MARIAN LECH BEDNAREK
Poemat
Bandzior wyskoczył z poematu w mojej głowie i powiedział: „pis mnie”.
— Jak to, a kim ty jesteś, ze zamieskałeś w moim poemacie?
— No psecies byłem przed chwilą z tobą w markecie i pomagałem ci kupić płyn do mycia nacyń Ludwik, prosek E do prania kolorowych ciuchów, psyprawy po węgiersku do kurcaka, maliny od pani z budki psed marketem i kawę Jacobs, którą bardzo lubis.
— A cemu tak seplenis jak małe dziecko?
— No psecies ty tes seplenis. A ja na Dzień Dziecka wysłałem meilem do mojego psyjaciela zycenia, jakbyśmy dalej byli dzieckami, jak kiedyś. I wyobraź sobie, ze on, powazny redaktor z działu poezji pewnego znanego pisma literackiego w Polsce, tes odpisał mi takim dziecięcym seplenieniem: Och Marianku, kochany Marianku… i tak dalej, do końca długich zyceń było napisane do mnie.
— No, ale jeśli jus mamy pisać ten poemat, to jako Bandzior prosę o inne imię, żeby więksą psyzwoitością pachniało, a nie śmierdziało jakimś Bandziorem.
— A wies, w ostatnich dniach cały cas polska tenisistka Maja Chwalińska wywija paletą w telewizji, bo została gwiazdą tenisa w Paryzu. Zachwyciła sobą wsystkich tak, zeby tes pisali poemat o swoim zyciu na korcie tenisowym. Bo wszyscy jesteśmy na korcie z tym nasym zyciem. Tylko nie kazdy potrafi dobze udezać, by zrozumieć, ze kropla Miłości jest więksa od oceanu rozumu, jak to napisał po francusku Bleis Pascal w XVII wieku.
— No dobze mój sepleniący kolego. Jak nie chces imienia Bandzior, to cię nazwę Serdusko. Chcesz?
— Tak, bardzo mi się podoba. Zaskocyłeś mnie. Teraz ten poemat razem bardziej rozwiniemy, zeby Cytelnikom nasym ocy wyskocyły z orbit. Inni to nazywają „gały”, ze ocy wyskakują jak gały. Ale zbliza się pora obiadowa, tak ze trochę zupowo coś popisemy. Psed rospocęciem poematu powięksyłem zółte kropki na nowym obrazie i obmalowałem bordową kreską. Jus mi się zacyna podobać ten obraz. A jego tematem jest „głód sukcesu”. Połykam tam coś duzego i niebieskiego. A psypomina to duzą stsałkę lecącą z nieba. A tak w ogóle, to psed tym obrazem namalowałem inny obraz, to znacy Mój sukces. Bardzo mi się podoba to moje dziecko wyobraźni. Bo wyobraźnia tes jest dzieckiem scęśliwości. Niedługo pojadę z moimi obrazami do Katowic. Wies, to jest takie miasto, gdzie wszyscy lubią seplenić, więc myślę, ze się dogadamy.
A skoro zostałem dla ciebie Serduskiem, to proponuję poemat pełen niespodzianek. Oto prosto z zycia wzięte. Idę drogą na spacer, jak codziennie to robię. A tu nagle zatsymuje się cerwony samochód psy mnie i nieznajoma blondynka mówi mi: „A pan zowu na spaceze?”. Ale jus nie pytała tak jak kiedyś, cy podwieść, bo jus wiedziała, ze ja chodzę na dół, pod kościół, a potem z powrotem do domu. A była tak radosna, ze as podskakiwała psy tej kierownicy samochodowej, ze ja tak frunę nad drogą, gdy spaceruję. I ja tes zrobiłem się bardzo radosny, jakby mnie podwójna radość spotkała, bo ją tak zachwyciło moje spacerowanie.
— Ale ty mas piękne psygody mój nowy psyjacielu. Dzisiaj słonecko i moja zona Tereska bardzo jest scęśliwa z tego powodu, bo ona jest ogrodnicką. Od dziecka wsystkie ogródki pieściła swoją małą rącką i duzym serduskiem.
