długo jeszcze, myślę — triumfować będą w literaturze polskiej opowiadania lekkie jak proteza z piany i spermy… Krytyka literacka jest już dzisiaj całkowicie chemseksualna…

Karol Samsel (ur. w 1986 r.) – poeta, krytyk literacki, filozof, doktor habilitowany nauk humanistycznych, doktor filozofii. Zastępca dyrektora w Międzydziedzinowej Szkole Doktorskiej UW, adiunkt w Zakładzie Literatury Romantyzmu i kierownik Pracowni Historii Dramatu 1864-1939 Wydziału Polonistyki UW, członek Polskiego Towarzystwa Conradowskiego. Laureat nagrody imienia Władysława Broniewskiego (2010) i zdobywca statuetki imienia Wandy Karczewskiej (2011). Redaktor działu esejów i szkiców w kwartalniku literacko-kulturalnym „eleWator”. Mieszka w Ostrołęce. Wydał m.in. tomy wierszy: Dormitoria (2011), Altissimum-Abiectum (2012), Dusze jednodniowe (2013), Więdnice (2014), Prawdziwie noc (2015), Jonestown (2016), Z domami ludzi (2017), Autodafe (2018), Autodafe 2 (2019), Autodafe 3 (2020), Autodafe 4 (2021), Autodafe 5 (2022), Fitzclarence (2022), Autodafe 6 (2023), Choroba Kolbego (2023), Autodafe 7 (2024), Autodafe 8 (2025), Autodafe 9 (2026), Cairo Declaration (2025) i powieść Nie-możliwość Piety (2023).

aktualności     o e-eleWatorze     aktualny numer     archiwum     spotkania     media     autorzy e-eleWatora     bibliografia     

wydawca     kontakt     polityka prywatności     copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved

zachodniopomorski miesięcznik literacki e-eleWator

copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved

Przejdź do treści