— Ales, Serdusko moje, zbliza się cas zupy niedzielnej. Bo dzisiaj rosół będzie, jak zawse, o godzinie cternastej. Kochana Tereska zatańcy nam na stole kolorowym talezem z łyską. Jej cerwone włosy zawse jej pasują do tańca. A ty, Serdusko moje, pseglądaj się w lustse rosołu, bo tam pływają zawse zacarowane bóstwa poematu.
— No, i jus wróciłem. I jak było? Co widziałeś w tym pływającym makaronie? Cy te cerwone marchewki były dla ciebie łódkami, cy zacarowanymi bóstwami poematu?
— Nie wiem, jak to dokładnie określić, ale smakowały mi jak słodkawe usta mojej Muzy, do której tyle razy w zyciu pisałem mojej wierse. Wies, wróciliśmy znad oceanu taleza. To taraz, to teraz hop siup i miłość radości się spowiada. A radość wypełnia wsystkie literki, zeby ludzie nie chorowali bardzo na nerki. Bo casem tseba sukać darcyńcy nerki, gdys nie kupis tego nigdy w sklepie. A i się zdaza, ze bandyci napadają na cłowieka i wycinają mu zdrową nerkę, zeby ją potem spsedać za duze pieniądze. Nie jest to jednak zadną liryką dla poematu, tylko tragicną sceną z piekła, które cęsto ządzi zyciem na nasej planecie Ziemi.
— Nie cierpię okropności zła w ludziach, moje ty Serdusko, więc poprowadź mnie lepiej, jak z Muzą twoją się spotykałeś i co ona ci mówiła?
— Powiem ci, mój psyjacielu, ze ona mieskała we mnie cały cas. I w końcu zacąłem malować jej portret ze zdjęcia, bo mi zdjęcie wysłała internetem. Była całkiem podobna do siebie, ze chciało mi się w jej uśmiechniętych ocach pływać. Mijały dni, jak ja popłynąłem nicym Odyseus do Itaki. To była długa podrós pses plamy, kreski, cienie, kolory i światło, które mi dawało nadzieję, ze wreście do mojej Muzy dopłynę. I przysedł ten dzień, gdy po długich bojach z nieprawdą wrescie zakońcyłem wszystko moim podpisem na obrazie. I umówiliśmy się na spotkanie, zeby odebrała swój portret, na którym z anielskimi sksydełkami tańcy w swoim świecie Muzy.
— Jest to bardzo ciekawe co mówis, ale musę pilnować ziemniaków, by ugotowały się i nie zalała woda pieca. Idę spojzeć. Pocekaj….Jus jestem. Psecedziłem ziemniaki, to jest, odlałem z garnka gorącą wodę. Tłumacę ci to, bo moze ty jako psyjaciel Muzy, zyjes w całkiem innych poetyckich swiatach, gdzie ziemniacki rosną w obłokach na niebie.
— Nie. U mnie ziemniacki są skarbem, którym pisę. I one nie są jakimś Bandziorem, tylko piękną piosenką o zyciu. I za pół godziny Tereska zrobi z nich dla nas drugie danie. Ja będę dalej się zastanawiał, a ty skoc do ogródka po sałatę, bo słysę, jak cię woła Tereska. Będzie dziś kurcak. Ziemniaki i sałata. A ja zawse do mięsa piję cerwone, wytrawne wino.
— Jus jestem. Dałem Teresce sałatę. A ty co tam nowego odkryłeś?
— No to ja skońcę ten wątek z moją Muzą. Umówiliśmy się i psyjechała do mnie. Przed jej wejściem włącyłem francuską muzykę, gdzie z cułością śpiewała Eva Deloir. Otwozyłem dzwi i zuciliśmy się sobie w ramiona. Miała długie, ciemne pusyste włosy i pachniała piękną kobietą. Gdy ściągnęła płascyk, podesliśmy do zamkniętych dzwi mojej pracowni. Powiedziałem jej: „A teraz zasłonię ci ocy i wejdziemy”. Wesliśmy. Muzyka pięknie grała. Ja psytulony do niej od tyłu, powiedziałem: „Uwaga, odsłaniam obraz!”. Ściągnąłem dłoń z jej ocu i zaceliśmy kołysać się w rytm muzyki. A ona to pocuła, ze jest calkiem podobna do tej na obrazie. Była zaskocona i zachwycona zarazem. Zaceliśmy się kołysać psytuleni, a potem tańcyć ze sobą. Wsystkie światy łącyły się w jeden obraz świata, poniewas ja ten portret malowałem psy tej samej muzyce. Zatem obraz ducha i wyobraźni wcielił się w zywą, pachnącą Muzę, którą obejmowałem z wielką delikatnością.
Potem zapakowałem jej obraz do kartonu i pozegnaliśmy się w przedsionku. Psy furtce cekał juz na nią jej kierowca. Potem pozbierałem się jakoś, ale dalej za nią tęskniłem. Fale oceanu tęsknoty do dziś sumią i biją o bzegi. A moja Muza ceka, az napisę do niej jakiś kolejny wiers. I wtedy znów może spotkamy się.
— Ach, Serdusko, to piękna historia, wzruszyłeś mnie. Az jakaś brama liryki otwarła się we mnie, a psecies jestem tylko twoją drugą połową, ciałem tylko. Które sobie na innych, dziwnych płascyznach zyje. Powiedzmy, ze dojezdzam wrescie do mojej Itaki. Pójdę do swojej zony, którą się inni zachwycają, bo mnie tak długo nie było. Biją się o nią, bo chcą ją zdybać jako piękną Penelopę. Pisą w historii, ze Odyseusa nie było 20 lat. A Penelopa odzucała zaloty 108 natrętów, obiecała, ze wybieze męza, gdy skońcy tkać całun dla swego teścia Loartesa. W tajemnicy pruła go jednak każdej nocy. To była prawdziwa spryciara ta Penelopa.
— Końcymy jus ten poemat, Serdusko moje. Jesteśmy jus dawno po obiedzie. Słońce pomału zachodzi. Niedługo wykąpię się i wezmę tabletki na cuksycę, a potem połozę się do łuska. A ty, Serduasko moje, zbieraj dalej dla mnie swoje piękne wierse. Bo cię muza znowu odwiedzi i psytulicie się w tańcu psy wasej ukochanej francuskiej muzyce. Ocywiście ja wam w tym wsystkim pomogę, bośmy psyjaciółmi psecies zostali.
Marian Lech Bednarek (ur. w 1956 r. w Zgierzu) — poeta, prozaik, malarz, twórca teatru. Mieszka w Czernicy koło Rybnika. W roku 1992 założył w Rybniku teatr plastyczny „Paparapa”, a potem Teatr Mariana Bednarka, który działał przy Domu Kultury w Rybniku-Boguszowicach do 2020 roku. W latach 1997-2005 redaktor naczelny pisma artystycznego „Plama”. Założyciel i lider Przewoźnego Klubu Literackiego w Rybniku, członek Wolnej Inicjatywy Artystycznej „Wytrych”. Publikował m.in. w: „Czasie Kultury”, „Frazie”, „Miesięczniku Literackim”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Ricie Baum”, „Toposie”, „Twórczości”, „Wyspie”. Autor tomów poetyckich: Kawałek życiorysu (1991), Notatki z prowincji (1998), Granice-Graniczki (2004), Kim jestem? (2007), Obrazowiersze (2008), Rozmowa z ptakiem (2014), Widowisko (2018), Zapiski (2016), Prowincja (2021) oraz zbioru próz Sianoskręt (2012).
aktualności o e-eleWatorze aktualny numer archiwum spotkania media autorzy e-eleWatora bibliografia
wydawca kontakt polityka prywatności copyright © 2023 – 2026 e-eleWator . all rights reserved
copyright © 2023 – 2026 e-eleWator
all rights reserved